Z notatnika dziejopisa
Niedawno prezes PZPN, Boniek powiedział - "Jestem osobą uczciwą. Nikt mnie nie będzie uczył etyki i moralności". Przeczytałem to i pomyślałem - Hmm. Jak wielu podepnie się podczas najbliższych wyborów w PZPN pod te Bońkowe słowa. Jak wielu zidentyfikuje się z prezesem, byle tylko załapać się do piłkarskiej władzy. Jak wielu powie tak samo, wcale tego nie czując, byle tylko przypodobać się. Strzeż się pan panie prezesie tych faryzeuszy. Faryzeuszy nigdzie nie brakuje. Też w futsalu. Niedawno rozmawiałem z pewnym działaczem. Powiem więcej - ważnym działaczem polskiego futsalu, który w oczy nie powiedział złego słowa o mnie, wiele mi obiecywał, ale poza moimi oczami równo mnie obsmarował. A jak wylewnie na przysłowiowego misia witał się, klepiąc solidnie po pleczyskach. Nie będę mówił tak jak Boniek, ale rzeknę jedno - "Nikt nie będzie mnie uczył futsalu. To co wiem jest moje. I basta." Prezes Boniek w minionej kadencji zrobił dla futsalu sporo. Ale nigdy nie jest tak, że nie można byłoby więcej. Być może nie zrobił więcej przez dziwną inercję futsalowej komisji. Być może za mało naciskała Spółka FE. Tego teraz nie rozstrzygniemy zero-jedynkowo. Nie wchodźmy w buty nowej komisji, w której - mniemam - znajdą się nowi ludzie, a stery obejmą prężni czterdziestolatkowie. Czterdziestolatkowie z zacięciem menadżerskim. Tak jak to dzieje się w Spółce Futsalowej Ekstraklasy. Dla mnie takim cichym sprawdzianem intencji PZPN będzie zaproszenie na Walne PZPN prezesa Spółki FE. Mam nadzieję, że pan prezes Maciej jako gość weźmie udział w zjeździe związku. Brak zaproszenia ocenię jako policzek dla futsalu ze strony związkowej.
Pewnie jak cała futsalowa Polska z ogromnym zainteresowaniem oczekiwałem na losowanie grup eliminacyjnych futsalowych mistrzostw Europy 2018 roku w Słowenii. Szczególnie, że będziemy organizatorami jednego z turniejów eliminacji. Nie wiem, czym zawiniliśmy dla europejskiego futsalu, że nie chce zafundować nam łatwej grupy. Być może to naruszenie nietykalności sędziego na jednym z turniejów UEFA przez ważną osobę niegdysiejszej komisji tak nam doskwiera. Oczywiście to żart, choć delikatne naruszenie było faktem. W każdym razie w Polsce zobaczymy na turnieju wielką Hiszpanię, chcącą zapewne odrodzić się po nieudanych mistrzostwach świata w Kolumbii. Kolejny rywal, to najsilniejszy zespół drugiego koszyka, zawsze nieobliczalna Serbia. A tym czwartym do futsalowego brydża będzie zespół z obecnych jeszcze maruderów futsalowych, etapu preeliminacji. Jak spadać to z dobrego konia - mówią jeźdźcy. Na dzisiaj trenerzy oraz zawodnicy zapowiadają walkę. I takie nastawienie cieszy. Zawsze powtarzam, że coś ugrać raz jest sukcesem, ale dopiero podtrzymanie wyniku świadczy o klasie teamu. W poprzednich, światowych eliminacjach pokonaliśmy niespodziewanie Rumunów i graliśmy w barażach z Kazachstanem. Gdy w kwietniu 2017 roku powtórzymy wyjście z grupy do barażów, potwierdzimy, że jesteśmy już klasowym zespołem. Inaczej będzie nie tylko niedosyt, ale i pokazanie, iż nadal jesteśmy tradycyjnie zespołem jednego dobrego meczu. A to powoli staje się nudne. Do eliminacji jeszcze sporo czasu. Drogi PZPN-enie, stwórz dobre warunki naszej kadrze do przygotowań. Tylko nie takie jak na zgrupowaniu przed wyjazdowym meczem barażowym w Kazachstanie.
Z zadowoleniem przyjąłem informację, że wreszcie Niemcy zdecydowali się wystartować w eliminacjach. Ciekaw jestem ich występu. Pamiętam jak w roku 2010 rozmawiałem z byłym znakomitym piłkarzem, zdobywcą "Złotej Piłki" France Football, Matthiasem Sammerem, który w tym czasie był dyrektorem sportowym w Federacji Niemieckiej i poniekąd orientował się też w futsalu naszych zachodnich sąsiadów. Sammer powiedział wtedy - "wystartujemy w oficjalnych imprezac,h jak będziemy przygotowani na sicher", czyli w wolnym tłumaczeniu - pewnie, dobrze. Ano zobaczymy – jak jest z ich przygotowaniami i tą niemiecką solidnością - pomyślałem teraz. Będąc przy niemieckim futsalu należy wspomnieć, iż 27 marca 2011 roku nasza futsalowa reprezentacja rozegrała nieoficjalny mecz z Niemcami w Cottbus. Wygraliśmy 4:0. Było to pierwsze zwycięstwo jakiejkolwiek polskiej seniorskiej reprezentacji piłkarskiej nad Niemcami. Team Nawałki wygrał kilka lat później. W tym meczu przepięknym uderzeniem golowym popisał się nasz "brazylijski Polak", Cleverson Pelc, obecnie zawodnik ekstraklasowego Torunia. Oprócz jego dwóch goli, do bramki Niemców trafiali jeszcze Krawczyk oraz Budniak. Dzisiaj żaden z nich "nie wącha" już kadry. Czy nie za szybko miele ten nasz kalejdoskop kadrowy? Ale o tym, jak i innych personaliach w kolejnych felietonach. Przy okazji tego niemieckiego wątku wspomnę drobną ciekawostkę. Otóż, ten mecz z Niemcami był kontraktowany w lutym 2011 roku, między innymi też przeze mnie, przy okazji losowania grup polsko-ukraińskiego EURO 2012. Niemcy wyrazili chęć rozegrania meczu w trakcie dyskusji o współpracy polskiego i niemieckiego związku piłkarskiego. Mecz był niejako w pakiecie z meczem towarzyskim reprezentacji narodowych na trawie, który odbył się - bodajże we wrześniu 2011 - w Gdańsku (wynik 2:2).
Ligowy pojedynek ekstraklasy futsalu najbardziej rozpoznawalnej w Polsce drużyny futsalowej, czyli Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała oglądałem w międzynarodowym towarzystwie na terenie "księstwa arłamowskiego". Tej nazwy używam w odniesieniu do szerzej poznanego przez sportową Polskę związanego z przygotowaniami naszej reprezentacji do francuskiego EURO, Arłamowa i okolic już od ponad 40 lat. Zapyta ktoś, dlaczego Clearex uważam za najbardziej rozpoznawalny. Odpowiedź jest prosta. Gdziekolwiek w Polsce rzucam słowo futsal, od razu większość moich rozmówców odpowiada - "Clearex". Daj Boże, żeby inne kluby futsalowe dorobiły się takiej rozpoznawalności. Wówczas i telewizja nie musiałaby być panaceum na wszelkie dolegliwości tej halowej odmiany kopanej piłeczki. Niestety, 0:9 z Rekordem pokazało, że niegdysiejsza forma sportowa tego klubu to już historia, chociaż na listopadowe gry kontrolne z Portugalią trenerzy Bianga oraz Korczyński powołali aż trzech zawodników z Chorzowa. Niemniej, z kronik futsalu pana Wolnego i jego futsalowej "cleareksowej religii" nikt nie wykreśli. Nawet najbardziej mażącą gumką. Z mnogości goli wszyscy oglądający jednogłośnie wybraliśmy na numer jeden woleja Janowskiego. Czystość uderzenia, złożenie do strzału pokazują wielką klasę grającego w Rekordzie Czecha. Gol był przepiękny, ale nawet jego uroda nie była w stanie mnie tak zszokować, jak wtorkowy, poranny magazyn sportowy w ogólnopolskiej telewizji regionalnej TVP. Czy wyobrażacie sobie, że informacje o meczu Clearex - Rekord były podawane wcześniej, niż wynik meczu Radwańskiej z Kuzniecową w tenisowym finale masters WTA w Singapurze? Nie wspomnę o innych ligowych wydarzeniach z hal oraz trawiastych boisk, które także musiały ustąpić palmy pierwszeństwa futsalowi. Oj, dzieje się. Oj, dzieje. A bywały takie momenty, i to w tym samym Chorzowie, kiedy około dekady temu TVP musiała jak niepyszna odjeżdżać z wozami spod chorzowskiej hali, bo naraz pojawił się człowiek z papierem pokazującym, że on ma prawa do transmisji podpisane przez PZPN. Na szczęście obecnie wszystko w rękach Spółki. I niech tak pozostanie.
Z zadowoleniem przyjąłem informację, że wreszcie Niemcy zdecydowali się wystartować w eliminacjach. Ciekaw jestem ich występu. Pamiętam jak w roku 2010 rozmawiałem z byłym znakomitym piłkarzem, zdobywcą "Złotej Piłki" France Football, Matthiasem Sammerem, który w tym czasie był dyrektorem sportowym w Federacji Niemieckiej i poniekąd orientował się też w futsalu naszych zachodnich sąsiadów. Sammer powiedział wtedy - "wystartujemy w oficjalnych imprezac,h jak będziemy przygotowani na sicher", czyli w wolnym tłumaczeniu - pewnie, dobrze. Ano zobaczymy – jak jest z ich przygotowaniami i tą niemiecką solidnością - pomyślałem teraz. Będąc przy niemieckim futsalu należy wspomnieć, iż 27 marca 2011 roku nasza futsalowa reprezentacja rozegrała nieoficjalny mecz z Niemcami w Cottbus. Wygraliśmy 4:0. Było to pierwsze zwycięstwo jakiejkolwiek polskiej seniorskiej reprezentacji piłkarskiej nad Niemcami. Team Nawałki wygrał kilka lat później. W tym meczu przepięknym uderzeniem golowym popisał się nasz "brazylijski Polak", Cleverson Pelc, obecnie zawodnik ekstraklasowego Torunia. Oprócz jego dwóch goli, do bramki Niemców trafiali jeszcze Krawczyk oraz Budniak. Dzisiaj żaden z nich "nie wącha" już kadry. Czy nie za szybko miele ten nasz kalejdoskop kadrowy? Ale o tym, jak i innych personaliach w kolejnych felietonach. Przy okazji tego niemieckiego wątku wspomnę drobną ciekawostkę. Otóż, ten mecz z Niemcami był kontraktowany w lutym 2011 roku, między innymi też przeze mnie, przy okazji losowania grup polsko-ukraińskiego EURO 2012. Niemcy wyrazili chęć rozegrania meczu w trakcie dyskusji o współpracy polskiego i niemieckiego związku piłkarskiego. Mecz był niejako w pakiecie z meczem towarzyskim reprezentacji narodowych na trawie, który odbył się - bodajże we wrześniu 2011 - w Gdańsku (wynik 2:2).