Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj powymądrzam się na temat naszej dyscypliny - dlaczego futsal jest tak niedoceniany? Bo jest lekceważony poprzez powszechną dominację piłki trawiastej. A tam można znaleźć dużo więcej piłkarskich nieudaczników niż w piłce halowej. Dominuje siła fizyczna i wybieganie, a techniki to niektórzy uczyli się pod trzepakiem. Chodzę od czasu do czasu na mecze T-Mobile Ekstraklasa i I ligi piłki nożnej i naprawdę można usnąć z nudów.

Nic się nie dzieje, akcji podbramkowych mizerna ilość, nie mówiąc już o udanych strzałach. Poziom gry naprawdę słaby, większość meczów to bezładna kopanina bez ładu i składu, nie można doliczyć się pięciu celnych podań z rzędu, chyba że wszystkie do tyłu. Jakbym był na lidze rugby, gdzie przepisy zabraniają podawać do przodu. Na trawie to można oglądać Premier League czy La Primera Division a nie polskich kopaczy.

No ale wszyscy są przekonani, że to ósmy cud świata. Wywiady, konferencje, autografy, szum od mediów po sponsorów. Sprzedają nam ładne pudełko, a w środku piach. Piłkarze trawiaści są ogromnie przepłacani, potem oglądamy chłopców z torebkami włóczących się po galeriach handlowych, bo kluby płacą kontrakty z kosmosu. Jak zawodnik grający np. w II lidze może zarabiać wielotysięczne sumy? To jest żałosne i świadczy tylko o głupocie prezesów.

Kolejny przykład - Gala "Dokonania Roku 2013" w Chojnicach, która odbyła się w ostatni piątek. Nagrodę w kategorii sport zgarnęła Chojniczanka za wygranie II ligi - czyli trzeciego poziomu rozgrywek na trawie. O jakości i poziomie gry już się wypowiadałem. No ale kapituła oceniła to znacznie wyżej niż zdobycie Vice Mistrzostwa Polski w futsalu przez Red Devils. A niech się cieszą, my gramy dla kibiców, nie dla statuetek towarzystwa wzajemnej adoracji. Zobaczymy za rok kto w jakim miejscu będzie.

Futsal nie tylko jest niedoceniany, jest wręcz lekceważony. Traktowany jak sport typowo amatorski, gdzie starsi panowie po pracy z piwkiem w ręku kopią sobie na hali. Tak też się zdarza, bo futsal to jest NAJPOPULARNIEJSZY sport masowy w Polsce. Dużo bardziej popularny niż bieganie, pływanie czy cokolwiek innego. Szacuje się, iż w halówkę gra regularnie ponad dwa miliony osób w Polsce!!! W każdym mieście w Polsce, na wsiach, miasteczkach hale są zapełnione od rana do wieczora. Istnieją kilkupoziomowe ligi miejskie, ligi oldboys, ligi zakładowe.

Kiedyś w Gliwicach, kolebce polskiego futsalu, istniało 150 drużyn środowiskowych!!! A przecież te wszystkie ligi są odpowiednikiem A, B i C klasy na trawie. Taka sama struktura, prezesi, kierownicy i piłkarze, którzy traktują to jak dobrą zabawę, ale jednocześnie jest to już jakoś poukładane organizacyjnie i gra się o zwycięstwo. Te zespoły mają często budżety dużo większe niż ich trawiaści odpowiednicy. A nagrody za wygraną w rozgrywkach są często dużo bardziej atrakcyjne niż mały puchar za awans do ligi okręgowej wręczany przez działacza wojewódzkiego ZPN w znoszonym garniturze z niemodnym krawatem, pewnie jeszcze ze ślubu w 1963 roku.

A my przecież mamy topową Futsal Ekstraklasę z kilkoma naprawdę profesjonalnymi zespołami, ale w mediach o tym cisza, nie ma skrótów meczów, a prasie drukowanej to już w ogóle ani śladu. Dobrze, że chociaż Orange Sport pokazuje mecz kolejki. A poziom gry w FE jest naprawdę wysoki. Piłkarze czołowych drużyn są naprawdę bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, jak to się mówi "nogą mogą wiązać krawaty". Działaczom.

Kiedyś, w 2002 roku Clearex Chorzów, futsalowy Mistrz Polski zmierzył się w finałowym meczu charytatywnego turnieju WOŚP z Wisłą Kraków - Mistrzem Polski na trawie. A tam Kosowski, Żurawski, Frankowski i inni, reprezentanci Polski grający na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii. Wynik? 8:3 dla halowców, anonimowy dla szerszej publiczności Andrzej Szłapa mijał jak tyczki piłkarzy Wisły, zakładając "siatki" zawodnikom, których wszyscy znali z ekranów telewizorów i okładek gazet.

Ale powoli się to zmienia, oglądalność spotkań w Orange Sport rośnie i dorównuje już transmisjom I ligi na trawie. Szkoda, że nie ma fazy play off, bo to dopiero byłyby emocje w TV i znakomita reklama na całą Polskę. Tu też działacze klubowi powinni to zrozumieć i przegłosować powrót do takiej formy rozgrywek Futsal Ekstraklasy. To jest klucz do sukcesu dyscypliny - sprzedawać EMOCJE kibicom.

No i konieczna jest jeszcze większa profesjonalizacja klubów. Powstanie silnych zarządów, składających się z wielu osób i ścisłym podziałem funkcji. Potrzebne są działy marketingu, które będą dbać o profesjonalny public relations. Każdy klub powinien posiadać akademię futsalu, w której szkolić będzie własnych zawodników. A  jak kogoś na to nie stać, to niech gra w I lub II lidze PLF. Ale o tym szerzej napiszę za tydzień.

A teraz o lidze - w minionym tygodniu wybrałem się do Gdańska na mecz AZS UG z Gattą Active. Podobała mi się konsekwencja w grze gości, od pierwszej do ostatniej minuty spotkania grali to samo, widać było gołym okiem plan gry i określoną taktykę. Gospodarze z kolei znając swoje słabości ograniczali się do defensywy i groźnych kontr. W bramce świetnie zaprezentował się Jacek Burglin, już kolejny raz niemal w pojedynkę wyciągał z kłopotów swój zespół. Azetesiacy dwa razy spóźnili się z blokadą strzału i Gatta odniosła zasłużone zwycięstwo, bo była dużo bardziej aktywniejszym zespołem. Choć gdańszczanie także mieli swoje okazje, trzy słupki - ale słupek to jest strzał niecelny.

Poniedziałkowy mecz Pogoń 04 - Clearex bez sensacji. "Portowcy" zdemolowali chorzowian, którzy aspirują do miana "rozczarowania rundy". Jak co roku buńczuczne zapowiedzi walki o najwyższe cele, a kończy się tak jak zawsze - środkiem tabeli. W tej rundzie Clearex pokonał jedynie drugie wielkie rozczarowanie - Uniwersytet Gdański i Tychy, które przegrywają wszystko. A dostali jeszcze dwa mocne lania od Gatty i Pogoni. Czyżby to zapowiadało 256 powrót na ławkę Gotharda Kokotta? Cokolwiek się stanie, i tak prędzej czy później wróci Tadeusz Wolny, bo zawsze wraca jak bumerang. Te stałe podmianki zna już cały świat. A prezes Wolny biega maratony po całym świecie, nowa pasja pochłonęła go całkowicie. Jak sam powiedział, "jestem już na emeryturze", więc Clearex nie powróci już do lat glorii i chwały.

A "Zygmunt Pogoniarski" (cytat z Mirka Grycmachera) na 10-lecie klubu ma okazję wznieść wreszcie puchar za tytuł Mistrza. Pomimo straty dwóch punktów to oni są dla mnie kandydatem na "Majstra". Dlaczego? Bo my wygramy z Rekordem w Chojnicach, ale będziemy mieć znacznie trudniej w Szczecinie. Jeśli tam wygramy, to wtedy Rekord może dowieźć przewagę, w innym przypadku to w Pogoni upatruję czempionów.

Na koniec nasz mecz z Euromasterem Głogów - emocji dosyć na kilka spotkań. Kibice nie mają prawa narzekać, prawdziwy rollercoaster w Chojnicach. Miło było ponownie spotkań braci Pieczyńskich, Łukasz zagrał nieco słabszy mecz, ale Darek to prawdziwy profesor. Nie widać upływu lat i w takiej formie ma miejsce w każdym zespole ligowym. Jedynie sędziowie nie dostosowali się poziomem do zawodników, często myląc się w obie strony. Niedźwiedź nie dostał drugiej żółtej kartki za ewidentne wymuszenie faulu (piękny lot, dobre wyjście z progu - 10/10), a Charczenko za upadek w tłoku to już taką dostał. No i mecz dzięki sędziom się wyrównał. Ale nie ma co narzekać, gramy dla kibiców, którzy dostali na kolację piękne sportowe widowisko. Nie to co na trawie, gdzie zazwyczaj przysypiają przy nudnym 0:0.

Wisła Krakbet Kraków - pisałem już o tym klubie w pierwszym felietonie. Cztery sezony wielkich inwestycji i tylko jeden Mistrz Polski. Na dodatek wywalczony po bojach z moją drużyną, która ledwo zipała finansowo w końcówce sezonu. Po pierwszej rundzie musieliśmy odchudzić kadrę aby podołać wydatkom, dlatego Jacek Burglin poszedł do Gdańska, a Iwanow wrócił na Ukrainę. Nie było nas stać na tych zawodników, pomimo tego udało się dojść do finału, ale tam osłabieni nie sprostaliśmy rywalom. Śmiem twierdzić, iż z tą dwójką Wisła miałaby znacznie trudniej wygrać tytuł, a i tak z meczów finałowych dwa wygrała dopiero po rzutach karnych, a trzeci różnicą jednej bramki. No ale to już historia, a obecnie Wisła koncertowo przerżnęła obronę tytułu i nie wiadomo, czy w ogóle załapie się na podium, a to już by była naprawdę sportowa tragedia. Do tego prezes wpadł ostatnio w kłopoty, a Kazimierz Greń też jest pamiętliwy, więc cała historia może jeszcze nabrać rumieńców. Hala przy Reymonta nie spełnia wymogów i nie zdziwię się, jeśli Wisła nie dostanie weryfikacji tego obiektu. A Tychy i Katowice najbardziej są zainteresowani przebiegiem wydarzeń...

Rafał Krzyśka - "najlepszy wśród najgorszych". Cenię Rafała bardzo, podoba mi się przede wszystkim w meczach kadry, gdzie daje z siebie absolutnie wszystko. Podchodzi bardzo profesjonalnie do swoich obowiązków, ale robi jeden podstawowy błąd - gra w słabych drużynach, na dodatek prawdopodobnie zanotuje drugi spadek z rzędu jako piłkarz i trener zespołu. To nie wygląda dobrze w CV. Powinien wreszcie poszukać klubu z aspiracjami, dać sobie na razie spokój z trenerką seniorów (na to jeszcze ma czas), ewentualnie skupić się na szkoleniu młodzieży. Bo za chwilę zmarnuje sobie to wszystko, na co sumiennie zapracował. Wypadnie z kadry i pozostaną tylko kolejne zmarnowane miesiące ciężkich treningów. A kilka klubów z Ekstraklasy ma słabszych zawodników na tej pozycji, warto się zainteresować golkiperem, który grywa w kadrze.

Kończąc felieton - mały prztyczek dla działaczy GKS Futsal Tychy. Cztery lata z rzędu specjalnie dla nas ustawiali mecze ligowe w piątki, gdzie wiadomo że będziemy zasuwać przez całą Polskę (nie pomogło, zawsze wywoziliśmy stamtąd punkty). No to my w niedzielę pójdziemy na spacer i pogramy w karty bo zapowiada się ładna pogoda, a z Tychami zagramy w piątek o 18.00. Powodzenia w przejeździe przez Łódź :)

Na koniec z cyklu "podsłuchane, zasłyszane", historyjka która krąży w środowisku futsalowym. Mecz Clearexu Chorzów sprzed kilku lat, jeden z zawodników robi trick - staje na piłce, a dłonią robi daszek nad czołem, rozglądając się po hali. A nerwowo reagujący na wydarzenia na parkiecie, charyzmatyczny prezes chorzowian krzyczy na całą halę "Brawo!!! Brawo!!!"... a po chwili "K...a, ty idioto!!!".

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dziękuję za wiele pozytywnych głosów po pierwszym felietonie, a także podsunięcie kilku ciekawych pomysłów na następne. Było także kilka negatywnych - autorzy zostali już usunięci z listy znajomych na Facebook, a wynajęci bandyci z Ukrainy są już na ich tropie.

Moje felietony nie będą monotematyczne, raczej to będzie tygodniowy przegląd co się wydarzyło w futsalu plus luźne przemyślenia na piłkarskie tematy. Zachęcam również do udziału w dyskusjach na Twitterze, mój nick to @MarcinhoSE7EN a inni aktywni to @kubik_michal, @TDanisz, @rafal_futsal, @arturjurczak, @slo7nik, @futsalpl - czyli osoby związane z polskim futsalem.

W weekend odwiedziłem halę w Przodkowie, gdzie rozegrano trójmecz Halowego Pucharu Polski. Niestety nie zdążyłem na spotkanie AZS UG Gdańsk - Wisła Krakbet Kraków ale obejrzałem dwa kolejne mecze. Miło było spotkać wiele postaci z naszego światka, m.in. trenerów Jurka Siemienieckiego, Andrzeja Biangę i Tomka Aftańskiego, który z offu bacznie przygląda się wydarzeniom.

Zastanawiające jest, iż fachowiec takiej klasy nie prowadzi obecnie żadnego klubu, a przecież jest ekstraklasowy pod ręką. Na miejscu działaczy AZS UG bez wahania powierzyłbym "lejce" Aftanowi, bo jak widać po rezultatach akademików coś tam się mocno zacięło po świetnym starcie. O spadek nie ma obaw, bo zapunktowali w pierwszej rundzie, ale z taką formą skończą rundę na dużo niższym miejscu niż mieli apetyty po 7 pierwszych meczach.

Tam zresztą problem jest dużo głębszy, piłkarze AZS UG grają w weekendy we wszystkich możliwych ligach dookoła Trójmiasta, nawet w dniu spotkania Ekstraklasy!!! Przy takim podejściu, w przyszłym sezonie raczej słabo widzę ich w tabeli, będą jednym z kandydatów do gry o przetrwanie. Jeżeli nic się tam nie zmieni...

Wracając do spotkań HPP, Pogoń rozpoczęła mecz z Budmaxem Przodkowo grając z wycofanym bramkarzem, widać iż Gery potraktował tą gierkę szkoleniowo, co nie przeszkodziło mu w odniesieniu dosyć łatwego zwycięstwa. Podobnie jak Gatta, która szybko objęła prowadzenie i przez cały mecz miała przewagę nad rewelacją ubiegłorocznych rozgrywek, Mściwojem Kartuzy. Różnica jakości w grze była bardzo widoczna i historia drużyny Moto 46 ze Szczecina, która kilka lat temu dotarła aż do finału nie ma prawa się powtórzyć.

Próbowałem już kilka razy namówić szefa kartuskiego zespołu Witolda Bladowskiego do zgłoszenia Mściwoja do PLF. Przy odpowiedniej ilości treningów, mając doświadczonego Sebastiana Letniowskiego jako trenera można tam stworzyć ciekawy zespół, który w ciągu roku awansowałby do Ekstraklasy. Jednak obaj sponsorzy pomorskich drużyn wolą grać w lokalnych ligach lejąc amatorów zamiast np. stworzyć razem jedną mocną ekipę i wystartować w rozgrywkach ogólnopolskich. Jak widać po wypełnionej po brzegi hali w Przodkowie jest tam zapotrzebowanie na dobry futsal.

Polska gra dwumecz z Cyprem, a potem tak samo z Rumunią. Czyżby pomysł grania turniejów już się wypalił? Orędownikiem takiego rozwiązania był Kazimierz Greń. Tylko, że nikt w Europie nie gra cały czas turniejów, tylko właśnie dwumecze. I myślę, że to jest właściwy sposób przygotowań. Granie turniejów powoduje, iż zawodnicy potrzebują dłuższych zgrupowań, co koliduje z rozgrywkami ligowymi.

Kolejny nietrafiony pomysł, tak samo jak z zawodnikami "trawiastymi" powoływanymi do kadry halowej. Przetestowano ponad 100 osób, a zaledwie jeden z tych zawodników trafił do klubu z Ekstraklasy Futsalu. A trenerzy klubowi najlepiej wiedzą, czy ktoś się nadaje do gry na hali czy też nie. U nas też na testach było sporo zawodników z trawy (z przeszłością w ekstraklasie czy też I i II lidze), bramkostrzelnych itp. itd, ale na hali byli dużo gorsi od tych, którzy regularnie tutaj trenują.

Poza tym branie piłkarza z dużego boiska, który ma więcej niż dwadzieścia kilka lat mija się zupełnie z celem. Ma złe nawyki i zanim się go przystosuje do naszej specyfiki to minie sporo czasu. Lepiej inwestować w młodzież, która szybko łapie co i jak, no i gra cały czas w ligach środowiskowych i orlikach. Tutaj popieram pomysł rozdziału futsalu i futbolu, ale z wyłączeniem młodzieży do lat 21. Tu powinien być próg, kiedy zawodnik decyduje się grać w daną dyscyplinę.

Przepis rozdzielający piłkę halową i trawiastą, wprowadzony kilka lat temu był najlepszym co mogło się wydarzyć dla futsalu. W przeszłości zawodnicy grali po dwa mecze w trakcie weekendu, albo nawet w jeden dzień. Tak samo był problem z treningami, piłkarz na halę przychodził już zmęczony treningiem na dużym boisku. Problemem były także powołania do kadry futsalu, kiedy zawodnicy często rezygnowali z gry w reprezentacji z powodu kolizji terminów z meczami na trawie. A teraz próbujemy wracać do tego, dla mnie jest to duży krok w tył. Na dodatek nikt z Komisji Futsalu nie konsultował tego z klubami. Chyba nie tak ma wyglądać współpraca pomiędzy PZPN a klubami ekstraklasy.

Rozdział wymusił na klubach rozwój, trzeba było podpisać kontrakty, zorganizować sztaby trenerskie, medyków, masażystów. Wreszcie kluby stały się klubami, a nie drużynkami amatorskimi danej firmy sponsora. Protoplastą takich poczynań był Zdzisław Wolny, który pierwszy w Polsce sprofesjonalizował zespół Clearexu, który w przeszłości pięciokrotnie wygrywał rozgrywki w Polsce, a także występował zagranicą z dużymi sukcesami. Tam nawet jeśli zawodnicy grali na trawie, to priorytetem była hala.

Wracając do reprezentacji Polski - raz gramy turnieje, raz dwumecze, powoływani są zawodnicy z trawy którzy potem znikają z pola widzenia, gramy z kompletnymi amatorami z Gibraltaru, Walii i Norwegii. Do ogrania pozostali nam jeszcze Eskimosi, Papuasi i reprezentacja Tundry, wtedy będzie można ogłosić pełen sukces.

Nie ma to ani ładu ani składu, a tym bardziej pomyślunku. Jeden wielki chaos, a głos komentatora telewizyjnego zachwala "wszystko jest cacy cacy". Myślę, że powinna być wkrótce zorganizowana konferencja klubów i działaczy Komisji Futsalu, na której chociażby wstępnie nakreślić plany rozwoju futsalu, a zwłaszcza reprezentacji. Kluby szkolą i dostarczają zawodników do kadry narodowej, tak więc powinny mieć prawo głosu w tym temacie. Futsal jest niszową dyscypliną i bez sukcesu reprezentacji Polski nigdy z tej niszy nie wyjdzie. Im prędzej to wszyscy zrozumieją, tym lepiej dla piłki halowej.

Kończąc, kolejna krótka historyjka z annałów polskiego futsalu. Tym razem bez nazwisk, bo prezes opisywanego klubu działa nadal i mógłby poczuć się urażony... Działacz przychodzi do prezesa i mówi, że ma dobrą ofertę sprzętu sportowego prezentując koszulkę firmy Lotto. A prezes - "k****, nie będę lotka reklamować za darmo, won mi z tym" :)

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Na początku może się przedstawię - Marcin Synoradzki, Polska północna, Chojnice. Wiele osób w światku futsalu mnie już zna, ale niektórzy czytelnicy pewnie nie. W Polskiej Lidze Futsalu jako działacz (a wcześniej także jako zawodnik) funkcjonuję już od 12 lat. To ja byłem pomysłodawcą wystawienia drużyny z Chojnic do ogólnopolskich rozgrywek w 2002 roku, którym zainteresowałem Bogdana Duraja i tak powstał zespół Holiday’u. Tamże pracowałem jako dyrektor sportowy przez 2,5 roku. Po wycofaniu się Holiday’u z rozgrywek, zgłosiłem do ówczesnej III ligi PLF moją drużynę Red Devils, którą założyłem z kolegami z osiedla w 1995, m.in. dzisiejszym kierownikiem Łukaszem Prillem. W lidze chojnickiej sześciokrotnie zdobyliśmy Mistrzostwo, wygraliśmy też turniej Hirsch-Pol Cup 2005 w Bydgoszczy, gdzie spotkały się najlepsze drużyny z lig środowiskowych. To spowodowało, iż postanowiliśmy zgłosić zespół do rozgrywek ogólnopolskich. Tam już poszło z górki, dwa szybkie awanse i dostaliśmy się do Ekstraklasy. Potem spadek po walce do końca, ale udało się to odbudować i dzisiaj Red Devils jest jednym z klubów z najdłuższym stażem w PLF. Obecnie jestem managerem zespołu odpowiedzialnym za sprawy sportowe oraz rzecznikiem prasowym, prowadzę również stronę klubową oraz profil RD na Facebook. Tyle tytułem wprowadzenia.

Postaram się w miarę regularnie pisać felietony na portalu Futsal-Polska.pl dotyczące polskiej piłki halowej, zaznaczam jednakże, iż opinie w owych artykułach będą moimi prywatnymi poglądami, a nie klubu Red Devils Chojnice, którego jestem członkiem. Zapraszam również na twitter’a, mój nick to @MarcinhoSE7EN, tam też często wdaję się w dyskusje na tematy futsalowe.

Zacznę może od meczu mojej drużyny z GAF Jasna. Tadeusz Danisz przed spotkaniem pochwalił Red Devils na stronie Futsal Ekstraklasy i od razu dostaliśmy baty w Gliwicach. To teraz proszę o "gorzki zestaw komplementów”. Swoją drogą zimny prysznic bardzo się przyda, bo po czterech zwycięstwach zapanowała taka euforia, jakbyśmy już mieli walczyć o medale. Taa, należą się nam, ale z kartofla. Jeszcze długa droga przed nami, aby grać tak jak przed rokiem.

Rozmawiając o spotkaniach na szczycie tabeli, to ostatni mecz Pogoń 04 Szczecin - Wisła Krakbet Kraków mnie osobiście rozczarował. To nie tyle Wisła zagrała tak dobrze, co Pogoń bardzo słabo. Jeśli zespół mający aspiracje do zdobycia tytułu mistrza Polski nie trafia kilkukrotnie z paru metrów do bramki to trudno liczyć na sukces. Doświadczeni zawodnicy z kilku metrów "ładowali bomby" wprost w Kamila Dworzeckiego, zamiast pocelować po rogach i doprowadzić do remisu. Rozumiem, że to stres meczowy itp. itd., ale po tym poznaje się Mistrza, jak potrafi się wykorzystać słabości i skutecznie punktować rywali.

Poniedziałkowy mecz Wisła - Rekord był dobrą wizytówką futsalu. Świetnie zaprezentował się Krystian Brzenk, który był pierwszoplanowym bohaterem spotkania. Czegoś takiego nie można powiedzieć o Błażeju Korczyńskim, który nieco "pomógł" Rekordowi w zdobywaniu bramek, choć paradoksalnie grał całkiem niezły mecz. I w takich chwilach zawsze pojawia się pytanie, czy grający trener w zespole "walczącym o najwyższe trofea jest właściwą opcją? Jeśli Wisła nie zdobędzie "majstra”, to przy takim budżecie, swobodzie doboru kadry, jeden tytuł Mistrza w ciągu czterech ostatnich sezonów wygląda naprawdę skromnie.

W ogóle dziwna sytuacja, kiedy w bezpośrednich spotkaniach trójki pretendentów do złotego medalu wygrywają zespoły grające na wyjeździe. Czyżby presja w domu wpływa na psychikę piłkarzy? Źle to świadczy o odporności zawodników, źle to świadczy o przygotowaniach trenerów. Nadarza się okazja dla psychologów, tacy specjaliści funkcjonują już w zawodowym sporcie.

Popularną wymówką trenerów, działaczy i zawodników jest "dzisiaj zabrakło nam szczęścia". Nie ma czegoś takiego jak "szczęście". Jest brak umiejętności, a przede wszystkim zachowania zimnej krwi w sytuacjach wymagających błyskawicznego "piłkarskiego myślenia". Jedni zawodnicy to potrafią w miarę regularnie, inni nie, bądź dużo rzadziej.

Mój zespół będzie miał tą przyjemność, żeby spotkać się w trzech ostatnich spotkaniach z trójką głównych pretendentów do mistrzostwa (Pogoń w Szczecinie, Rekord i Wisła w Chojnicach), tak więc nadarza się okazja do pokolorowania medali. Chcemy też udowodnić, iż jest w zespole  "duch" drużyny, która zdobyła srebrne medale zaledwie rok temu i powalczyć o 5-6 miejsce w tabeli.

W sobotę gościłem na hali przy ul. Startowej w Gdańsku, gdzie odbył się pojedynek na szczycie pierwszoligowej tabeli Vamos Gdańsk - Red Dragons Pniewy (zobacz skrót z meczu).  Na plus można zaliczyć fajną atmosferę, było sporo publiczności z flagami i dopingiem. A sam mecz był z cyklu "kto pierwszy strzeli, ten wygra". Najlepsi na parkiecie obaj (a nawet trzej) bramkarze, Michał Michaliszyn, jego zastępca Mateusz Bucholc oraz Maciej Foltyn naprawdę pokazali wysoką klasę. Spotkanie bardzo wyrównane, bramki padły w samej końcówce zawodów, obie drużyny bały się zaatakować i nastawiły się na grę defensywną. Ale najlepszą obroną jest atak, tak zawsze przemawiał pięściami Mike Tyson. Rzucić się i zagryźć, niestety dla piękna futsalu mogliśmy podziwiać skomasowaną obronę. Niemniej jednak ciekawe spotkanie, które zwycięsko zakończyły "Czerwone Smoki". Tylko cud teraz może sprawić, iż Pniew zabraknie w Ekstraklasie. I bardzo dobrze, iż po dwuletniej przerwie futsal powróci do tego miasta, tam zawsze była wspaniała atmosfera i klimat do rozwoju futsalu. Analogiczna sytuacja do Chojnic, gdzie "Czerwone Diabły" po dwóch sezonach nieobecności w Ekstraklasie powróciły w miejsce Holiday.

A będąc jeszcze w klimatach pierwszoligowych to sposób w jaki FC Toruń straciło punkty w meczu z Unisław Team PBDI, to słowo "frajerstwo" jest zbyt słabym określeniem (zobacz skrót z meczu). Unisław to zespół z ostatniego miejsca w tabeli, a drużyna FC po kilkunastu minutach prowadziła już 3:0. Torunianie przed sezonem z racji posiadania wielu zawodników i działaczy z ekstraklasowym doświadczeniem wydawali się być pewnym i jedynym faworytem do awansu. A tu co kolejkę gubią punkty, rozdając je na prawo i lewo jak pierniki na rynku turystom. Wydaje mi się, że coś tam jest "nie halo" wewnątrz drużyny. Szkoda, bo Toruń zasługuje na powrót do Ekstraklasy.

A na koniec krótka historyjka z przeszłości, którą będą kończył każdy felieton. Sezon 2006/07, Łęczyca - trening Hurtapu, w którym często brał udział prezes Wiktor Napióra. Gra w "dziadka", prezes wali z czuba i trafia Krzyśka Jasińskiego w głowę i wrzeszczy "Jasiek, wchodzisz!!!"

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS