Z notatnika dziejopisa
Nie każdy kojarzy schody jako bardzo ważny rekwizyt, a nawet symbol kinowy. Tymczasem są one często filmowym miejscem wzlotów, upadków, czy kombinacji. Te porównania przyszły mi do głowy, kiedy stałem na szczycie słynnych odeskich schodów, które niecałe 100 lat temu uwiecznił w arcyważnym dla historii kina dziele „Pancernik Potiomkin” Sergiusz Eisenstein. Schody były też ważnymi sekwencjami filmowymi u Stanley’a Kubricka w „Lśnieniu” oraz u Alfreda Hitchcocka w „Zawrocie Głowy”. Schodząc po 192 stopniach odeskich schodów ma się czas na rozmyślania. Akurat znając już wyniki przedostatniej kolejki polskiej ekstraklasy futsalu myślałem o beniaminkach ekstraklasy sezonu 2016/2017. Po tej kolejce wiem jedno - Solne Miasto Wieliczka nie dało rady utrzymać się w ekstraklasie. Drugi beniaminek, AZS Uniwersytet Gdański jeszcze walczy o „wykręcenie się” od udziału w barażach.
Nie będę rozwodził się nad przyczynami tego stanu rzeczy, ale wspomnę o jednym z powodów tak niskiej pozycji nowicjuszy w ekstraklasowym gronie. Widać wyraźnie brak solidnej rywalizacji na poziomie I ligi. Rywalizacji o zarysie profesjonalnym. Przeważnie 3-4 drużyny w każdej grupie tworzą czołówkę z aspiracjami, a reszta gra by grać. To co jest widoczne w tych rozgrywkach, począwszy od strony organizacyjnej zarządzanej przez związek piłkarski, poprzez sprawy szkoleniowe oraz w większości przypadków organizację klubową meczów, to przeważnie amatorszczyzna. A kiedyś w założeniach I liga miała być profesjonalnym zapleczem ekstraklasy, z liczbą zespołów nie przekraczającą 14 teamów. Ze sponsorami, telewizją internetową. Niestety, w czasach panowanie przewodniczącego Kazimierza i jego współpracowników, obecnych teraz też w nowej KFiPP, postawiono na ilość wraz z populizmem. Niestety, profesjonalizm z populizmem nie idą w parze. I to należy wiedzieć. Nic nie wynika z popularnych dla futsalowego teatrum sloganów wyborczych, gdy chodzi o profesjonalny rozwój. Tym sposobem, co rok beniaminkowie mogą grać o życie.
Inną odeską ciekawostką jest tak zwana „Kładka Miłości”. Jakoś bardzo przypasowało mi to określanie do meczu Euromastera z Gdańskiem. Broń Boże, nie podejrzewam o żadne nieuczciwości, gdyż team z Głogowa sam jeszcze nie jest pewien bez-barażowej pozycji, ale jedynie pragnę podkreślić, że czasami spokojniejsze podejście do gry zespołu, mającego dobrą passę wynikową, odbija się ujemnie na grze. Jest to nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek dekoncentracji w sporcie. Po prostu grają tylko ludzie, a nie roboty, czy komputery. Gdańszczanie po ową przenośną w wyrazie „kładkę miłości” ochoczo sięgnęli. Niemniej – mnie osobiście – jest szkoda, iż głogowianom nie udało się utrzymać pięknej serii zdobyczy punktowych. Niestety, c’est la vie (takie jest życie) – powiedzieliby Francuzi.
W ekstraklasie futsalu do rozwiązania pozostały dwie zagadki. Kto mistrzem i kto zagra w barażach o ekstraklasę ze zwycięzcą dwumeczu pierwszoligowców Constractem Lubawa. Do tytułu mistrzowskiego pretendują Rekord Bielsko Biała oraz Gatta Zduńska Wola. I tutaj los okazał się najlepszym reżyserem, gdyż terminarz tak zestawił pary, iż w ostatnim meczu obie drużyny zagrają w Bielsku o tytuł. Przeciwnikiem lubawian może być natomiast albo Euromaster Chrobry Głogów albo AZS Uniwersytet Gdański. Jako felietonista mogę mieć swoje wizje. Dwóch beniaminków już mamy w przyszłorocznym sezonie ekstraklasy. Gdyby było ich trzech, nikomu z ekstraklasowców korona z głowy nie spadłaby. A zachęta do coraz lepszej pracy na zapleczu byłaby – być może – podwojona. Osobiście nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.
Pławiąc się w morskim słońcu, delektując się owocami nabytymi od popularnych babuszek prosto z kosza - nie przystoi poruszać trudnych tematów. Niemniej nawiązując do filmu Eisensteina i owych odległych dni powiem, iż czasem żałuję, że kino nie pozostało nieme. Czytając różne facebookowe wpisy, twitterowe zdania, czy inne internetowe objawienia nie mam pewności, czy zabawiający się klawiaturą wiedzą co piszą. Pal licho, gdy to dotyczy polityki, która sama w sobie jest krętactwem. Ale futsal - póki co - jest prostym wyborem nie zmuszającym do ekstremalnych wyzwań. Czy nie można więc w tak niedużym środowisku szanować się. Czy nie można całkiem ładnie spierać się. Czy nie można z szacunkiem do rywala przyjmować porażek. Czy warto wzajemnie obrażać się rzucając kalumnie. Przecież to zło kiedyś wróci do rzucających. Czy tego chcą.
Dla wszystkich gorących głów proponuję na okres posezonowy do poczytania tanią książkę dolnośląskiego dziennikarza, Maurycego Nowakowskiego pod tytułem „Okrągły Przekręt”. George Orwell w pozycji „Rok 1984” pisze, że jego bohater Winston doszedł do wniosku, iż najlepsze książki to te, które nam mówią, co już sami wiemy. Być może coś z treści Orwella jest u Nowakowskiego. Radzę spojrzeć.
Andrzej Hendrzak
Inną odeską ciekawostką jest tak zwana „Kładka Miłości”. Jakoś bardzo przypasowało mi to określanie do meczu Euromastera z Gdańskiem. Broń Boże, nie podejrzewam o żadne nieuczciwości, gdyż team z Głogowa sam jeszcze nie jest pewien bez-barażowej pozycji, ale jedynie pragnę podkreślić, że czasami spokojniejsze podejście do gry zespołu, mającego dobrą passę wynikową, odbija się ujemnie na grze. Jest to nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek dekoncentracji w sporcie. Po prostu grają tylko ludzie, a nie roboty, czy komputery. Gdańszczanie po ową przenośną w wyrazie „kładkę miłości” ochoczo sięgnęli. Niemniej – mnie osobiście – jest szkoda, iż głogowianom nie udało się utrzymać pięknej serii zdobyczy punktowych. Niestety, c’est la vie (takie jest życie) – powiedzieliby Francuzi.
Pławiąc się w morskim słońcu, delektując się owocami nabytymi od popularnych babuszek prosto z kosza - nie przystoi poruszać trudnych tematów. Niemniej nawiązując do filmu Eisensteina i owych odległych dni powiem, iż czasem żałuję, że kino nie pozostało nieme. Czytając różne facebookowe wpisy, twitterowe zdania, czy inne internetowe objawienia nie mam pewności, czy zabawiający się klawiaturą wiedzą co piszą. Pal licho, gdy to dotyczy polityki, która sama w sobie jest krętactwem. Ale futsal - póki co - jest prostym wyborem nie zmuszającym do ekstremalnych wyzwań. Czy nie można więc w tak niedużym środowisku szanować się. Czy nie można całkiem ładnie spierać się. Czy nie można z szacunkiem do rywala przyjmować porażek. Czy warto wzajemnie obrażać się rzucając kalumnie. Przecież to zło kiedyś wróci do rzucających. Czy tego chcą.
Dla wszystkich gorących głów proponuję na okres posezonowy do poczytania tanią książkę dolnośląskiego dziennikarza, Maurycego Nowakowskiego pod tytułem „Okrągły Przekręt”. George Orwell w pozycji „Rok 1984” pisze, że jego bohater Winston doszedł do wniosku, iż najlepsze książki to te, które nam mówią, co już sami wiemy. Być może coś z treści Orwella jest u Nowakowskiego. Radzę spojrzeć.
Andrzej Hendrzak