Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Profesor zawsze mówił nam studentom, Jego seminarzystom – „Jak nie ma się wyobraźni, to później można tylko płakać nad własną głupotą”. Z czasem jednak wpoił w nas młodych zasadę zabezpieczającą poniekąd przed ową głupotą mówiąc – „Zawsze rozwiązanie alternatywne musi znajdować się w bocznej szufladzie biurka, by była możliwość uchronienia od krokodylich łez”. Nie bez kozery piszę dzisiaj o tym, na niecały miesiąc przed arcyważnym dla polskiego futsalu turniejem eliminacyjnym ME w Elblągu. Aż nie chcę myśleć, co stanie się jak nie uda się awansować, choć z drugiej strony w ten awans wierzę. Niemniej zapytam,  czy istnieje jakieś zaszufladowane rozwiązanie alternatywne.

Sam przeżywałem niejednokrotnie, jako przewodniczący też, gorycze futsalowych porażek i wiem, że wtedy wszyscy szukają winnych i bez litości wyżywają się na decydentach, szkoleniowcach, zawodnikach. Tak to jest w naszym futsalu. Szykuje się nowych bohaterów, nowe rozdania. Tylko szaleństwa pozostają stare. I futsalowe koło młyńskie kręci się od nowa. Do następnych turniejów. Ale – póki co – wierzmy, że od połowy kwietnia będzie inaczej. Lepiej, rozsądniej, z sukcesem.

Prezes Boniek – jak zauważyłem – o wyniku z zasady dyskutuje dopiero po gwizdku sędziego kończącego zawody. Nie spotkałem się z jego wypowiedziami - jako prezesa - o zaksięgowaniu punktów już przed meczem. Chociaż pamiętam pierwsze rozmowy z prezesem, wówczas jeszcze zawodnikiem, sprzed grubo 30 lat, gdy biła z niego wyrazista przedmeczowa pewność zwycięstwa. Ale co innego, gdy jest się młodym żądnym sławy piłkarzem, a co innego, gdy ukształtowanym w miarę postępujących lat prezesem. Zresztą, nie ja jeden pewnie uważam, że żadnego przeciwnika nie należy lekceważyć i do każdego podchodzić, co najmniej, jak do mistrza.



Chojnice, to takie przyzwoite pomorskie miasto, do którego – jako historyk - mam spory sentyment dziejowy. Ale też jest to miejsce, gdzie przed laty byłem mimowolnym świadkiem spektakularnego wydarzenia, jakie – podejrzewam – nie miało więcej miejsca podczas międzypaństwowego meczu futsalowego w Polsce. Otóż, gdzieś dekadę temu ówczesny reprezentant Polski, Mariusz Kaźmierczak na środku chojnickiej hali przy pełnej i szalejącej ze szczęścia publiczności oświadczył się pięknej damie. I oświadczyny zostały przyjęte przy aplauzie braw widowni. A wszystko leciało na żywo w telewizji. Dzisiaj ów szczęśliwy „Kazek” nadal po pewnej przerwie strzela gole i przyczynia się do pierwszego w sezonie 2016/2017 ekstraklasowego zwycięstwa Red Devilsów. I to nie nad byle kim, tylko Piastem Gliwice.

Piękne jest przywiązanie zawodnika do klubu. Piękna jest heroiczna walka Chojniczan o pozostanie w ekstraklasie. To należy się tamtejszym kibicom rozkochanym w futsalu. A, i też miejscowemu burmistrzowi, który piłkę, i małą, i dużą bardzo kocha. Widzę to i wiem, gdyż miałem sposobność z nim rozmawiania. Tak trzymać, panie burmistrzu. Tak grać, panie „Kazek”. W sporcie nigdy nie można tracić wiary w korzystny wynik. Liczę, że Chojnice - mimo wcześniejszych różnych personalno-organizacyjnych perturbacji - jeszcze pokażą swoją siłę.

Gdy już jestem przy historycznych momentach, mając na uwadze naczelny tytuł felietonów, odniosę się do początków ligi polskiego futsalu. A czynię to z trzech powodów. Po pierwsze, aby pokazać z nazwiska ludzi, którzy tę ligę zakładali. Po drugie, by zmusić do rzetelniejszej pracy różnych opisujących w monografiach, książkach historię polskiego futsalu. Po trzecie, by wytrącić z ręki oręż kłamstwa wielu działaczom futsalowym, którzy uważają się za protoplastów polskiego futsalu i przypisują sobie obecnie na różne sposoby reprezentatywność w polskim futsalu. Ach ta młodzież i nie tylko. Niesforna oraz zadufana, często mająca za nic ojców założycieli.

Przechodząc do meritum podaję - Polską Ligę Futsalu, która zapoczątkowała gry w sezonie 1994/1995 zakładali Roman Sowiński - P.A. Nova Gliwice,  Jarosław Ambicki - Jard Gliwice, Józef Gołębiowski - Suw-Tor Łódź, Piotr Piechówka - Lipnik Bielsko Biała,  Lesław Rozbaczyło - Team Legnica, Leszek Płaska - Team Bielsko Biała, Krzysztof Lehnort - Energetyk Jaworzno, Tomasz Porwet - Promont Kielce. A pierwszym historycznym po wygraniu tamtej ośmiozespołowej ligi mistrzem Polski została P.A. Nova Gliwice, która później triumfowała jeszcze cztery razy w ramach mistrzowskich ligowych rozgrywek. Podobnie pięć trofeów mistrzowskich ma na swoim koncie Clearex Chorzów. Jest więc do kogo równać. I życzę powodzenia.



Otrzymałem w tygodniu po moim felietonie kilka telefonów, że sędziowie wcale nie są tacy łasi na kasę tylko koszty, choćby dojazdowe, wzrastają. A w ogóle to podwyżka jest raptem symboliczna. Nie wnikam w to głębiej. Niech wyjaśniają sytuację klubom ludzie z  PZPN, prezesi Nowak, czy Bednarek. Ze swojej strony chciałbym odnieść się do pracy arbitrów w innej kwestii. Nie oceniać jakości sędziowania (chociaż akurat w tym temacie mam o tym arbitrze dobre zdanie), ale wyróżnić sędziego Andrzeja Witkowskiego za jakość przedmeczowej odprawy. 

Jest to równie ważne jak bieganie z gwizdkiem po parkiecie. Kto wie, czy już wówczas sędzia nie pokazuje niezwykle ważnej cechy swojego autorytetu – stanowczości. Drodzy arbitrzy futsalu, zwróćcie więc i na to uwagę w swojej co-kolejkowej pracy. A będzie łatwiej wszystkim. I nie stosujcie taryfy ulgowej w kontekście organizacyjnym dla pierwszoligowców. Czym prędzej przystosują się do obowiązujących zasad tym lepiej dla całego futsalu. A o to chodzi felietoniście i chyba wszystkim pasjonującym się małą piłkę.
 
Andrzej Hendrzak