Z notatnika dziejopisa
Felieton jest niejednokrotnie trudną sztuką tolerancji. Na ulicach w momencie, gdy piszę te słowa jest więcej śniegu – przynajmniej w Warszawie – niż na Boże Narodzenie. I jak nie zazdrościć reprezentacji futsalu, która spędzi Wielkanocny czas w Brazylii? Raczej zimy tam nie zobaczy. Ale liczę, że nadchodząca Wielkanoc wyzwoli z pomocą słońca i w futsalowym gronie radość i optymizm. A może nawet podeprą ów świąteczny czas dobrymi wynikami uzyskanymi za Atlantykiem polscy futsaliści.
Jak już jestem przy Brazylii, to nie od rzeczy będzie napisać, że stan Parana, którego stolicą jest Kurytyba, jawi się jako główne skupisko polskiej emigracji do Brazylii od XIX do XX wieku. Emigracji zarobkowej, za chlebem. Według statystyk niemal co dziesiąty mieszkaniec tego stanu jest pochodzenia polskiego. O futsalu w Kurytybie miałem okazję rozmawiać już lat temu wiele (co wynika z moich zapisków) z obecnym prezesem PZPN, a kilka lat po nim z jednym z sekretarzy generalnych PZPN. Panu Bońkowi, gdzieś tak na przełomie wieków, opowiadałem, jak może być silna reprezentacja Polski w futsalu, gdyby sprowadziło się do kraju potomków polskich emigrantów, kopiących piłkę na plażach i w halach Brazylii.
Oczywiście była to rozmowa niezobowiązująca – raczej jako ciekawostka - chociaż pan Boniek był wówczas wiceprezesem PZPN. Kilka lat później ten sam temat poruszyłem z sekretarzem Kręciną, a było to już po doświadczeniach z praprawnukiem polskich emigrantów do Brazylii, Cleversonem Pelcem. To były już sensowniejsze merytorycznie rozmowy, lecz i one spaliły na panewce. Być może teraz jakiś „Polak brazylijski” przypomni sobie o ojczyźnie przodków i zawita z futsalową grą do „Starego Kraju”. Przynajmniej ja nie mam nic przeciw takim eksperymentom.
Czytając powyższy tekst złapałem się na myśli, jak dobrze jest mieć zapiski różnorakie. Słowo daję, gdyby nie one zapomniałbym o tych moich rozmowach. A notowania nauczyłem się od Chińczyków. Często mając w dawnych latach z nimi kontakt zauważyłem, iż podczas każdej rozmowy prowadzą zapiski, więc i ja począłem utrwalać treści. W zasadności tego, co robię, umocnili mnie kilka lat później Andrzej Strejlau oraz Henryk Kasperczak, kiedy podczas jakichś spotkań w Polsce z kibicami opowiadali o swoich sportowych przygodach w „Kraju Środka”. Między innymi zwracali uwagę na prowadzenie przez Chińczyków ciągłych notatek z ich metod treningowych, czy odpraw.
Dlatego polecam szczerze tę formę archiwizacji. Całkiem legalną i niezbyt ciężką do realizacji, a niezwykle przydatną.
Niezwykle rzadko mam możliwość zapoznać się z wypowiedziami przewodniczącego Komisji Futsalu, pana Kaźmierczaka. Tym bardziej z zainteresowaniem przeczytałem na portalu Futsal-Polska.pl jego argumenty odnośnie regulaminu, który nie zezwala na awans do I ligi rezerwom drużyn ekstraklasy. Podpisuję się pod tym obiema rękami. W PZPN o miejscu występowania rezerw klubowych jasno mówi regulamin związkowy i nie widzę powodów, by go dla futsalu naginać. Nawet przy całym moim szacunku do pracy wykonywanej dla futsalu przez klub Rekord, to inni mają równać do Rekordu i podnosić poziom sportowy swoich pierwszych zespołów do występów w I lidze.
Przy obecnej sytuacji, gdzie Rekord organizacyjnie oraz sportowo odjechał reszcie polskiego klubowego futsalu niemal o lata świetlne, jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, że za lata kilka w I lidze mogłyby być oprócz Rekordu bis jeszcze jakieś inne zespoły filialne bielskiego futsalowego mocarza, oparte na jego wychowankach. A nie o to przecież chodzi, by jedno środowisko, które nota bene podziwiam, zawładnęło polskim futsalem.
Gdy już wymieniłem pana przewodniczącego, to zaapeluję, by w okresie świątecznym przemyślał, czy nie warto dla związków wojewódzkich albo makroregionów „uwolnić” rozgrywek młodzieżowych mistrzostw Polski. Po co je tak kurczowo trzymać na etapie eliminacji w centralnych rękach?
Pogoń 04 Szczecin zaangażowała na trenera Romana Smirnowa z Ukrainy. Nie byłaby to żadna sensacyjna wiadomość, a jedynie zwyczajny news, gdyby nie fakt, że stanowi to wyłom w polonizacji szkoleniowej ekstraklasy futsalu. Oczywiście jest jeszcze Andrea Bucciol, ale jego przez zasiedzenie uznaję za Polaka.
Trenera Smirnowa znam od wielu lat i cenię jego warsztat. Na pewno jest to dobry ruch Portowców. Ponadto zerwali z nieciekawym zwyczajem grającego trenera, czemu zawsze byłem przeciwny. Inny raczej problem widzę w tym angażu. Polski Związek Piłki Nożnej zorganizował już bodaj trzy kursy trenerskie UEFA Futsal B. Jak wieść niesie będą i następne, ale rzekomo na razie liczba trenerów przeszkolonych futsalowo jest wystarczająca. Chociaż moim zdaniem nie jest tak, że wystarcza. Zawsze kogoś trzeba szkolić lub doszkalać. I klub ze Szczecina tak jakoś niechcący przy okazji potwierdził moją tezę. Rozglądnął się za zagraniczniakiem. Gdzie leży więc prawda. W kasie, wiedzy, dyspozycyjności. Fajnie byłoby jakby ktoś odpowiedział.
Chciałem jeszcze kilka zdań napisać o finansach futsalu, ale... może po świętach. W innym nastroju. Zapraszam do stołu i życzę Wesołych Świąt!
Andrzej Hendrzak
Jak już jestem przy Brazylii, to nie od rzeczy będzie napisać, że stan Parana, którego stolicą jest Kurytyba, jawi się jako główne skupisko polskiej emigracji do Brazylii od XIX do XX wieku. Emigracji zarobkowej, za chlebem. Według statystyk niemal co dziesiąty mieszkaniec tego stanu jest pochodzenia polskiego. O futsalu w Kurytybie miałem okazję rozmawiać już lat temu wiele (co wynika z moich zapisków) z obecnym prezesem PZPN, a kilka lat po nim z jednym z sekretarzy generalnych PZPN. Panu Bońkowi, gdzieś tak na przełomie wieków, opowiadałem, jak może być silna reprezentacja Polski w futsalu, gdyby sprowadziło się do kraju potomków polskich emigrantów, kopiących piłkę na plażach i w halach Brazylii.
Oczywiście była to rozmowa niezobowiązująca – raczej jako ciekawostka - chociaż pan Boniek był wówczas wiceprezesem PZPN. Kilka lat później ten sam temat poruszyłem z sekretarzem Kręciną, a było to już po doświadczeniach z praprawnukiem polskich emigrantów do Brazylii, Cleversonem Pelcem. To były już sensowniejsze merytorycznie rozmowy, lecz i one spaliły na panewce. Być może teraz jakiś „Polak brazylijski” przypomni sobie o ojczyźnie przodków i zawita z futsalową grą do „Starego Kraju”. Przynajmniej ja nie mam nic przeciw takim eksperymentom.
Dlatego polecam szczerze tę formę archiwizacji. Całkiem legalną i niezbyt ciężką do realizacji, a niezwykle przydatną.
Niezwykle rzadko mam możliwość zapoznać się z wypowiedziami przewodniczącego Komisji Futsalu, pana Kaźmierczaka. Tym bardziej z zainteresowaniem przeczytałem na portalu Futsal-Polska.pl jego argumenty odnośnie regulaminu, który nie zezwala na awans do I ligi rezerwom drużyn ekstraklasy. Podpisuję się pod tym obiema rękami. W PZPN o miejscu występowania rezerw klubowych jasno mówi regulamin związkowy i nie widzę powodów, by go dla futsalu naginać. Nawet przy całym moim szacunku do pracy wykonywanej dla futsalu przez klub Rekord, to inni mają równać do Rekordu i podnosić poziom sportowy swoich pierwszych zespołów do występów w I lidze.
Przy obecnej sytuacji, gdzie Rekord organizacyjnie oraz sportowo odjechał reszcie polskiego klubowego futsalu niemal o lata świetlne, jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, że za lata kilka w I lidze mogłyby być oprócz Rekordu bis jeszcze jakieś inne zespoły filialne bielskiego futsalowego mocarza, oparte na jego wychowankach. A nie o to przecież chodzi, by jedno środowisko, które nota bene podziwiam, zawładnęło polskim futsalem.
Gdy już wymieniłem pana przewodniczącego, to zaapeluję, by w okresie świątecznym przemyślał, czy nie warto dla związków wojewódzkich albo makroregionów „uwolnić” rozgrywek młodzieżowych mistrzostw Polski. Po co je tak kurczowo trzymać na etapie eliminacji w centralnych rękach?
Trenera Smirnowa znam od wielu lat i cenię jego warsztat. Na pewno jest to dobry ruch Portowców. Ponadto zerwali z nieciekawym zwyczajem grającego trenera, czemu zawsze byłem przeciwny. Inny raczej problem widzę w tym angażu. Polski Związek Piłki Nożnej zorganizował już bodaj trzy kursy trenerskie UEFA Futsal B. Jak wieść niesie będą i następne, ale rzekomo na razie liczba trenerów przeszkolonych futsalowo jest wystarczająca. Chociaż moim zdaniem nie jest tak, że wystarcza. Zawsze kogoś trzeba szkolić lub doszkalać. I klub ze Szczecina tak jakoś niechcący przy okazji potwierdził moją tezę. Rozglądnął się za zagraniczniakiem. Gdzie leży więc prawda. W kasie, wiedzy, dyspozycyjności. Fajnie byłoby jakby ktoś odpowiedział.
Chciałem jeszcze kilka zdań napisać o finansach futsalu, ale... może po świętach. W innym nastroju. Zapraszam do stołu i życzę Wesołych Świąt!
Andrzej Hendrzak