Z notatnika dziejopisa

Oj, dzieje się. Oj, dzieje. Znajomy, czytający regularnie moje felietony, zwrócił uwagę, iż jest w nich za mało krytyki, a czytelnicy bardzo taką formę narracji lubią. Wysłuchałem, przemyślałem i odpowiedziałem - o ile coś czytelnicy rzeczywiście bardzo lubią, to raczej chodzi o tak zwane krytykanctwo. Krytyka w swojej materii winna być sensowna merytorycznie, a krytykanctwo niekoniecznie. Zresztą notorycznie krytykując utonąłbym w powodzi wszelakiego krytycyzmu futsalowego, które z wielu stron wylewa się z Internetu. Niemal od każdego na wszystko i na każdego. Już mi czytanie tego spowszedniało. Ochrzanić kogoś, obśmiać, bywa że i donieść jest najprościej i ta forma dla wielu pasjonatów klawiatury, czy pióra jest najłatwiej przyswajalna. Wracając po latach do futsalu nie przytuliłem się do żadnej z istniejących futsalowych grup wpływu - co próbują mi sugerować niektórzy - ale działam na własny, niezależny rachunek. I mam się z tym dobrze. I niech tak zostanie.

Ilekroć udaję się do centralnego EMPIKU w stolicy, to jadąc ruchomymi schodami widzę słowa jednego z braci Marx - słynnych aktorów. Myśl Julio Marxa brzmi - "kiedy ktoś włącza telewizor, ja wychodzę do innego pokoju i czytam dobrą książkę".  Internet, prasa, radio, telewizja, telefon - to dominujące obecnie formy masowego przekazu, które z różnym skutkiem zawładnęły naszą codziennością. Patrząc głębiej widzimy, że internet wysforował się na czoło. Jego kreatywność jest przeogromna. Natomiast prasa staje się passe. Telewizja jeszcze jakoś trzyma się, ale - co z przykrością stwierdzam - przekazuje coraz częściej tak zwane postprawdy. Nie dziwi mnie więc postawienie wielu moich znajomych na przekaz radiowy. Przynajmniej nie oglądają twarzy gości studyjnych i pozwalają pohulać wyobraźni. Niemniej cieszę się, że spółka ekstraklasowa po zakończeniu przygody z TVP Sport zdecydowała się pozostać przy telewizji i zaangażowała się we współpracę z nadawcą telewizyjnym o nazwie SportKlub. Wszystkie liczące się rozgrywki sportowe, nie tylko w Polsce, pojawiają się w telewizji. To o przekaz telewizyjny pytają w pierwszej kolejności ewentualni przyszli sponsorzy wszelkich dziedzin.



Współczesny sport to połączenie rozrywki, rywalizacji oraz biznesu. Z tych trzech przymiotów futsal na razie najlepiej znajduje się w kategorii rywalizacja. No, może daje jeszcze nieco rozrywki. Ale nie jest biznesowy. I co gorsze, perspektywy ma w tej dziedzinie niezbyt ciekawe. Dziwi mnie bardzo inercja - chyba, że o czymś nie wiem - pośród klubów w okresie współpracy z TVP Sport w temacie pozyskiwania sponsorów. Śmiem twierdzić, że kluby nie wykorzystały wystarczająco marketingowo, ani pojedynczo, ani in gremio czteromiesięcznego gratisowego flirtu z telewizją publiczną. Kolejnej takiej szansy już nie będzie. Za kolejne promocje trzeba będzie płacić. Oby nie za słono. Obserwując działania klubów polskiego futsalu różnych szczebli rozgrywek zauważam, że ciągle liczą one na jakiegoś "białego konia", który przywiezie darczyńcę z baśniowej Alladynowej krainy. O ile w ekstraklasie takim powinna być spółka FE, to w innych ligowych rozdaniach należałoby liczyć raczej tylko na siebie. A I liga, najprościej ujmując rzecz, jest za liczna, by tak ad hoc znalazł się darczyńca systemowy dla 23-24 zespołów. Co prawda, dzisiejszy sport niemal samoistnie garnie do siebie różne podmioty. Ale - jak okazuje się - nie do futsalu. Telewizja, a publiczna szczególnie, pokazała zapóźnienie organizacyjne futsalu w starciu z mediami. Jakby takie dziwne niezrozumienie, że to otoczka, organizacja imprezy, czy wiarygodność personalna bardziej niż te "grające" 40 minut decydują o przyciągnięciu sponsorów.

Nie ukrywam, że mam w gronie zawodników futsalu swoich faworytów. Ale szacunkiem darzę także tych, którzy nie widnieją w kadrze narodowej. I tutaj na pierwsze miejsce wybija się dla mnie Przemek Dewucki. Nie powiem, że to zmarnowana kariera futsalowa, bo znakomicie w barwach gliwickiego Piasta daje sobie radę na parkiecie, ciągnąc zespół ku najwyższym ligowym celom. Niemniej napiszę, że mógłby dzisiaj być o wiele dalej, gdyby nie kontuzje i pewnie inne przypadłości różne, o których wie sam najlepiej. W każdym razie, Przemku, trzymam kciuki za Ciebie oraz drużynę. Takim samym niespełnionym w gronie trenerów może czuć się Klaudiusz Hirsch. Czasu nie wróci się, ale nie jestem jedynym, który twierdzi, że gdyby pozwolono Klaudiuszowi dłużej popracować z reprezentacją, już wcześniej bylibyśmy na wyższym miejscu rankingowym. Tymczasem po nieudanych eliminacjach ME w Serbii w 2013 roku, po niecałym pół roku pracy, musiał zwolnić posadę. Na szczęście w jego umiejętności z pożytkiem dla klubu, a także polskiego futsalu zainwestował FC Toruń.



Estymacja - jak wbijał nam profesor na wykładzie, a później egzekwował na egzaminie, jest to dział badawczy, mówiąc ogólnie, pozwalający na podstawie badanego wycinka szacować pewne wartości ogólne. Dla każdego prezesa organizacyjnego jest to niemal katechizm działania. Sądzę, że nie obca jest estymacja w nawiązaniu do statystyki oraz demografii i kierownictwu futsalowemu PZPN. Pozwoliłem więc sobie dostosowując naukę do polskiego futsalu zaprezentować jego siłę w rozbiciu na regiony na podstawie kwalifikacji do 1/16 Halowego Pucharu Polski. Jako założenie terytorialne przyjąłem Wojewódzkie ZPN oraz tak zwane Makroregiony w działaniu na poziomie III ligi trawiastej. Dlatego III ligi, gdyż – jak zauważyłem – jest to z różnych względów najwyższy poziom rozgrywek trawiastych odpowiadający ekstraklasie futsalowej. I co wyszło? Najliczniej reprezentowany w gronie 32 drużyn HPP jest region śląski - 8 zespołów. Następnie wielkopolski - 4, pomorski i małopolski - po 3. Po dwa teamy posiadły Mazowiecki, Łódzki, Warmińsko-Mazurski oraz Kujawsko-Pomorski ZPN-y. Po jednym zespole mają związki - Podkarpacki, Zachodniopomorski, Lubuski, Lubelski, Opolski, Dolnośląski. Tylko dwa związki - Podlaski oraz Świętokrzyski - nie mają drużyny na tym szczeblu pucharowych gier. Jeżeli rozpatrywać pod kątem makroregionalnym, to bryluje umownie nazwana grupa III (Śląskie, Opolskie, Lubuskie, Dolnośląskie) - 11 zespołów, wyprzedzając o jeden zespół makroregion II (Pomorskie, Zachodnio-Pomorskie, Kujawsko-Pomorskie, Wielkopolskie). Mazowieckie, Łódzkie, Warmińsko-Mazurskie, Podlaskie jako makroregion I zaliczają 6 drużyn, a stan posiadania makroregionu IV (Podkarpackie, Małopolskie, Lubelskie, Świętokrzyskie) - to 5 zespołów. Czy taka statystyka potwierdza naturalne rozmieszczenie sił polskiego futsalu? Myślę, że tak. Tym bardziej, że lidera podpiera niezwykle silna pozycja południowo-zachodniej części Polski w wykazach młodzieżowej rywalizacji. I choć mówią "statystyka kłamie", to na pewno nie w felietonie.

Andrzej Hendrzak