Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Jest takie powiedzenie, które mówi, że książek jest pełno, a raczej półek na nie brakuje. I to jest prawdą nad wyraz obecnie oczywistą. W moich młodych latach niewielu książki pisało, a wielu je czytało. Obecnie niemal wszyscy je piszą, a niewielu czyta. Zresztą dotyczy owo pisanie oraz czytanie nie tylko książek. Ale ja nie o książkach dzisiaj napiszę. Tym wstępem chciałem najprościej przejść do multi-transmisji finalizującej rundę zasadniczą ekstraklasy futsalowej. Pomysł relacji wspólnej z kilku hal autorstwa władz Spółki wydaje się niezwykle godny uwagi. Realizacja wypadła całkiem, całkiem, co jednak nie oznacza, iż nie może być lepiej. Najważniejsze, że jest pomysł.

Teraz oczekiwać należy analizy przedsięwzięcia i kolejnych prób już po usunięciu niedoróbek. I za tym optuję jak najbardziej. Ze swojej strony przedstawię jeden wniosek. Nie należy nakładać terminów takiej transmitowanej kolejki z terminami kolejki ekstraklasy trawiastej. Tym sposobem już na starcie przegrywa się. A chyba nie chodzi o rywalizację z mocarzem. W każdym razie kolejne pomysły są w cenie i nawet niech będzie ich wiele jak tych wspomnianych na wstępie książek, byle tylko wysegregować półki, na których z pożytkiem dla widowni zostaną ustawione.



W piłce trawiastej na zakończenie sezonu zasadniczego obiegowo mówi się, że podział na dwie grupy powoduje oddzielnie mężczyzn od młodzieży. Umownymi mężczyznami są kluby z górnej połówki tabeli. Niech i tak też będzie w przypadku inauguracyjnego sezonu nowych zasad walki o mistrzostwo Polski w futsalu. Grono owych symbolicznych „klubowych mężczyzn” w pozycji 1-5 od dłuższego było raczej wiadome. Znakomitym finiszem na szóstą, premiowaną pozycję wskoczył nasz futsalowy „monument”, Clearex Chorzów. I tym sposobem – przynajmniej dla mnie – największym przegranym okazał się ambitny team z Pniew. Konia z rzędem temu, kto jeszcze miesiąc wcześniej przypuszczałby, że tak się stanie. I dlatego sport jest piękny. Nic nie jest pewne do ostatniego gwizdka sędziego, czy przekroczenia mety albo ostatniego rzutu.

Jako felietonista nie odczuwam tak mocno ciężaru gatunkowego wyniku sportowego, jaki niewątpliwie spoczywa na zawodniku, działaczu, czy trenerze. Nie odczuwam, że brak mistrzostwa, awansu, degradacja może zniweczyć cały sezon ciężkiej pracy. Wstrzymać dotacje, a nawet doprowadzić do upadku klubu. Rozumiem widowiskowość, potrzebę trzymania w napięciu do ostatnich meczowych sekund, co funduje nam obecny regulamin ekstraklasy futsalu. Podobnie ekstraklasy trawiastej. Jest to zapewne dobre dla widzów, ale nie musi dla klubów.

Nie byłem, nie jestem i nie będę zwolennikiem tak skonstruowanej reformy, w której dzieli się po rundzie zasadniczej punkty na pół i to jeszcze z handicapem w górę przy liczbie nieparzystej. Jeżeli chcemy mieć więcej meczów, to można ligę podzielić na połowę, ale zachować zdobyte punkty w całości i rozegrać jeszcze te dodatkowe pięć spotkań. Wtedy będzie fair dla wszystkich, a nie gra na zasadzie – jak to mówi znajomy trener o międzynarodowej pozycji – że będzie to  granie „na udo”. Czyli odbierając rzecz całą sarkastycznie udo się albo nie udo.



Wydawało mi się, że Halowy Puchar Polski jest jak najbardziej sztandarową imprezą futsalową PZPN jeżeli chodzi o rozgrywki klubowe w Rzeczypospolitej. Rozgrywki ekstraklasy prowadzi bowiem Spółka Futsal Ekstraklasa, więc związek powinien szczycić się HPP. Tymczasem - i to bez konsultacji ze środowiskiem - rozdrobniono finał dwumeczem. Decyzyjność przy okazji rozmyła się i teraz inicjatorów, czy ojców pomysłu w gronie członków poprzedniej Komisji Futsalu trudno znaleźć. Niedawno na dodatek przesunięto jeden z meczów o dzień wcześniej, niż było regulaminowo planowane, bowiem kolidował z terminem szkolenia trenerskiego, które zaplanowano w Bielsku-Białej. Szkolenia, za którym jak najbardziej optuję. Ogólnie jednak można pomyśleć, że finał HPP - jako mniej ważny - musiał ustąpić miejsca.

No cóż, można myśleć tak, można i inaczej. Niemniej dla mnie, podwojenie meczów finałowych jest kunktatorstwem organizacyjnym, by nie powiedzieć oszczędnościowym. Decyzją mającą się nijak do popularyzacji futsalu. A nawet pójściem przez organizatorów Halowego Pucharu na najzwyczajniejszą łatwiznę, cedującą sprawy organizacyjne na kluby. Nie sądzę, aby prezesowi Bońkowi taki pomysł z piłką trawiastą w ogóle kiedykolwiek przemknął przez myśl. Halowy Puchar powinien być najszacowniejszym wydarzeniem dla promowania futsalu w całej rzeszy miast, miasteczek, środowisk, a finał winien pokazywać telewizyjnie całej Polsce – nie tylko futsalowej –atrakcyjność dyscypliny. Bertrand Russel, twórca logiki matematycznej pisał – „Historia świata jest sumą tego, czego można było uniknąć”. Warto pamiętać o tym podejmując mało rozsądne decyzje. Też w futsalu.
 
Andrzej Hendrzak