Z notatnika dziejopisa

Woody Allen - jeden z najznamienitszych reżyserów filmowych współczesności powiedział - "Prognozy są bardzo trudne jeżeli chodzi o przyszłość". Jestem zdania, że słowa te dotyczą każdej dziedziny życia. Dlatego bardzo śmieszy mnie - odbiegając nawet na chwilę od sportu - wszelka kakofonia prognozowa. W piłce nożnej podoba  mi się wyważone podejście prezesa Bońka do osiągnięć oraz planów i ewentualnych sukcesów. Jeżeli dobrze wczytuję się w myśli prezesa, to nic nie dzieje się tak ad hoc, na pstryknięcie palcami. A o sukcesie sportowym mówimy dopiero, gdy już go osiągniemy. Pamiętam, kiedy w sierpniu Anno Domini 2016, tydzień przed wyjazdem do włoskiego Jesolo na eliminacje do mundialu w beachsoccerze Bahama 2017, rozmawiałem z trenerem naszej reprezentacyjnej plażówki Marcinem Stanisławskim, to w sposób bardzo wyważony odpowiedział na pytanie o szanse awansowe polskiego plażowego teamu. Jego zdaniem zespół jest dobrze przygotowany, ale są czynniki - mówił - które mogą zaważyć całkiem nieoczekiwanie na wyniku. Jak widać - był realistą i wcale nie hurraoptymistą. Niemniej, zapowiadał nieustępliwą walkę w każdym meczu o zwycięstwo, a oceniając zawodników liczył na dobry wynik. Dzisiaj wiemy, powiodło się i biało-czerwoni w kwietniu pojadą światowy czempionat na Bahamy.



Odnosząc się nadal do zdania Woody Allena powiem - prognozować, to prawie jak grać w ruletkę. A nawet gorzej. Tam zdarza się jakiś układ, bywa nierzetelny czasami. W prognozowaniu i to jest trudno przewidzieć, czy wkomponować w daną sytuacje. Trenerowi Stanisławskiemu ułożyło się wszystko znakomicie. Zebrał zgrany zespół, miał w nim niekwestionowanego lidera, drużyna zespoliła się dla osiągnięciu celu, zawodnicy zawierzyli szkoleniowcowi, dopisało niewątpliwie szczęście, w odpowiednim czasie umiejętności sportowe zgrały się z aktualną formą. Wszystko razem niby nic szczególnego, ale bywa nie raz, nie dwa, trudne do zebrania w jednym czasie oraz miejscu. Życzę zbiegu tych wszystkich okoliczności reprezentacji futsalu podczas kwietniowego elbląskiego turnieju eliminacyjnego mistrzostw Europy i jednocześnie wnoszę o nieco ponad dwa miesiące przedturniejowego spokoju dla naszej kadry. Po Wielkanocy oceniajmy.

Połówka stycznia była obfita w futsalowe narady. Najpierw władze spółki FE z prezesem Karczyńskim oraz przedstawiciele klubów ekstraklasowych spotkali się z kierownictwem PZPN (prezesi Nowak, Bednarek, przewodniczący Kaźmierczak), by następnie we własnym gronie podsumować mijające pół roku oraz radzić nad przyszłością. W spotkaniu uczestniczył też prezes Ekstraklasy SA, Dariusz Marzec. W kolejnym dniu na pierwszym posiedzeniu z udziałem prezesów Nowaka oraz Bednarka obradowała nowa Komisja Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Liczę, że zarówno SFE oraz PZPN poinformują, przynajmniej tezowo, o ich przebiegu. Z felietonowego obowiązku odnotuję jedynie, że wreszcie emocje ustąpiły miejsca rozumowi. I oby tak było zawsze.

Zresztą znając ze związkowej działalności przewodniczącego Kaźmierczaka od roku co najmniej 2008 wiem, że jest purystą regulaminowo-prawnym i nie ma u niego możliwości zrobienia ruchu niepożądanego. Tym bardziej powstawania różnych nieformalnych "towarzystw wzajemnej futsalowej adoracji". Dlatego sądzę, że od sezonu 2017/2018 będzie coraz mniej nieporozumień regulaminowych, o których na łamach futsal-polska pisze często Jakub Mikulski. I dobrze, że pisze. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko zapytanie - na jakich zasadach regulaminowych w barażach o ekstraklasę wezmą udział ewentualni obcokrajowcy spoza UE, ponieważ PZPN zatwierdził w tej kwestii dwa różne zapisy regulaminowe, dla I ligi oraz ekstraklasy. Z całym szacunkiem, drogi związku - jednak interpretacja pewnych zapisów powinna być jednakowa, a nie według mniemania - kto wcześniej rano gdzieś tam w Polsce, czy w jakimś biurze wstanie, ten ma rację.



My tak gadu gadu o przepisach, a trwają rozgrywki. Ligowo grała tylko ekstraklasa. Nic powalającego nie wydarzyło się. No może oprócz nadszarpnięcia nerwów  kibiców Euromastera oraz Piasta, którym TVP Sport, zafundował nocną transmisję według zasady telewizyjnego poślizgu zamiast zapowiadanej live. Przebiły ich live relacje mistrzostw świata w piłce ręcznej. Drużyny lig niższych oraz regionalni triumfatorzy Halowego Pucharu Polski potykali się w 1/32 tych rozgrywek. W Pucharze na chwilę, kiedy piszę te słowa, wiem o 10 zespołach I ligi, które odpadły z pucharowej rywalizacji. Pierwszoligowcy przegrywali przeważnie z amatorskimi drużynami. Jakby chcieli potwierdzić moją tezę z poprzedniego felietonu o miałkości zaplecza futsalowego.

Gdy już jestem przy pierwszoligowcach odniosę się do trochę dziwnej - moim zdaniem - sytuacji w grupie północnej. Tam z początkiem roku miał odbyć się mecz Mieszko Gniezno - Słoneczny Stok Białystok. Nie odbył się. Został przełożony na - uwaga - 15 kwietnia (termin podaję według futsalowych portali). Dla  jasności - rozgrywki I ligi kończą się 22 kwietnia. Nie wiem kto zadysponował nowy termin. Ale obojętnie kto nim był, jest rzeczą karygodną wskazywać dla być może decydującego o miejscach w tabeli meczu aż tak odległy czas w stosunku do  planowanego terminarzem. Brak wyobraźni, dobra, albo zła wola, a może wszystko razem wzięte. Tak nie powinno być. Jest to już bodajże trzeci mecz białostocczan, który nie odbywa się w regulaminowym terminie. Dziwna przypadłość.
 
Przepraszam, że tak mało napisałem dzisiaj o futsalowej stronie sportowej, lecz organizacyjne sprawy są równie ważne. Liczę na odrobienie zaległości za tydzień, po tyskim turnieju z udziałem reprezentacji Polski, Słowenii, Bośni i Hercegowiny oraz Finlandii. Tym bardziej, że mam nadzieję, iż organizatorzy zadbają o jakiś przekaz medialny, ogólnopolski telewizyjno-internetowy. Wcale nie przesadzę, jak napiszę, że liczę na sportowy oraz ORGANIZACYJNY sukces. Turniej tyski odbieram bowiem też w kategoriach sprawdzianu organizacyjnego PZPN przed uefowską imprezą w Elblągu. 

Andrzej Hendrzak