Z notatnika dziejopisa
Szopienicka hala, w której swoje futsalowe mecze rozgrywa ekstraklasowy AZS UŚ Katowice, należy do moich najbardziej ulubionych obiektów związanych z polskim futsalem. I tylko mogę żałować, że jest niedoceniana przy organizacji meczów międzypaństwowych. Kiedy w 2009 roku polska reprezentacja grała w niej z Włochami, ulegając po zaciętej walce 2:3 utytułowanemu rywalowi, ówczesny, nowy trener Włochów Roberto Menichelli bardzo ją komplementował. Obecnie w telewizyjnej erze ekstraklasowego futsalu jak najbardziej spełnia wysokie wymagania realizacji przekazu TV. Powinna być wcale nie wygórowanym wzorem dla klubów futsalowej ekstraklasy w dążeniu do występowania na tak funkcjonalnym obiekcie w swojej miejscowości. Problem hal jawi się bowiem jako szczególnie ważny dla Spółki FE w aspekcie telewizyjnych zakusów na poważnego nadawcę.
Miło jest po latach przyjeżdżać w miejsca, które od lat są z polskim futsalem związane i widzieć na meczach ludzi, którzy dyscyplinę mają na co dzień w sportowym sercu. Takim regionem jest niewątpliwie Śląsk, a miejscem Katowice, gdzie przez wiele lat znajdowała się centrala polskiego futsalu. Gdzie rodziły się i skupiały pomysły na piłkę halową. Tak było i podczas meczu AZS UŚ z Gattą. Na widowni zebrało się dość spore grono niegdysiejszych graczy, trenerów, działaczy. Osobiście niezwykle uradowało mnie spotkanie z Krystianem Brzenkiem – nieco już dzisiaj zapomnianym golkiperem, a kiedyś podstawą i podporą naszej reprezentacji. Pamiętam wygrany mecz z Holandią w Suwałkach w 2006 roku, kiedy Krystian strzelił bezpośrednio gola przeciwnikowi, będąc - tym samym - niejako prekursorem obecnych wyczynów strzeleckich futsalowych bramkarzy. Ale jeszcze bardziej utkwiła mi w pamięci jego gra w reprezentacji oraz chorzowskim Cleareksie z dłonią poskręcaną śrubami po kontuzji. Jak on wtedy fenomenalnie bronił, jaką niesamowita prezentował formę... Wspominając w rozmowie tamte czasy, patrząc na mecz AZS-u z Gattą podzielił się Krystian taką oto refleksją – „Starzeje nam się ta liga. Młodych jakoś nie przybywa. Nie przybywa planowo z zaciągu stricte futsalowego lecz przeważnie po rezygnacji z występów na trawiastym boisku”. I rzeczywiście – pomyślałem – jest to jakiś problem polskiego futsalu, który kluby ligowe powinny mieć mocno na uwadze. Tym bardziej, że w młodzieżowych mistrzostwach Polski wiele teamów jest tworzonych ad hoc, typowo na daną imprezę.
A tak na marginesie, ciekaw jestem, czy prowadzący rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi robili analizy wiekowe występujących w drużynach zawodników na przestrzeni chociażby czterolecia.
Jeżdżąc po Polsce i obserwując futsalowe zmagania, rozmawiając z działaczami, trenerami, kibicami, zawodnikami wyczuwam zderzanie się dwóch filozofii działania, czy rozwoju futsalu. Jedna to kanon ciężkiej pracy. Druga stawia na filozofię wizji. Nie jestem upoważniony do oceniania poszczególnych środowisk oraz ich wyborów, ale nikt nie może mi zabronić oceny całościowej. I w tym kontekście optuję za filozofią ciężkiej pracy kosztem owej - artykułowanej często enigmatycznie - wielkiej wizji.
Jak popracujemy wspólnie oraz w porozumieniu na rzecz rozwoju futsalu, to owa wizja sama zmaterializuje się po ciężkiej pracy. Bez potrzeby magicznych czynów i przy unikaniu zbędnych słów. Tak dzieje się – choćby – z młodzieżową pracą dla futsalu w Bochni, albo kobiecym futsalem na Mazowszu, czy seniorskim działaniem w niedużych Pniewach. I jeszcze - po drobnym wahaniu - wspomnę o postępie w pracy sędziów. Naprawdę – proszę mi wierzyć – a wiem co piszę, porównując obecny ich poziom z początkiem XXI wieku: nie ma się czego wstydzić.
Wspomniałem wcześniej o Krystianie Brzenku, więc nie bez powodu pociągnę bramkarski futsalowy temat. O tym, że w futsalu bramkarz może wygrać jak i przegrać mecz, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Podobnie jak o prawdzie, że to Chińczycy wynaleźli proch wiele wieków temu. Podobną rolę jak w futsalu pełni jeszcze bramkarz – moim zdaniem – w hokeju. Obu dyscyplinom daję skuteczność gry bramkarza do wygrania meczu na przedział 60-70 procent. Tak składa się, że polski futsal obfitował i obfituje w dobrej klasy futsalowych golkiperów. Wspomniałem już o Brzenku, a do plejady znakomitych strażników futsalowej świątyni dołączę jeszcze, Dulębę, Skorupskiego, Nawrata, Ulfika, Groszaka, Słowińskiego i wreszcie Kałużę. Liczę, że z czasem dojdą do tych znakomitości kolejni, mniej na tę chwilę znani. Czekamy.
Nie jest rolą felietonisty opisywać rozgrywki ligowe w kontekście sprawozdań meczowych. Ale nic nie stoi na przeszkodzie bym mógł przedstawić swoje preferencje w gronie zespołów pierwszoligowych typowanych do awansu ekstraklasowego. Co prawda do końca rozgrywek pozostało jeszcze kilka meczów i wiele może zdarzyć się. Niemniej, nie bacząc na to, najpewniej chciałbym w przyszłym sezonie zobaczyć w ekstraklasie teamy z Jelcza-Laskowic oraz Chojnic. Nie znam na tyle ich potencjału organizacyjno-sportowego, by traktować swoje przewidywania jako pewnik, lecz typując kieruję się opcją poszerzenia geograficznego lokowania drużyn ekstraklasy. Dolny Śląsk po erupcji głogowskiego futsalu nie ma przedstawiciela w tych rozgrywkach. A przydałoby się dopełnić zachodnią flankę polskiego futsalu. Natomiast Chojnice bardziej doceniam za tradycje futsalowe oraz zaangażowanie środowiska, władz miejskich nie wykluczając. No i jest tam trener Bianga, któremu należy się choćby taka nagroda po wymiksowaniu (się) z reprezentacji.
Andrzej Hendrzak
A tak na marginesie, ciekaw jestem, czy prowadzący rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi robili analizy wiekowe występujących w drużynach zawodników na przestrzeni chociażby czterolecia.
Jeżdżąc po Polsce i obserwując futsalowe zmagania, rozmawiając z działaczami, trenerami, kibicami, zawodnikami wyczuwam zderzanie się dwóch filozofii działania, czy rozwoju futsalu. Jedna to kanon ciężkiej pracy. Druga stawia na filozofię wizji. Nie jestem upoważniony do oceniania poszczególnych środowisk oraz ich wyborów, ale nikt nie może mi zabronić oceny całościowej. I w tym kontekście optuję za filozofią ciężkiej pracy kosztem owej - artykułowanej często enigmatycznie - wielkiej wizji.
Jak popracujemy wspólnie oraz w porozumieniu na rzecz rozwoju futsalu, to owa wizja sama zmaterializuje się po ciężkiej pracy. Bez potrzeby magicznych czynów i przy unikaniu zbędnych słów. Tak dzieje się – choćby – z młodzieżową pracą dla futsalu w Bochni, albo kobiecym futsalem na Mazowszu, czy seniorskim działaniem w niedużych Pniewach. I jeszcze - po drobnym wahaniu - wspomnę o postępie w pracy sędziów. Naprawdę – proszę mi wierzyć – a wiem co piszę, porównując obecny ich poziom z początkiem XXI wieku: nie ma się czego wstydzić.
Nie jest rolą felietonisty opisywać rozgrywki ligowe w kontekście sprawozdań meczowych. Ale nic nie stoi na przeszkodzie bym mógł przedstawić swoje preferencje w gronie zespołów pierwszoligowych typowanych do awansu ekstraklasowego. Co prawda do końca rozgrywek pozostało jeszcze kilka meczów i wiele może zdarzyć się. Niemniej, nie bacząc na to, najpewniej chciałbym w przyszłym sezonie zobaczyć w ekstraklasie teamy z Jelcza-Laskowic oraz Chojnic. Nie znam na tyle ich potencjału organizacyjno-sportowego, by traktować swoje przewidywania jako pewnik, lecz typując kieruję się opcją poszerzenia geograficznego lokowania drużyn ekstraklasy. Dolny Śląsk po erupcji głogowskiego futsalu nie ma przedstawiciela w tych rozgrywkach. A przydałoby się dopełnić zachodnią flankę polskiego futsalu. Natomiast Chojnice bardziej doceniam za tradycje futsalowe oraz zaangażowanie środowiska, władz miejskich nie wykluczając. No i jest tam trener Bianga, któremu należy się choćby taka nagroda po wymiksowaniu (się) z reprezentacji.
Andrzej Hendrzak