Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Każdej zimy znajduję chwilę, by odpocząć od polskiego śniegu, zimna. A mówiąc szerzej od „rodzimego piekiełka”. Tym razem było to miejsce słynące ze znakomitych olimpijskich baseballistów. Gdy wracałem, pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem na polskim niebie, był klucz żurawi, które swoim charakterystycznym klangorem oznajmiały powrót po sezonowej nieobecności. Zapachniało optymizmem. Jak ptaki wracają, to jeszcze trzeba mieć wiarę. Wiarę, chociażby, w polski futsal. Ale nie może to być wiara bezrefleksyjna. Nie może być to wiara oparta na prawdzie jednego, dwóch, czy trzech ludzi. Choćby byli oni prezesami spółek, przewodniczącymi komisji, trenerami reprezentacji. To mnogość opinii, poglądów, działań, pozwoli stworzyć siłę naszej „małej piłeczki halowej”. I każdy winien posiadać swoją swobodę wizji, którą potrafi wybronić. W żadnym wypadku nie może być ona a priori negowana tylko ze względu, że ktoś pełni ważniejsze stanowisko. To by było na tyle tytułem wstępu  akademickiego do felietonu, w ramach przemyśleń zakonotowanych z dala od swarów naszego futsalowego podwórka.
W swojej sportowej przygodzie miałem możliwość przyjrzenia się jako działacz, dziennikarz, urzędnik, sędzia, zawodnik, czy wreszcie kibic wielu sportom. I wiem, jak każda dyscyplina sportowa jest różna. Rozmawiałem przez lata o sporcie z premierami, ministrami, prezesami związków, znakomitymi sportowcami, wybitnymi dziennikarzami, etc - i wiem jak każda z dyscyplin jest inna. Jak każda oczekuje czegoś wyróżniającego. No, może oprócz kasy, o którą starają się wszystkie. Niedawno przeczytałem znakomity wywiad trenera Artura Gadzickiego z mojego ulubionego klubu futsalowego AZS UMCS Lublin. Wynotowałem sobie z niego krótki passus dotyczący relacji piłka trawiasta - futsal. Czytam w nim ogólnie rzecz ujmując takie przesłanie - o piłce nożnej nie należy zapominać, iż mówi się jako o najpopularniejszym sporcie na świecie, gromadzącym miliony ludzi na widowniach stadionowych, czy telewizyjnych. Natomiast o futsalu jako sporcie należy wiedzieć, że jest odmianą halową piłki nożnej. Jakby młodszym bratem, co nie znaczy wcale, że gorszym. Wyjaśnienia trenera niejako w jego merytoryce potwierdził mi arcyciekawy materiał w „Rzeczpospolitej”, w którym autorka podpierając się słowami słynnego Ricardinho pisze, że futsal nie musi ścigać się z piłką nożną trawiastą, tylko iść z nią w parze. I to jest sedno współczesnego futsalu. Może kiedyś, gdy do futsalu przyjdą duże pieniądze (oby tak stało się), nadejdzie czas takiej rywalizacji. Póki co nie psujmy na siłę biznesem emocji futsalowych.

Korzystając ze sportowych znajomości, przyjrzałem się bliżej dyscyplinie, która po wycofaniu futsalu z TVP SPORT zagościła – wydaje się na trwałe – w tej stacji. To zapasy. Mimo, iż robiłem dawno temu materiały o słynnych braciach Lipieniach, jakoś ten niezwykle dla Polski medalodajny na igrzyskach sport nie porwał mnie. Ale po latach jestem pod wrażeniem atrakcyjności telewizyjnej i halowej jego przekazu w rywalizacji w ramach tak zwanej Krajowej Ligi Zapaśniczej. Myślę, że futsal w tej materii wiele mógłby się nauczyć. Nic nie ubliżając organizacji imprez futsalowych, nieodparcie jednak nasuwa się myśl, że jeszcze sporo brakuje organizatorom meczów do poziomu marketingowo-promocyjnego ligi zapaśniczej. Jest więc co dopracowywać.

W momencie, kiedy obydwie dyscypliny akurat teraz w Polsce uznawane mogą być za niszowe, wymagań organizacyjnych w zakresie realizacji imprez nie stawiam futsalowi za wysokich. Abstrahując na moment od meczów ligowych, myślę, że najbliższy Finał Four Halowego Pucharu Polski mógłby być dla PZPN taką swoistą próbą sił, czyli pokazania swoich umiejętności i „zakasowania” marketingowo-sportowego zapaśniczej ligi. Trzymam kciuki.
Niedawno miałem okazję rozmawiać o futsalu z ważnymi osobami, niemal decydentami, polskiego futsalu o jego dzisiejszym obrazie oraz historii. Wiem, że zarówno Spółka FE jak i PZPN chciałyby zrobić coś uroczystego w związku z nadchodzącą rocznicą 25-lecia rozgrywek ligowych futsalu w Polsce. Słyszałem, że nastąpiły jakieś rozbieżności odnośnie początków ligi. Akurat termin nie jest najważniejszy w momencie, gdy pomysł jest przedni. Niedługo PZPN będzie obchodził sto lat działalności. Może w tym jubileuszowym dziele należałoby znaleźć miejsce dla futsalu. Gdyby ode mnie zależało, nie upierałbym się – pisząc o początkach polskiego futsalu – przy dacie inauguracji rozgrywek ligowych w Polsce, ale sięgnąłbym głębiej, czyli do startu naszej reprezentacji w finale mistrzostw świata w Hongkongu. Wtedy to w roku 1992 powołano narodową reprezentację Polski w futsalu. W takim razie nasz zorganizowany w miarę futsal miałby obecnie 26 lat. A ligowy dopiero 24. Czyli ćwierćwiecze, jako srebrny jubileusz można i na rok 2018 wypośrodkować (!).     

Andrzej Hendrzak