Z notatnika dziejopisa

Z zainteresowaniem wsłuchałem się oraz wczytałem w przesłanie przewodniczącego Komisji Futsalu PZPN, Adama Kaźmierczaka, mówiącego o swoim wyborze i najważniejszych zadaniach na tym stanowisku. Postaram się przekazać jego słowa może nie dosłownie, ale w miarę wiernie - "Element, że z województwa łódzkiego wywodzą się mistrzowie Polski w futsalu i beach soccerze przeważył na korzyść mojej kandydatury, która miała zapobiec pewnym rozgrywkom i konfliktom między ścierającymi się w PZPN innymi pretendentami do tego stanowiska. Teraz jednym z najważniejszych zadań będzie scalenie środowiska futsalowego i beach soccerowego. To kluczowa sprawa, bo są to dziedziny futbolu, które można dość intensywnie rozwijać. Tu jest jeszcze dużo do zrobienia. W tych dwóch odmianach piłki nożnej tkwi duży potencjał, który trzeba wykorzystać. Przy skłóconym środowisku trudno będzie jednak myśleć o rozwoju. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by każdy ciągnął ten wózek w tym samym kierunku". Podpisuję się obiema rękoma pod tymi słowami i życzę, by panu Adamowi udało się. Niemniej, wiem z autopsji, że będzie trudno i finalnie raczej nie do realizacji. Niedawno wypatrzyłem u jednego z kronikarzy myśl  taką - "Jak twe powodzenie widzą, z zazdrości ci życie obrzydzą". Jak ulał pasuje od czasu do czasu do poletka, którym będzie zarządzać pan przewodniczący Adam. Obrzydzanie w sposób nie tylko merytoryczny, ale i z chwytami quasi politycznymi bywa tutaj na porządku dziennym. Podejrzewam, że  przewodniczący nie ma możliwości stworzenia autorskiego składu Komisji, gdyż  są jakieś przedwyborcze zobowiązania wobec tak zwanych baronów wojewódzkich. I w tym tkwi cały szkopuł. Sławetny Onufry Zagłoba mawiał w sytuacjach skomplikowanych "nic to" i raczył się miodem. Tego przewodniczącemu nie suponuję, ale i nie zazdroszczę rozwiązywania personaliów futsalowego, czy plażowego węzła gordyjskiego. Niemniej, może i dobrze, że na razie nie poznaliśmy składu komisji. Za tydzień Polska gra w Zielonej Górze z Belgią. Niech organizacja dwumeczu idzie więc jeszcze na konto starej komisji. A, dopiero kolejne imprezy na konto nowego rozdania pod symboliczną Gwiazdkę.  

Na szczęście takich dylematów nie mają futsaliści i grają co potrafią najlepszego, strzelają kapitalne gole, bramkarze wykonują przepiękne parady, całość kręci się w miarę do przodu, nie interesując się rozgrywkami przy przysłowiowym zielonym stoliku. I taki futsal akurat lubię. Bardzo lubię. Na pewno lubi go też Maciek Foltyn, który niedawno jako golkiper zaliczył swojego drugiego gola strzelonego w tym sezonie. A w sumie ma ich na swoim koncie w meczach ekstraklasy futsalu, 10. Jeżeli do tego doliczymy jedną bramkę w reprezentacji - wyjdzie 11 goli. A przypomnę, Maciek jest tylko bramkarzem. Brawo, brawo, jeszcze raz brawo dla kapitana walecznej drużyny z Pniew. Pamiętam radość Maćka, młodego, dwudziestoletniego chłopaka, zaczynającego karierę, kiedy w 2012 roku gratulowałem mu wywalczenia mistrzostwa Polski z drużyną Akademia FC Pniewy (wcześniejsza nazwa Poznań). Już rok wcześniej obserwowałem jego zmagania w reprezentacji U-21 u trenera Gerarda Juszczaka.  Rok 2012 pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej kadrze Vlastimila Bartoska w meczu z Czarnogórą na wyjeździe (porażka 2;3). Talent Maćka systematycznie rozwijał się i teraz 24-letni zawodnik jest kapitanem pniewskiej drużyny. Oglądając go w meczach widzę, jak swoimi interwencjami czy golami napędza zespół. A bramkarz w futsalu, podobnie jak w hokeju czy piłce ręcznej, potrafi wygrać mecz. Fachowcy mówią, że dobry golkiper futsalowy to 60 procent zespołu. Ja dodam jeszcze z 10 procent do tego. Dopisuję więc Maćka do mojego kajetu z nazwiskami do wyróżnienia na ten sezon. Jest czwarty po Groszaku, Frajtagu, Zastawniku. Trochę mało, ale niedługo gra kadra z Belgią i może moja lista nabierze tempa. Dzisiaj przy ciągle doskonalonej taktyce gry w futsal bramkarskie popisy strzelecie stają się niemal chlebem powszednim. A pamiętam, jak wielką sensację wzbudził w środowisku gol Krystiana Brzenka w wygranym towarzyskim meczu z Holandią w 2006 roku w Suwałkach.    

Włócząc się po różnych futsalowych halach szczególnie przyglądam się organizacyjnej otoczce. W opisie meczu piłki trawiastej, który zdarza mi się często wypełniać, od najwyższej klasy do co najmniej III ligi jest taki punkt - "Polityka informacyjna Klubu / Organizatora imprezy (włączając stronę www, bilety, ulotki, regulaminy itp.)". Ważną częścią opisu są programy meczowe. Zasięgnąłem języka tu i ówdzie pośród bywalców futsalowych hal i stwierdziłem, że programów wydawanych przez kluby w ekstraklasie jak i w I lidze jest niewiele (sam widziałem takie w Wieliczce i w AZS UW w Warszawie), by nie powiedzieć mało. Może warto, panowie prezesi klubowi, zwrócić uwagę na ten niby drobiazg marketingowo-promocyjny. Pewnie wydatek nieduży, a pożytek spory. Podpowiadam gratisowo - uczmy się od lepszych.

Kiedy tydzień temu napisałem, że sama wiara w transmisje TV nie uzdrowi polskiego futsalu, nie spodziewałem się aż tak sporego odzewu i wsparcia mojej myśli. Dziękuję. Tym razem dorzucę inny temat - mata. Futsalowa mata, czyli mówiąc jaśniej wykładzina do gry. Na własne oczy w polskim futsalu widziałem tylko dwie należące do polskich klubów. Jedna - ta pierwsza, to była Akademii FC Poznań/Pniewy - Cezarego Pieczyńskiego, ta druga należała do Rekordu Bielsko Biała - Janusza Szymury. A gdzie reszta klubów, chciałoby się zapytać. Pewnie nie zanosi się, aby ktoś jeszcze taki trochę drogi, powiedzmy stutysięczny prezent sobie sprawił. Nie ma jej nawet PZPN. A to już wstyd, tym bardziej że na koniec swojej kadencji futsalowej w piłkarskiej centrali pozostawiłem w planowanym budżecie pomysł na jej zakup. A nawet wskazałem środki. Niestety, następcy nie uznali pewnie tego za ważne. I to był błąd. Cztery lata w tym temacie stracone. Niedługo eliminacje ME w Polsce. Bardzo jestem ciekaw, jak tym razem postąpi w zakresie nawierzchni na turniej PZPN. Czyżby znowu wypożyczał? Ale wracając do tak zwanej "maty klubowej". Wiem, że transmisje telewizyjne z meczami na tej nawierzchni mają swój urok. Nasz futsal nabiera od razu europejskiego wymiaru. Niemniej wiem też, że kluby powinny w jakiś sposób partycypować w kosztach przewożenia maty. Czy w piłce trawiastej - PZPN albo Spółka Ekstraklasowa sieją trawę na boiskach? Raczej nie. W futsalu klubowym też nie każdy mecz telewizyjny musi być grany na przesławnej macie. Dla mnie liczy się gra, gole, technika, fajerwerki. A tych i na zwykłym parkiecie może nie brakować. Nie róbmy więc na poziomie ligowym sztucznego problemu typu - mata a Polski Futsal.