Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Niedługo po meczu z Czarnogórą wyjechałem poza Polskę i nie miałem możliwości (czasu) bieżącego zajmowania się polskim futsalem. Chociaż na żywo popatrzyłem w jeden dzień na mecze jednej z grup – tak zwanych mistrzowskich – skąd do dalszych gier awansowały trzy zespoły.

Nadrabiając po powrocie zaległości najpierw napiszę, że szkoda mi bielskich rekordzistów, którzy w nadzwyczaj wyrównanej grupie nie dali rady przebić się do kolejnej rundy tej europejskiej futsalowej ligi mistrzów. Ale, panie prezesie Januszu, panie trenerze Andrzeju – jest takie powiedzenie „co się odwlecze, to nie uciecze” – i miejmy nadzieje, że bogatsi o nowe doświadczenia za rok już nie pokpicie sprawy. Tego Wam życzę. Droga wyznaczona jest dobra, co nie znaczy, że nie może być wyboista. Jak to mawiają moi przyjaciele z Francji – c’est la vie. Rzeczywiście, niestety, takie jest to sportowe życie.
Ale wracając do polsko-czarnogórskiej potyczki na trawie muszę stwierdzić patrząc na wynik sportowy, że polski futsal wtedy wejdzie na stałe na europejskie salony, kiedy dopracuje się zawodnika podobnego do Lewandowskiego. Zachowując oczywiście proporcje stosowne pomiędzy trawą a halą. Tak się złożyło, że na Narodowym na rzeczonym meczu miałem miejsce niedaleko pani Lewandowskiej i innych kilku tych tak zwanych obecnie szumnie VAGs. Mogłem więc zaobserwować jak w trudnych chwilach kibice odwracali głowy do pani Anny, jakby oczekując pomocy. Pomocy od państwa Lewandowskich. I pan Robert zrobił swoje. Strzelił ważnego gola, powiedział kilka odważnych słów po meczu, szczególnie o potrzebie ciągłej koncentracji, podziękował kibicom za wsparcie. I powiedział to kolegom oraz trenerowi, bo dla mnie Lewandowski „prowadzi” obecnie tę kadrę wspólnie z panem Nawałką.

I nie widzę w tym nic zdrożnego. Powiem nawet, że gdyby nie było Roberta, to rosyjskie finały pozostałaby dla nas nieosiągalne. I powiem więcej – Lewandowski, to trzyma dzisiaj na swoich mocnych barkach (co widać na fotkach) cały polski futbol. Nawet prezes Boniek tak go nie trzyma w zakresie sportowym. Chciałbym, aby kiedyś jakiś polski futsalista tak odciążył prezesa Bednarka, czy przewodniczącego Kazimierczaka. Wyznaczał standardy. I wtedy byłyby wyniki sportowe na miarę oczekiwań futsalowej Polski.

Wyczytałem na portalu futsal-polska, że po 8 miesiącach PZPN zorganizował zgrupowanie, czy też konsultację kadry U-19. Futsalowej kadry. Nie będę komentował i doszukiwał się powodów tak długiej przerwy, bo tylko laik może zaakceptować tak długi jej niebyt. Przypomnę tylko, że dzisiejsze wyniki pierwszej reprezentacji to w sporej mierze wynik pracy z młodzieżą w latach poprzednich. Pochodna pracy trenerów Korczyńskiego, Juszczaka, Hirscha, wcześniej Biangi i kilku innych szkoleniowców reprezentacyjnych kadr młodzieżowych. To tam wykuwały się talenty. A grano o wiele, wiele częściej. Czyżby związek postanowił pooszczędzać przez te osiem miesięcy na futsalu? Aby zamknąć temat przypomnę, iż UEFA postanowiła organizować mistrzostwa kontynentu w tej kategorii wiekowej, a Argentyna nawet wpisała rocznik futsalowy U-18 do Światowych Sportowych Igrzysk Młodzieży Buenos Aires 2018. Miejmy nadzieję, że to ostatnia taka pauza w wydaniu PZPN.
Felieton nie powinien być miejscem opisywania punktacji ligi, ale kiedy po powrocie zerknąłem na tabelę ekstraklasy i zobaczyłem zerowy stan punktowy Pogoni 04 Szczecin, coś we mnie drgnęło. Sam siebie zapytałem, jak można tak szybko zniwelować dorobek lat. Solidnych lat szczecińskiego klubu. Liczę, że to tylko falstart i karta odwróci się. Ale straconych w trzech meczach 21 goli, przy strzelonych tylko pięciu, daje wiele od myślenia. Aż nie chcę wiedzieć, jak czuje się założyciel tego klubu, honorowy jego prezes, obecny prezes Spółki FA, Maciej Karczyński, gdy widzi jak jego ukochane dziecko nie punktuje. I pomyśleć, że wiceprezesowi PZPN Bednarkowi, nadzorującemu futsal, może ubyć z ekstraklasy jedyny przedstawiciel jego macierzystego regionu. Jak więc zarządzać polskim futsalem, gdy może nie być flagowego zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej na szefowanym piłkarsko zachodniopomorskim terenie.

Rozstrzelana jest ta nasza futsalowa ekstraklasa. W drugiej kolejce padło 46 goli. Jest to nowy rekord sezonu. W trzeciej jeszcze nie grał Rekord, ale mimo wszystko trudno będzie poprawić wynik. W I lidze trzymam kciuki za Orłem, a tymczasem obok wyrasta niezwykle groźny konkurent Odra Opole. Nic, tylko zacierać ręce i obserwować rywalizację. Powinno być ciekawie. Podobnie w grupie północnej, gdzie Red Devils oraz Uniwersytet Zielonogórski próbują urwać się goniącemu ich peletonowi. Czyli jest coraz ciekawiej, przynajmniej w dwóch ligach centralnych. Piszę celowo w dwóch, chociaż w tle tli się II liga, ale to czysta amatorszczyzna i póki nie ruszy, nie jest godna uwagi. Mam nadzieję, że do grona centralnych gier niedługo dołączą rozgrywki kobiece. I w jesienno-zimowo wieczory będziemy mogli pasjonować się futsalowymi igrcami w całej ich krasie. A przy okazji rozgrywek kobiecych mieć jeszcze wrażenia estetyczne.

Andrzej Hendrzak