Z notatnika dziejopisa

Jadąc na mecz do Gdańska w miniony poniedziałek otrzymałem informację, która jako mieszkańca aglomeracji warszawskiej mnie zadowoliła. Otóż, AZS Uniwersytet Warszawski został mistrzem Polski w futsalu w kategorii dziewcząt do lat 18. Brawo. Gratulacje. Cieszę się, że w przeciągu dwóch lat kolejna żeńska drużyna futsalowa z Warszawy szczyci się tytułem mistrzowskim. Rok wcześniej były to dziewczęta z Pragi Warszawa. Już nie mogę doczekać się mistrzostw za rok. Może kolejny warszawski, czy też mazowiecki team wygra - marzyłem sobie w Polskim Busie gdzieś za Ostródą pośród iście angielskiej mgły. Ale - okazuje się - nie wszystko jest takie proste. Za rok może dziewczęcych mistrzostw w pewnych kategoriach nie być albo będą w zmienionej formule. Takie głosy padają w środowisku.

Z młodzieżowymi mistrzostwami futsalu od zawsze były różne problemy. Kiedyś grało się według kategorii U-21, U-19, a dziewczęta tylko amatorsko, spontanicznie i dopiero w kadencji 2008-2012 przyjęliśmy je pod związkowe skrzydła. Później za tej samej kadencji ówczesnego Wydziału Futsalu poszerzono optykę mistrzostw i nazewnictwo kategoriach na U-20, U-18 i tak w dół co dwa lata do U-14. Powstała kadra chłopców U-19. Taki system młodzieżowych mistrzostw, którego kreacji znaczącymi osobami byli panowie Szymura oraz Czeczko, trwa od moich czasów kierowanie polskim futsalem do dzisiaj. Jednak jak wywiedziałem się - od osób bliskich futsalowi młodzieżowemu - pewne korekty są planowane. Kwestia tylko zakresu i terminu. Jako współautor poprzednich zmian pozwolę więc sobie zasugerować felietonowo pewne rozwiązania. PRIMO - rozpatrzyć należy zasadność utrzymywania reprezentacji do lat 19. Wygospodarowane środki można przekazać dla reprezentacji seniorskiej kobiet. U-19 i tak gra sporadycznie, a UEFA nie ma nawet w najodleglejszym zamyśle powołania takich rozgrywek. SECUNDO - należy powrócić do nazewnictwa nieparzystego i stworzyć obowiązek dla klubów ekstraklasy oraz I ligi futsalu uczestnictwa w rozgrywkach MMP U-19. Nie wypowiadam się o U-21, bo jak w tym wieku są zawodnicy stricte futsalowi to i tak powinni występować w ligowych zespołach. Wszelkie kategorie poniżej U-19 pozostawiam do rozgrywek eliminacyjnych na szczeblu związków wojewódzkich, później makroregionów i tylko finał (cztero-drużynowy) byłby ogólnopolski. TERTIO - Nie należy ograniczać występowania w rozgrywkach młodzieżowych zawodnikom oraz zawodniczkom z klubów piłki trawiastej.



Odkąd pamiętam, zawsze istniał problem "wypożyczania" zawodników, czy zawodniczek na futsalowe młodzieżowe mistrzostwa od klubów piłki trawiastej. Nie rozumiałem przed dziesięciu laty i nie rozumiem nadal awersji trenerów piłki trawiastej do dania możliwości podopiecznym spróbowania sił w mistrzowskich meczach na hali. Nie poruszałbym tematu, gdyż każdy ze szkoleniowców może mieć w tej sprawie takie swoje dictum, ale nie mogę pozostać bierny, kiedy opcja trenerska z trawy próbuje wpływać na usankcjonowanie tego stosownymi związkowymi zakazami. Czy ci panowie nadal nie pojmują, że futsal jest doskonałą grą uzupełniającą. Jeżeli nie chcą wypożyczać zawodników, czy zawodniczek, niech sami wystawiają swoje zespoły do mistrzowskich zmagań w futsalu. Czyżby bratanie się z futsalem przerastało ego ludzi z przedrostkami PRO i innymi literowymi przed trenerską nazwą? Tak na marginesie gubię się w tej nomenklaturze i w tym, kogo oraz kto w Polsce może trenować. Finalizując akapit trenerski napiszę jeszcze tylko w apelu do władz PZPN. Szanowni panowie - łatwo jest wylać dziecko futsalowe z kąpielą, wprowadzając zmiany. Liczę jednak, że rozsądek oraz perspektywiczne patrzenie na polski futsal przeważy. Przy okazji dodam, że w sztabie analitycznym trenera Nawałki jest dwóch szkoleniowców nad wyraz blisko związanych kiedyś z futsalem. Nawet prowadzący kadry narodowe futsalu. To panowie Góralczyk oraz Juszczak. I panu Nawałce to nie przeszkadza. Niech więc inni trenerzy podrapią się co nieco po głowie i dadzą futsalowi spokój. Jak nie chcą pomagać, to niech nie przeszkadzają.

Poważną wtopę - według opisu niektórych mediów - zaliczył ktoś na mistrzostwach U-18 dziewcząt, zgłaszając do gry dziewczynę w finałach, która już wcześniej grała w innej drużynie. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a uprawnienie przez stosowny organ nadzorujący te rozgrywki mieści się w granicach prostego błędu ludzkiego, a nie "lekkiego" podejścia do sprawy. Zresztą jak mówili starożytni - "errare humanum est" - błądzić jest rzeczą ludzką. Ważniejsze natomiast jest - moim zdaniem - by w tym błędzie o nieomylności nie trwać, bo to jest już rzecz diabelska. Niemniej, na kanwie tego zdarzenia poproszę do PZPN jako organ prowadzącego rozgrywki I ligi futsalowej o zaapelowanie do klubów o dołożenie większej staranności w sferę organizacyjną meczów pierwszoligowych rozgrywek. Jest spora różnica poziomu sportowego pomiędzy I ligą a ekstraklasą - co przyznają zgodnie beniaminkowie. O ile strona sportowa nie zależy od organu prowadzącego rozgrywki, to strona organizacyjna tak. Dlatego należy czynić starania, aby te różnice niwelować. Tego wymaga ogólnie pojęty wizerunek futsalowy.



O meczu ekstraklasowym w Gdańsku mogę powiedzieć - jak się chce, to zrobi się. I nie chodzi mi o wynik, ani o grę. To zainteresowani zobaczyli na ekranie TVP Sport. Piszę o stronie organizacyjnej. Ta hala aż prosi się o międzynarodowe mecze futsalowe. Ktoś mówił, że w Gdańsku mecze ogląda 40-80 kibiców. Było o wiele, wiele więcej. Były reklamy ledowe. Był czysty parkiet bez dodatkowych linii (dlatego obyło się bez legendarnej futsalowej maty). Były oznaczone pomieszczenia dla drużyn, osób funkcyjnych. Były przestronne miejsca dla mediów z łączami elektronicznymi. Były właściwie zorganizowane służby wymagane regulaminami do zabezpieczenia. Był z dobrym tembrem głosu i znający futsal spiker. I co najważniejsze - prezes miał czas dla siebie, gdyż do każdego działu organizacyjnego miał kompetentną osobę do kierowania. I nie było zdziwienia, że przedstawiciel Spółki FE coś od organizatora wymaga w kwestii realizacyjnej na linii klub - telewizja - przepisy. W Gdańsku doskonale zdają sobie sprawę, że organizacja oraz wizerunek to ważące elementy budowania produktu. Nie mniej ważne, niż sportowy wynik. Nietrudno w tym kontekście zauważyć, iż trwający gratisowy flirt z TVP Sport powoduje poprawienie świadomości organizacyjnej klubów. Lekcję tworzenia produktu kluby - jedne sprawniej, inne mozolniej - jednak odrabiają. Funkcjonuje w przestrzeni takie powiedzenie, którego prekursorem jest niemiecki filozof Nietzsche - "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I myśląc w tym kontekście o uporze, wytrzymałości, rozwoju - tak należy działać.

Andrzej Hendrzak