Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Jeżeli człowiek wie czego chce, to raczej nie pobłądzi. Nawet, gdyby miał przebyć drogę przez przysłowiowa mękę. Nie znam aż tak dobrze sportowej drogi trenerów Biangi oraz Korczyńskiego, by autorytatywnie oceniać ich postawy jako szkoleniowców, ale po turnieju w Elblągu wiem, że warto było połączyć wodę z ogniem. Andrzej Bianga - raczej emanuje spokojem. Błażej Korczyński, to wulkan energii. Obecnie już pewnie nikt nie wątpi, że powołanie ich na opiekunów szkoleniowych reprezentacyjnej kadry polskiego futsalu było dobrym pociągnięciem. Dlatego całkiem rozsądnie będzie podziękować za to zespolenie trenerskiego duetu poprzedniemu szefowi Komisji Futsalu, panu Durajowi oraz wiceprezesowi PZPN, panu Bednarkowi. Nieskromnie powiem, że i media miały swój udział w kształtowaniu tej opcji.



W poprzednim felietonie pisałem, iż nasz reprezentacyjny futsal czeka w Elblągu egzamin maturalny. Teraz napiszę, że został on pozytywnie zaliczony. Awans Polski do meczów barażowych mających wyłonić finalistów Futsal EURO Słowenia 2018 zrobił wrażenie. Jednak jeszcze większym echem w futsalowej Europie – i nie tylko – odbił się nasz remis z wielkim teamem hiszpańskim. I to nie szczęśliwy remis, ale całkiem zasłużony, wywalczony po emocjonującym pojedynku w walce jak równy z równym z wielokrotnymi mistrzami Europy oraz czempionami globu. O ile elbląski turniej eliminacyjny ME stanowił o maturze, to baraże będą takim swoistym egzaminem na wyższe studia futsalowe. Co prawda, ktoś powie – już jest dobrze, ale ja będę twierdził, że sukces należy utrwalić. Coś co wydarzy się raz czasami traktuje się jako szczęście. Powtórzone jest pokazaniem swojej siły, stabilizacji. Kiedy rok temu wygraliśmy w Portugalii z Rumunami i były baraże z Kazachstanem o finały MŚ, wielu opowiadało o tym właśnie w kategorii szczęścia. W Elblągu podopieczni trenerów Biangi oraz Korczyńskiego potwierdzili, że nie myślą odpuszczać i kroczą coraz śmielej do coraz wyższych lokat rankingowych. Dlatego wierzę, że mogą zdać i kolejny egzamin. Ten na symboliczne futsalowe studia i po 17 latach ponownie zagramy w finałach futsalowych mistrzostw Starego Kontynentu. I niech tak stanie się. Trener Korczyński pamięta, jako zawodnik, to uczucie uczestniczenia w najważniejszej futsalowej grze Europy. Niech więc i jego podopiecznym będzie dane poznać jakie to niecodzienne jest doznanie.

Zawody w Elblągu były trzecim w minionych sześciu latach turniejem eliminacji mistrzostw Europy organizowanym w Polsce, ale pierwszym zakończonym dubletowym sukcesem. Po Bielsku Białej oraz Krośnie delegaci UEFA wystawiali nam najwyższe oceny – excellent –   za organizację. Teraz do wysokiego poziomu organizacyjnego doszedł jeszcze ten najważniejszy sukces, czyli sportowy. Miałem możliwość rozmawiać o tym w Elblągu z przedstawicielami UEFA, a także przedstawicielami krajów uczestniczących w turnieju. Trener Serbów podkreślał sprawiedliwe sędziowanie. Szef Mołdawian, nieco rozgoryczony wynikami swojej reprezentacji, wysoko oceniał organizację. Hiszpanie wiele mówili o kulturze kibicowania. Delegat był zadowolony, że wszystkie mecze były transmitowane w ogólnopolskiej telewizji. Może kiedyś PZPN wystąpi do UEFA o powierzenie nam turnieju finałowego ME w futsalu. Myślę, że należy się to wiernej, coraz liczniejszej widowni futsalowej w Polsce.



Szczerze muszę przyznać, że gdy dowiedziałem się o powierzeniu przez PZPN organizacji turnieju Warmińsko-Mazurskiemu ZPN miałem obiekcje, czy sprosta on zadaniu. To co zobaczyłem pokazało, że każdy biorąc się za przysłowiowe „bary” z organizację futsalowej imprezy w Polsce powinien brać przykład organizacyjny z turnieju elbląskiego. Ze swojej strony chciałem podziękować Markowi Łukiewskiemu, prezesowi Warmińsko-Mazurskiego ZPN za umożliwienie mi godnego obejrzenia turnieju. Szkoda tylko, że wielu innych byłych czy obecnych działaczy, szkoleniowców futsalu z Polski nie miało tego szczęścia. Ale to już nie zależało od organizatorów z W-MZPN. Po prostu gdzieś tam w centrali związku nie pomyślano (pewnie w nawale zajęć) o ludziach, którzy dla futsalu kiedyś coś zrobili, czy jeszcze robią. A w piłce trawiastej takiego problemu na meczach kadry nie ma. Proszę więc brać dobre przykłady i korzystać.

Marko Perić – serbski internacjonał futsalowy, którego pierwszy raz zobaczyłem w akcji jako młodziaka na turnieju futsalowym w Rzeszowie ponad dekadę temu, teraz kapitan serbskiego teamu mówił mi w Elblągu: Idziecie dobrą drogą organizacyjną oraz sportową. Kiedy wasi zawodnicy zagrają w reprezentacji, czy klubach więcej meczów o stawkę na stałe zagospodarujecie się w drugim europejskim koszyku. I będziecie wygrywać z najlepszymi nie od czasu do czasu tylko bardziej regularnie. Na pewno wiele pozytywów dałoby waszej kadrze pojawienie się polskich zawodników w klubach zagranicznych. Myślę, że nic dodać, nic ująć w ocenie zawodnika, który ma w swoim CV grę w klubach z najwyższej europejskiej futsalowej półki. W tej przyszłej konstelacji przyszłych polskich futsalowych ”stranieri” większość na turnieju w Elblągu wymieniała Mikołaja Zastawnika. Osobiście jednak chciałem zwrócić uwagę na Michała Kałużę. Spokój oraz pewność golkipera zachwyciły mnie nie mniej, niż odwaga trenerskiego duetu na wstawienie między słupki w tak ważnym turnieju osiemnastolatka. Franz Kafka mawiał – ile szczęśliwych myśli zostaje zaduszonych pod kołdrą, kiedy się samotnie śpi w łóżku. Czytając to zastanawiam się, iż – być może - nie wiemy jak wiele talentów futsalowych kryje się jeszcze w Polsce. I, oby tak było.      

Andrzej Hendrzak