Z notatnika dziejopisa

Wybory prezesa PZPN przebiegły bez rewelacji. Dotychczasowy prezes, Zbigniew Boniek wygrał w cuglach. Jedyny kontrkandydat, Józef Wojciechowski wyszedł jeszcze przed głosowaniem na prezesa, demonstrując tym niezadowolenie z decyzji delegatów odnośnie sposobu głosowania. Zabiegał o tajne głosowanie bez elektroniki, a stało się inaczej. Prezes Boniek jest już przez futsal sprawdzony i przynajmniej wiadomo w środowisku, czego od niego oczekiwać. Wojciechowski był dla futsalu typową tabula rasa (w wolnym tłumaczeniu niezapisana tablica). Co prawda otrzymał 16 głosów niejako zaocznie, ale nie sadzę, aby w tej szesnastce byli przedstawiciele futsalu polskiego. Dla mnie najciekawsze jest, że delegatów było 118, a na sali zjazdowej zgromadzono prawie 300 osób. Promocja, marketing związkowy działa bezbłędnie. W gronie zaproszonych był i przedstawiciel Spółki FE. Dobrze, że prezes Boniek nie zapomniał o prezesie Karczyńskim. Oby pamiętał przez kolejne cztery lata. Pierwsza kadencja prezesa Bońka to była runda pierwsza. Takie rozpoznanie bojem. Teraz czas na wymierne długofalowe efekty w rundzie drugiej. Boniek jest w dobrej sytuacji, gdyż prawo państwowe nie pozwala mu - na chwilę obecną - na trzecią kadencję, więc powinien zrobić coś więcej, nie patrząc na kolejne wybory. Szczególnie więcej dla tak zwanego terenu, czy dyscyplin - nazwę to niszowych - jak futsal, piłka plażowa, piłka kobieca. Piłkarska Polska "C" oprócz satysfakcji z sukcesów reprezentacji Polski ma nadal niewiele z tej ponad 150 milionowej kasy na koncie PZPN. Podobnie futsal. A może wypadałoby dać po trochę dla związków regionalnych na rozwój futsalu, jak to dzieje się w przypadku piłki kobiecej. A może staniałyby szkolenia trenerskie, bo są dużo za drogie. Panie prezesie, PZPN to nie bank. Proszę więc rozdysponować nieco kasy w teren. Bezodsetkowo, w ramach kolejnych odważnych programów rozwojowych. Na pewno to odpłaci się z nawiązką, entuzjazmem. Tyle o wyborach. Zamknę je dla futsalu krótkim cytatem jednego z Ewangelistów - "Po owocach ich poznacie". Owocami tymi będą personalia nowej Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN oraz bieżące działania związkowej władzy wobec futsalu.
Przewodniczący Duraj, a wcześniej przewodniczący Greń, którego pan Bogdan był zastępcą przez lata kadencji 2012-2016, zawiadywali zarówno futsalem, jak i piłką plażową. Takie usytuowanie nastąpiło na przełomie kadencji prezesostwa panów Laty oraz Bońka. PZPN przyjął koncepcję obraną przez UEFA. Nieskromnie muszę przyznać, że brałem udział w PZPN w tworzeniu tej koncepcji i zadowolony jestem, że trwa ona do dzisiaj. Chociaż w założeniu było, iż działacze z piłki plażowej oraz futsalu będą naprzemiennie sprawować funkcje kierownicze i przewodniczący oraz wice będą z obu dyscyplin. Początkowo tak było, ale później Kazimierz swoim zwyczajem zawłaszczył kierownictwo dla futsalu, co kontynuował jego następca. Tak więc "plażowiczom" pozostało tylko działanie w ramach swojej grupy wewnątrz komisji. Nie wiem, czy to ta nierówność ich tak zmotywowała, czy były jakieś inne powody, ale faktem jest, że sportowym wynikiem przebili na koniec kadencji futsalowe reprezentacje. Zakwalifikowali się bowiem do przyszłorocznych mistrzostw świata w Nassau na Bahamach. A ich trener Marcin Stanisławski niedawno dostąpił zaszczytu, jaki nie spotkał dotąd żadnego polskiego trenera piłkarskiego. Został nominowany do tytułu trenera roku światowego Beach Soccera. Oprócz niego w finałowej trójce znaleźli się Narciso z Portugalii (mistrzowie świata) oraz Szwajcar Schirinzi. A najważniejsze jest w tym, że głosowali na nich szkoleniowcy Beach Soccera z całego świata. Tu nie było przypadku. Miałem przyjemność pogratulować trenerowi Stanisławskiemu awansu do finałów podczas futsalowego Superpucharu w Chojnicach. Marcin to też historia futsalu. Były reprezentant Polski futsalu, mistrz Polski, zakochany w futsalu i piłce plażowej. Trudny do zaszufladkowania, indywidualista, często krnąbrny i niepokorny. Ale znakomity technik, zawodnik z wyobraźnią, nie bojący się walki, wreszcie szkoleniowiec i to z oficjalną licencją. Obserwowałem z zainteresowaniem od lat jego karierę i widzę spore podobieństwa do kariery obecnego asystenta trenera Biangi, Błażeja Korczyńskiego. Korczyński przez wiele lat był w ekstraklasie futsalu grającym trenerem. Stanisławski jest nadal. To Stanisławski współtworzył mistrzostwo Polski Gatty. Oby Błażejowi w przyszłości też poszło w reprezentacji futsalu tak dobrze, jak Stanisławskiemu z reprezentacją piłki plażowej. Tego życzę, choć wiem, że w polskim futsalu jest wielu, którzy Korczyńskiego posłaliby w przysłowiowe diabły. W tym tygodniu obaj młodzi trenerzy zmierzyli się w towarzyskich grach z wielkimi zespołami. Futsal przegrał dwa razy z czwartą drużyną świata Portugalią. Plażówka - na moment jak piszę te słowa - nie sprostała wicemistrzowi świata, Haiti oraz kilkunastokrotnemu mistrzowi świata, Brazylii. Ale nie były to porażki upokarzające i w tym widzę cel. Cel na przyszłość. Dlatego mają mój kredyt zaufania. Wierzę im, mimo że często nie było nam po drodze. A może właśnie dlatego im wierzę. Lubię bowiem takich niepokornych, nie przemądrzałych, potrafiących z wewnętrznym przekonaniem przedstawiać swoje racje. A niewiele jest takich merytorycznych osób w środowisku.
Myślę, że sukces trenera Stanisławskiego pozwala, pociągnąć w felietonie nieco dłużej temat trenerów reprezentacji. Polska futsalowa jest ewenementem na skalę światowego futsalu pod względem wymienności trenerów reprezentacji narodowej. Chodzi oczywiście o częstotliwość zmian. Proszę sobie wyobrazić, że od roku 1992 po chwilę obecną prowadziło kadrę seniorską 19 trenerów (w tym dwóch - Latacz i Bianga - po dwa razy).  Obchodzić będziemy niedługo ćwierćwiecze istnienia kadry i mamy na koncie aż 19 trenerów. To jest zatrważająca informacja. Co oni mogli zrobić, gdy średnio nie pracowali nawet półtora roku, a bywało, że w roku było trzech szkoleniowców? Najdłużej z tej plejady pracował Roman Sowiński, bo aż 6 lat. Zaowocowało to ósmym miejscem w finałach mistrzostw Europy w Moskwie w 2001 roku. A tym pierwszym, który grał w finale mistrzowskiej imprezy, na mistrzostwach świata w Hongkongu w roku 1992, był Andrzej Góral. Też ósma lokata. Dzisiaj, kiedy mamy trenerów futsalu z uprawnieniami, taki kontredans nie jest już możliwy. Nie prowadzą kadry ludzie przypadkowi z piłki trawiastej, nominowani po znajomości przez prezesów PZPN, czy przewodniczących komisji futsalu. Nominatami zajmuje się związkowy pion szkoleniowy i niech tak zostanie. Niech nie będzie to forma przetargu - jak drzewiej bywało - pomiędzy prezesami klubów a komisją futsalu. Dlatego liczę, że nie przyjdzie nikomu do głowy w najbliższym czasie powyborczym wymiana duetu Bianga - Korczyński. Niech doświadczenie z agresywną młodością ma szanse na kolejne próby w  powiedzmy cezusie czasowym do roku 2018. Cztery lata pracy, cztery turnieje eliminacyjne, to dobry czas na wykazanie się. Była minister, Barbara Piwnik powiedziała niedawno - "Selekcja do zawodu sędziowskiego (chodzi o sędziów sądów - przyp. AH) powinna wyglądać jak - nie przymierzając - do oddziałów specjalnych w wojsku, a nie jak do robienia doktoratu". Strawestuję to w odniesieniu do trenera kadry. Selekcjonerem nie może być pierwszy lepszy, tylko ten z wizją saper. Bo bycie selekcjonerem to takie quasi samobójstwo. A specjalistów oceniających, czyli tych "doktorów - uzdrowicieli" mamy na pęczki. Tylko nic z tego dla reprezentacji dobrego jakoś od lat nie wynika.

W kolejnym wątku mojej epopei pierwszoligowej zwrócę uwagę na szczupłość kadr drużyn tej klasy rozgrywkowej. Być może dotyczy to tylko tych meczów, które oglądałem, ale i takich przypadków nie powinno być. Sporo drużyn, bo nie nazwę takich tworów klubami, przystępuje do meczów w 7-8, góra 9-osobowym składzie. Dziwnie to wygląda. Nie mnie poszukiwać przyczyn, ale organizator tej ligi powinien się nad tym zastanowić, o ile proceder będzie trwał. Mnie natomiast osobiście cieszy, że w obydwu grupach liderują kluby, które postawiły na typowo futsalowe angażowanie zawodników, czyli Gwiazda Ruda Śląska, Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice, AZS UW Warszawa, Mieszko Gniezno. I niech tak pozostanie.