Z notatnika dziejopisa
Cieniem rzuciły się na polską piłkę niedawne ekscesy kibiców związane z finałową kolejką rozgrywek polskiej ekstraklasy piłki trawiastej. I to w czasie, gdy zbliża się rosyjski mundial, na który po dwunastu latach przerwy udaje się nasza reprezentacja. Problem z kibicami jest od dawna i – być może – wreszcie ktoś obudzi się i przestanie udawać, że nic aż tak złego nie dzieje się. Na szczęście kibicowskie zawieruchy nie dotarły jeszcze do futsalu. I przynajmniej w tym mała piłka jest lepsza od tej dużej. Jak wszechświat, niemal wszystko ma jednak swój początek oraz koniec. Dlatego nie możemy mieć pewności, że to „szczęście” nie zawita kiedyś i do hal.
Trudno ad hoc oceniać, kiedy i jak połączone siły państwa, polskiej piłki zdołają okiełznać, niejednokrotnie spychany na bok, problem. Chociaż raczej trudno o inne wyjście niż zaprowadzenie porządku na stadionach. Nie chcę zabawiać się w Pytię, niemniej nie jestem pewien, czy niektóre wypowiedzi padające z ust ważnych polityków, czy działaczy piłkarskich, nie były wodą na młyn dla ekstremalnych grup kibiców. A mam na myśli teorie o ustalaniu ze strażą pożarną, na jakich zasadach race można na stadionach odpalać. Czy też określanie, że kibice, jak wszyscy obywatele, mają prawo do swoich poglądów i w ramach wolności mogą je wyrażać także na stadionie.
Rzucając takie słowa nie zdawały sobie pewnie owe osoby sprawy, że myśl ulatuje ptakiem, a powraca wołem. Dlatego, aż skręcam się z ciekawości, co władza wspólnie z piłkarskim związkiem zrobi, by chuligańskie ekscesy ze stadionów stały się wyłącznie wspomnieniem. Mimo wszystko nie liczyłbym jednak na odwzorowanie działań brytyjskiej premier Thatcher sprzed lat.
Jako felietonistę, z wyników sportowych sezonu futsalowego 2017/2018 przed jego podsumowaniem, najbardziej z wielu niewiadomych intryguje mnie wynik barażowych meczów pomiędzy Gwiazdą Ruda Śląska a dziesiątym zespołem ekstraklasowym. I kto będzie tym „dziesiątym”. Rozumiem fanów klubów, że liczy się dla nich także medal, czy lokata zespołu, z którym sympatyzują. Podobnie ważne to jest dla zawodników trenerów – premie, czy działaczy – promocja wobec sponsorów. Ale tak naprawdę po latach pamiętamy mistrza, ewentualnie jeszcze tych co zostali zdegradowani. I to nie jest tylko przypadłość futsalowa, lecz całego sportu.
Ładnie to ujmują Amerykanie, którzy nie zajmują się medalami innego kruszcu niż ze złota. Hasło „Ameryka first” prezydenta Trumpa nie wynikło z niczego. Tam zawsze najważniejsze jest zwycięstwo. Lokata pierwsza, najlepsza. Wraz z dojrzałością sportową, a również i wiekową zauważyłem, że ideały barona Coubertina - twórcy nowożytnych Igrzysk Olimpijskich, mówiące iż najważniejszy jest udział, bezpowrotnie odeszły do lamusa historii. Chociaż w polskiej piłce z futsalem włącznie cieszymy się z zakwalifikowania do jakiegoś, jakichś finałów. Dla nas, to jest aż tyle. Dla innych – tylko tyle.
Polski futsal dojrzewa. Dojrzewa sportowo, czego doświadczyliśmy poprzez udział reprezentacji w finałach mistrzostw Europy Anno Domini 2018. Dojrzewa klubowo, czego doświadczamy od dwóch sezonów spoglądając na Rekord Bielsko Biała. Ale dojrzewa też mentalnie w głowach działaczy. Nie łykną już oni byle jakiej gadki ze strony jaśnie panującej związkowej Komisji. Nie łykną bezrefleksyjnie zapewnień prezesów związkowych o ich przyjaznym stosunku do futsalu. Nie łykną bezwolnie decyzji władz Spółki FE. Nie przyjmą bez zastrzeżeń tłumaczeń trenerów oraz zawodników odnoszących się do słabszych występów. I to jest ta wartość dodana tworząca się gdzieś tam w sportowej, wynikowej otulinie naszego futsalu.
Nie ma się więc co obrażać na krytyczne głosy. Głosy inne niż obowiązujące w trendzie, nie wiadomo zresztą na jakiej zasadzie tworzonym. A ponadto, kto ma ów trend ustalać, gdy roszady we wszelakich władzach futsalu dokonują się nad wyraz często. Radujmy się więc opisanym dojrzewaniem. I niech ono trwa, sięgając po kolejne grupy polskiej małej piłeczki.
Rozkochana w futsalu Lubawa nie sprostała w dwumeczu barażowym Gwieździe z Rudy Śląskiej i kolejny sezon spędzi w I lidze. Nabyła jednak pewnych doświadczeń, które powinny być zaaplikowane na nowy sezon, kiedy należy popróbować bezpośredniego awansu z pierwszego miejsca. Przykład białostockiego MOKS-u, który też nie od razu wszedł na salony jest do powtórzenia. Tego życzę za rok. Ale o czym innym chciałem kilka zdań wrzucić w kontekście Lubawy. Sebastian Grubalski był z kadrą w Brazylii. Ze słów selekcjonera Korczyńskiego – o ile nie dosłownie, ale na pewno pomiędzy wierszami tak – wyczytałem, że jest to przyszłościowy zawodnik i wart zainteresowania w orbicie reprezentacyjnej. Niemniej, dopadła – przynajmniej mnie - wątpliwość, czy I liga na dłuższą metę jest dobrym polem treningowym, rywalizacyjnym dla reprezentanta kraju.
Co prawda, Sebastian Wojciechowski sprawdził się jako reprezentant, będąc pierwszoligowcem, lecz nie każdy przypadek jest jednakowy. Znając niesztampowe podejście selekcjonera do powołań, zarządzania kadrą, jestem w staniem uwierzyć, że i kolejny pierwszoligowiec nie będzie przez to odrzucony. Jednak – o ile mogę coś jako felietonista doradzać – to rzekłbym, iż w ekstraklasie jest większa szansa na sportowy rozwój. Jak mówił Niccolo Machiavelli – jedna zmiana przygotowuje drugą. O ile tą pierwszą było powołanie do reprezentacji, to teraz czas na drugą. Zainwestowanie w rozwój.
Patrzę na tabelę ekstraklasy i oczom nie wierzę. Pogoń 04 blisko baraży. Kiedy powstawał przed laty szczeciński klub, niemal całą Polskę zachwycał jego rozmach działania. Wówczas to o Pogoni mówiło się jako o klubie, który może stać się wizytówką polskiego futsalu, następcą Cleareksu na arenie międzynarodowej. Jeszcze nikt – no może oprócz pana Szymury – nie myślał, iż berło przejmie Rekord. Nie minęła dekada, a nawet tylko jej połowa i Pogoń 04 znajduje się przed finałową kolejką ekstraklasy na łasce białostockiego beniaminka. Ale nam porobiło się. Jakoś tak nieciekawie – zacytuję słowa z rewelacyjnej polskiej trylogii komediowej o podlaskiej proweniencji w reżyserii Jacka Bromskiego.
No rzeczywiście porobiło się. Klub, w którym swoją futsalową karierę rozpoczynał obecny prezes Spółki FE, klub wydający trenera reprezentacji młodzieżowej, klub, przez który przewinęło się wielu reprezentantów kraju, walczy o prolongatę ekstraklasowego bytu na sezon przyszły. Niestety, taki jest sport. Czasami łaskawy. Czasami brutalny.
Andrzej Hendrzak
Rzucając takie słowa nie zdawały sobie pewnie owe osoby sprawy, że myśl ulatuje ptakiem, a powraca wołem. Dlatego, aż skręcam się z ciekawości, co władza wspólnie z piłkarskim związkiem zrobi, by chuligańskie ekscesy ze stadionów stały się wyłącznie wspomnieniem. Mimo wszystko nie liczyłbym jednak na odwzorowanie działań brytyjskiej premier Thatcher sprzed lat.
Jako felietonistę, z wyników sportowych sezonu futsalowego 2017/2018 przed jego podsumowaniem, najbardziej z wielu niewiadomych intryguje mnie wynik barażowych meczów pomiędzy Gwiazdą Ruda Śląska a dziesiątym zespołem ekstraklasowym. I kto będzie tym „dziesiątym”. Rozumiem fanów klubów, że liczy się dla nich także medal, czy lokata zespołu, z którym sympatyzują. Podobnie ważne to jest dla zawodników trenerów – premie, czy działaczy – promocja wobec sponsorów. Ale tak naprawdę po latach pamiętamy mistrza, ewentualnie jeszcze tych co zostali zdegradowani. I to nie jest tylko przypadłość futsalowa, lecz całego sportu.
Ładnie to ujmują Amerykanie, którzy nie zajmują się medalami innego kruszcu niż ze złota. Hasło „Ameryka first” prezydenta Trumpa nie wynikło z niczego. Tam zawsze najważniejsze jest zwycięstwo. Lokata pierwsza, najlepsza. Wraz z dojrzałością sportową, a również i wiekową zauważyłem, że ideały barona Coubertina - twórcy nowożytnych Igrzysk Olimpijskich, mówiące iż najważniejszy jest udział, bezpowrotnie odeszły do lamusa historii. Chociaż w polskiej piłce z futsalem włącznie cieszymy się z zakwalifikowania do jakiegoś, jakichś finałów. Dla nas, to jest aż tyle. Dla innych – tylko tyle.
Polski futsal dojrzewa. Dojrzewa sportowo, czego doświadczyliśmy poprzez udział reprezentacji w finałach mistrzostw Europy Anno Domini 2018. Dojrzewa klubowo, czego doświadczamy od dwóch sezonów spoglądając na Rekord Bielsko Biała. Ale dojrzewa też mentalnie w głowach działaczy. Nie łykną już oni byle jakiej gadki ze strony jaśnie panującej związkowej Komisji. Nie łykną bezrefleksyjnie zapewnień prezesów związkowych o ich przyjaznym stosunku do futsalu. Nie łykną bezwolnie decyzji władz Spółki FE. Nie przyjmą bez zastrzeżeń tłumaczeń trenerów oraz zawodników odnoszących się do słabszych występów. I to jest ta wartość dodana tworząca się gdzieś tam w sportowej, wynikowej otulinie naszego futsalu.
Nie ma się więc co obrażać na krytyczne głosy. Głosy inne niż obowiązujące w trendzie, nie wiadomo zresztą na jakiej zasadzie tworzonym. A ponadto, kto ma ów trend ustalać, gdy roszady we wszelakich władzach futsalu dokonują się nad wyraz często. Radujmy się więc opisanym dojrzewaniem. I niech ono trwa, sięgając po kolejne grupy polskiej małej piłeczki.
Co prawda, Sebastian Wojciechowski sprawdził się jako reprezentant, będąc pierwszoligowcem, lecz nie każdy przypadek jest jednakowy. Znając niesztampowe podejście selekcjonera do powołań, zarządzania kadrą, jestem w staniem uwierzyć, że i kolejny pierwszoligowiec nie będzie przez to odrzucony. Jednak – o ile mogę coś jako felietonista doradzać – to rzekłbym, iż w ekstraklasie jest większa szansa na sportowy rozwój. Jak mówił Niccolo Machiavelli – jedna zmiana przygotowuje drugą. O ile tą pierwszą było powołanie do reprezentacji, to teraz czas na drugą. Zainwestowanie w rozwój.
Patrzę na tabelę ekstraklasy i oczom nie wierzę. Pogoń 04 blisko baraży. Kiedy powstawał przed laty szczeciński klub, niemal całą Polskę zachwycał jego rozmach działania. Wówczas to o Pogoni mówiło się jako o klubie, który może stać się wizytówką polskiego futsalu, następcą Cleareksu na arenie międzynarodowej. Jeszcze nikt – no może oprócz pana Szymury – nie myślał, iż berło przejmie Rekord. Nie minęła dekada, a nawet tylko jej połowa i Pogoń 04 znajduje się przed finałową kolejką ekstraklasy na łasce białostockiego beniaminka. Ale nam porobiło się. Jakoś tak nieciekawie – zacytuję słowa z rewelacyjnej polskiej trylogii komediowej o podlaskiej proweniencji w reżyserii Jacka Bromskiego.
No rzeczywiście porobiło się. Klub, w którym swoją futsalową karierę rozpoczynał obecny prezes Spółki FE, klub wydający trenera reprezentacji młodzieżowej, klub, przez który przewinęło się wielu reprezentantów kraju, walczy o prolongatę ekstraklasowego bytu na sezon przyszły. Niestety, taki jest sport. Czasami łaskawy. Czasami brutalny.
Andrzej Hendrzak