Z notatnika dziejopisa

Nie tak dawno wiceprezes organizacyjno-finansowy PZPN Nowak rzucił w dyskusji myśl w rodzaju – może należy zastanowić się, czy nie zakazać w rozgrywkach kobiet piłkarkom z klubów trawiastych grać w drużynach futsalowych. Oczywiście, można to zrobić. Tylko zapytam – po co? Nie zbawi to kobiecej piłki na trawie, która jest europejskim średniakiem. A już na pewno nie pomoże futsalowi kobiecemu, który w Polsce dopiero raczkuje. Panie prezesie, pana słowa ważą wiele i proszę na przyszłość raczej mówić o pomocy finansowej dla polskiego futsalu. Akurat polski futsal kobiecy potrzebuje ze strony PZPN poważnego wsparcia, lecz nie takimi słowy. Może pan wiceprezes rozsupła nieco sakiewkę z kasą, której – jak wykazuje często w wywiadach prezes Boniek – związkowi nie brakuje. I to byłoby na ten moment najlepsze wsparcie kobiecego futsalu.



Ekstraliga kobieca oraz ligi niższe mają wiele problemów, ale akurat  do najważniejszych nie należy łączenie gry z trawą. Na pewno problemem jest granie nieraz na halach, gdzie sędziowie muszą przeciskać się przy drabinkach do gimnastyki, czy halach wyglądających jak zaułki jakoweś. Czy też problemy z uzbieraniem kasy na wysokie jak na te rozgrywki opłaty sędziowskie. Nie chcę nikogo ze środowiska kobiecego futsalu obrazić, niemniej realnie proszę zastanowić się, czy nie buduje się w futsalu kobiecym czegoś na kształt góry lodowej, gdzie na powierzchni jest nadużywane słowo „reprezentacja”, a pod nią w wodzie topi się „podstawa lodowa”. Gdzie istnieje szarość, by nie powiedzieć siermiężność, codziennego futsalowego dnia rzeszy zespołów, klubików oraz piłkarek chcących pokopać w piłkę na hali. Wiem, że futsal kobiecy po jakichś tam zawirowaniach personalnych miał przerwę reprezentacyjną w poprzedniej kadencji władz PZPN. Jak wszyscy sympatycy „halówki” cieszę się, że decyzją prezesa Bońka wrócił do łask. Może więc teraz czas na krok grających klubów. Czas na wypracowanie jedności oraz wspólnego stanowiska wobec związku. Czas, by wspólnie zagrać na jego rozwój, siłę. Pomyślcie o tym działacze, sympatycy kobiecej piłki halowej. Wtedy, i wiceprezes PZPN nie rzuci już pewnie takiej niezobowiązującej myśli.

Zobacz też: Nie będzie meczu z Niemcami   Wyczytałem, że Niemcy odmówili nam towarzyskiego meczu w Koszalinie. I nie jestem tym zbytnio zdziwiony. Większość reprezentacji kalendarze meczowe ma ustalone o wiele, wiele wcześniej. Jak mi opowiadał kiedyś szef hiszpańskiego futsalu oni kalendarz dopinają już nawet na dwa lata do przodu. Nie inaczej jest w Rosji. Ale, żeby Niemcy - jeszcze póki co - kopciuszek futsalowy, nam odmawiali, to świadczy tylko o niewydolności negocjacyjnej. Tym bardziej, że mają wobec nas dług meczowy z dawnych lat. Oj, nieciekawie jest. Oj, nieciekawie z futsalową polityką zagraniczną. Abstrahując nawet od Niemców. Wywiedziałem się w Europie, że odmówiło nam jeszcze wiele innych nacji. Gdzie te czasy, gdy mailowałem do szefa brazylijskiego futsalu i ten zapraszał nas na mecze reprezentacji bez większych problemów. I jeden z wiceprezesów PZPN miał piękną wycieczkę. Podobnie bezproblemowo można było umówić mecze z Tajlandią, Rosją, Francją, Serbią, Włochami, czy Ukrainą. A nawet z Azerbejdżanem.

Inna rzecz, że o potrzebie sparingu przed elbląskimi eliminacjami ME wiadomo było nie od wczoraj. UEFA zaplanowała turnieje w poprzednim roku. Nasi trenerzy rozpisali dla związku grafik przygotowań w roku 2016. Co więc stanęło na przeszkodzie, by wcześniej zapewnić sparingpartnera, który nie odmówi. Aż ciśnie się na usta hamletowskie pytanie - o być albo nie być naszej futsalowej dyplomacji. Miejmy nadzieję, że zastępstwo jakieś znajdzie się i nie zepsuje to misternego planu szkoleniowców, w których musimy teraz wierzyć jeszcze bardziej, niż w związkowych działaczy.

Zawsze przysłowiowa łyżka dziegciu przydaje się. Nawet po to, by bardziej uwypuklić jakieś dodatnie strony. Niewątpliwie pozytywem było niedawne spotkanie przewodniczącego Kaźmierczaka z szefami wojewódzkich struktur futsalowych. Nie pamiętam, kiedy w PZPN była tak otwarta rozmowa pomiędzy futsalowym terenem a związkową centralą. Przez lata teren był pozostawiany sobie. Nawet w zmaganiu z własnymi szefami - prezesami wojewódzkich ZPN. Teraz ma to się zmienić. Jest nadzieja, że pan przewodniczący po wysłuchaniu bolączek terenu w rozmowach z kolegami z zarządu PZPN wyczuli ich także na sprawy futsalu w zarządzanych przez nich związkach. Przewodniczący Kaźmierczak duży nacisk w dyskusji położył na sprawy usystematyzowania rozgrywek II ligi. I bardzo słusznie.



Co to bowiem za zaplecze, gdy raptem liczba tych II lig - posługując się metaforą cyfrową tytułu arcydzieła filmowego Felliniego - „8 ½” - wynosi dwa i pół. Ewentualnie ciut więcej. A zapowiedź opracowania nowego, spójnego regulaminu dla tych gier jest wprost rewolucyjna. Gdyby jeszcze komisja pochyliła się pozytywnie nad przekazaniem eliminacji do MMP pod kuratelę związków wojewódzkich, co ściślej związałoby z futsalem prezesów wojewódzkich ZPN, byłoby można  klaskać w dłonie za pozytywny start.

Podróżując początkiem roku po Europie wykorzystałem okazję i spotkałem się z kilkoma znajomymi z okresu działalności futsalowej. Rozmawialiśmy wiele o polskich zawodnikach. Aby nie pozostało to bez echa, postanowiłem sporządzić krótką listę zawodników, którzy mieliby szansę na zagraniczne transfery. Po powrocie do kraju postanowiłem dopisać jeszcze kilka nazwisk i stworzyć felietonową, krajową - w miarę topową - listę transferową. Proszę nie posądzać mnie o jakieś zapędy menadżerskie, ale lubię czemuś nowemu dać impuls. Lubię coś inaugurować. Nie spotkałem się do tej pory z taką listą na portalach futsalowych, więc czas zacząć. Do międzynarodowych transferów jawią mi się na chwilę obecną – Maciej Foltyn, Michał Kubik, Mikołaj Zastawnik. Nie wiem, czy Paweł Budniak jest gotowy do kolejnej próby, ale opinie poza krajem ma dobre i mógłby próbować. Krajowy top transferowy otwierają na mojej liście – poza wymienionymi wcześniej – Tomasz Kriezel, Dominik Solecki, Michał Widuch oraz Daniel Krawczyk. Dalej klasyfikuję Krzysztofa Elsnera – ale tylko dlatego poza pierwszą grupą, że nie jestem pewien, czy zdecydował się już całkiem postawić na futsal. Wreszcie na topowej liście umieszczę też w ramach zachęty Adriana Skrzypka, Michała Marka oraz – czym pewnie zaskoczę – Sebastiana Grubalskiego. W sumie daje to tuzin. Piękną liczbę, symbol  zupełności i zorganizowania. I niech tak pozostanie do kolejnego notowania.  

Andrzej Hendrzak