Z notatnika dziejopisa

Jak co roku przed Wigilią zastanawiam się, czy ubyło wrogów. Nawet nie myślę, czy przybyło przyjaciół, bo nie to jest najważniejsze. Bycie felietonistą nie polega bowiem na spolegliwości wobec zdarzeń, czy osób. Zbigniew Herbert mówił - "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Ja powiem inaczej - zawsze będę zmierzał pod wiatr i nie dam się nieść bezwolnie. Każdy, nie tylko felietonista, ma swoich fanów, takich "małych Ludków". Są fani obłędu i są fani rozsądku. Kiedyś Paweł Zarzeczny (dziennikarz i felietonista znakomity) powiedział mi, aby sprawdzać poznanych szybkim pytaniem - ile jest 2+2x2. I od wyniku uzależniać stopień zażyłości. Tak robię i wielu eliminuje się. Na odpowiedź daję trzy sekundy i zaręczam Wam, że przesiew jest olbrzymi. Niedawno tym sposobem wyeliminowało się trzech członków zarządu PZPN, w tym nawet wiceprezes. A myślałem, że prezes Boniek, do którego mam spory szacunek za sportowe osiągnięcia, dobiera bardziej kumatych. Przynajmniej w liczeniu.

Lat temu kilka uczestniczyłem w takiej happeningowej Wigilii z Jackiem Kurskim i kilkoma innymi politykami Solidarnej Polski. Gdzieś tak pomiędzy barszczykiem a pasztecikiem rozmawialiśmy o barwach tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Różne były poglądy, niemniej wigilijny czas je tonował. Wreszcie jako Polacy doszliśmy do wniosku, że biało-czerwone są niepodważalne. Nie da się bowiem ukryć, że to właśnie barwy biało-czerwone są większościowym systemem wartości Polaków. I takie biało-czerwone życzenia będą ode mnie dla wszystkich czytających moje felietony. Nieważne, czy z ochotą, czy ze złością. Jak w każdą Wigilię optuję  za wolnością nie myloną z dowolnością i przekazuję świąteczną życzliwość oraz wyrozumiałość. 



Tańcowały dwa Michały - taki jest początek znanego wiersza Juliana Tuwima. Cytując poetę na myśli mam Michałów - Widucha oraz Kubika, którzy grali ważne role w telewizyjnym meczu ekstraklasy futsalu pomiędzy Pogonią 04 Szczecin a Piastem Gliwice. Miałem w związku z tym meczem niemały zgryz, gdyż na innej stacji leciała transmisja siatkarskiego hitu ZAKSA - Resovia (2:3), której jako fan resoviaków nie mogłem sobie też całkowicie odpuścić. Przy okazji pozdrawiam panią Anię z Rekordu, która - o ile wiem - kibicuje mocno ZAKSie. Pani Aniu, są jeszcze rewanże.

Ale wracając do Michałów. Widuch w bramce Piasta tylko potwierdził rewelacyjną formę i zasadność powołania do kadry przez duet trenerski Bianga - Korczyński. Potwierdził też moją tezę, iż bramkarz w dobrej dyspozycji wyrabia ponad sześćdziesiąt procent normy teamu futsalowego. To Widuch wygrał Piastowi ten mecz. Kubik, początkowo mało widoczny, w drugiej połowie starał się pociągnąć szczeciński zespół ku victorii, ale trafił mu się jeden błąd, który bezlitośnie wykorzystali rywale. Bardzo mi było szkoda w tym momencie tego jednego z najinteligentniejszych polskich zawodników futsalu. Ale - sympatyczny Michale - nie przejmuj się. "Kto nic nie umie, temu i pomylić się nie można" - jak mawiał jeden z poetów starożytnych Aten. Podobne błędy - co sam widziałem - i to w meczach międzynarodowych trafiały się i trenerowi kadry Korczyńskiemu, i szkoleniowcowi lidera ekstraklasy, Andrzejowi Szłapie. Dali sobie z tym radę i kontynuowali swoje wspaniałe kariery piłkarskie. Dasz radę i Ty. Wierzę w Ciebie. Michałów - Widucha oraz Kubika, dopisuję do swojej galerii wyróżnień. Na zakończenie pierwszej rundy figurują w niej - Groszak, Frajtag, Zastawnik, Foltyn, Mikołajewicz, Widuch, Kubik.

Całą rundę nie pisałem za wiele o Rekordzie Bielsko Biała. Zostawiłem sobie ten klub na świąteczny deser całkiem świadomie. I wiedziałem co robię. Teraz w jednym felietonowym materiale mogę napisać o niekwestionowanym liderze ekstraklasy oraz aktualnym mistrzu Polski do lat 20 z mistrzostw minionego weekendu w Oleśnicy. Brawo, Bravissimo, Gratulacje, Complimenti. Szczególnie kieruję te słowa do pana Janusza Szymury - niemal instytucji polskiego futsalu. Myślę, że przyjdzie czas, by coś więcej napisać o samym prezesie i jego zasługach dla futsalu. Dzisiaj skoncentruję się na klubie. Odbieram Rekord jako doskonale zorganizowaną firmę. Pisząc klub, nie przesadzam - chociaż nazwy "klub" można byłoby uznać za nadużycie do wielu stowarzyszeń w polskim futsalu, które po bliższym zapoznaniu okazują się co najwyżej solidnymi drużynami.



Pamiętam, jak budziłem się rankiem w hotelu Rekordu, jadłem śniadanie, a obok na hali ćwiczyły jakieś małe brzdące. Później przychodziły starsze dzieci, młodzież. I tak przez cały dzień. Chapeau bas - panie Januszu. Chciałoby się mieć w polskim futsalu, przynajmniej ekstraklasie, więcej Rekordów. Takich klubów, które potrafią wystawić zespoły do młodzieżowych mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, a nie tylko - jak nakazuje obowiązek - w jednej. Pozostaję optymistą i wierzę, że w kolejnych latach przybędzie naśladowców rekordowego "cudu futsalowego". I tego polskim klubom futsalu na Wigilię życzę.

Wracając jeszcze na moment do Rekordu. Zawsze twierdzę, że w grach zespołowych potrzebne są gwiazdy, ale wygrywa zespół. Szkoleniowcom Rekordu, Szłapie oraz Nawratowi udało się skompletować ciekawy wzajemnie uzupełniający się team. Jest w tym gronie dwóch Czechów, jest dwóch Ukraińców, wreszcie są Polacy - i młodzi, i doświadczeni, w tym trzech aktualnych kadrowiczów. Zapewne jest atmosfera zwycięzców, bo bez tego nie ma sukcesów. Gdyby nie podział punktów po dwóch rundach, już dzisiaj odważyłbym się gratulować Rekordzistom mistrzostwa. Przy obowiązującym regulaminie ligowym jeszcze wstrzymam się.

Natomiast nie wstrzymam się z osobistymi gratulacjami dla nowo-upieczonych wicemistrzów Polski U-20 z AZS UMCS Lublin. Już po turnieju półfinałowym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów, że byłem pod wrażeniem ich gry. Jeszcze raz gratuluję. Cieszę się tym bardziej, że jest to zespół występujący pod nazwą mojej lubelskiej Alma Mater.