Synoradzki: Hamulcowymi futsalu są prezesi fot. (olo) / chojnice.com

Synoradzki: Hamulcowymi futsalu są prezesi

Rok mnie nie było, a dżuma nadal się rozprzestrzenia... Piszę ostatnio rzadko (a raz na jakieś 12 miesięcy, lenistwo mnie ogarnęło), ale zawsze solidnie się przygotowuję do tematu. Po obrażeniu przeze mnie zawodników, potem trenerów, teraz nadchodzi czas działaczy, a ściślej prezesów. Tzn. obrażeniu się na mnie, bo taka jest często reakcja na moje felietony. No ale mieszkam daleko na północy, na wsi i generalnie mam to gdzieś, co kto myśli o mnie. Jestem narcyzem, zakochanym głęboko w sobie, i lubię się śmiać z frustratów, którzy nie mają w domu lustra.

Dobra, teraz do meritum - wykonałem mnóstwo telefonów, wysłałem wiele maili i wiadomości w Messengerze, po to, aby zasięgnąć opinii trenerów (całej ekstraklasy i czołówki I ligi) w temacie systemu rozgrywek, bo coś mi tutaj jest "nie halo". Rozmawiając przez ostatnie lata w środowisku, wyczuwam mocny dysonans pomiędzy włodarzami klubów a trenerami i zawodnikami. No to przyszedł czas, aby rzucić karty na stół i powiedzieć "sprawdzam". Generalnie w Polsce sytuacja jest taka, że "prezesy" mają w dupie trenerów i ich zdanie. Tak naprawdę trener to jest zło konieczne, bo musi być ktoś z licencją, kto usiądzie na ławce. Bo przecież prezes zna się najlepiej, a tylko brak cennego czasu nie pozwala skończyć kursu trenerskiego. No i w takiej sytuacji prezes musi zatrudnić jakiegoś trenera, bo takie są wymogi licencji PZPN.

Są przez to same kłopoty, bo często trzeba wzywać trenera na rozmowę i tłumaczyć mu proste rzeczy: czy kto ma grać, jak ma grać, bo trener to dupa wołowa i się nie zna przecież. Swego czasu jedynie Zdzisław Wolny miał jaja, otwarcie nominował się menedżerem i zarządzał drużyną z ławki, a trener był od prowadzenia treningów, zresztą sama nazwa to wskazuje, prawda? Inne "prezesy" sterują drużynami zza kulis. Nie piszę, że jest tak w każdym klubie, ale to są znane historie w światku futsalu.

Błażej Korczyński świetnie to podsumował w rozmowie ze mną. - Jeśli chodzi o prezesów, to ja często powtarzam, że jest to gra komputerowa "Football Manager" na żywo. W futsalu można się bawić w menedżera za stosunkowo małe pieniądze, w piłkę halową możesz bawić się za 200 tys, zł, a nie jak w siatkówce czy dużej piłce, za dwa miliony. Zdanie trenera nie liczy się, rządzą prezesi, którzy dokonują transferów, kupują i sprzedają zawodników, ustalają składy i kto ma grać - mówił.

Do napisania tego felietonu zainspirował mnie Klaudiusz Hirsch, który ponownie poruszył temat play off. - Szkoda, że ten mecz tak naprawdę był o nic, ale taki mamy system rozgrywek. Ten klimat piknikowy udzielił się nie tylko zawodnikom, ale też innym osobom przebywającym na parkiecie - oceniał Klaudiusz Hirsch.

– Ja będę cały czas apelował o jak najszybszy wprowadzenie play-off, bo tylko taki system może podnieść poziom rozgrywek, poprzez rywalizację i tym samym wypromować tę dyscyplinę w kraju i mediach.  Mam nadzieję, że władze ekstraklasy wezmą pod uwagę również głos trenerów i wspólnie opracujemy system, który będzie pchał tę dyscyplinę do góry, bo inaczej zakopiemy się w tym marazmie. Najlepsze ligi futsalowe grają play-off, zresztą wszystkie sporty halowe mają właśnie taki system rozgrywek – podkreślał szkoleniowiec Piasta.

Mój krótki komentarz z Facebooka do powyższej wypowiedzi: "Prezesy" nie chcą play off, bo koszta, bo czasem w tygodniu trzeba jechać, bo bo bo milion innych wymówek. Każdy patrzy tylko na swój ogródek, w którym śmierdzi i jest przaśnie. A liga z każdym rokiem coraz słabsza, powtórzę to po raz setny - Rekord Mistrzem przez najbliższe 10 lat. Żal wracać do takiej ligi, która jest słaba, kluby co roku padają, a tu się jeszcze zwiększa ilość drużyn do 14. Po co, żeby rozegrać cztery sparringi więcej? Dziękuję, dobranoc".

Obecny system rozgrywek kompletnie nic nie zmienił, zarówno po 22. jak i po 27. kolejce te same zespoły zdobyły medale i te same zespoły spadły, rok temu było niemal identycznie. Czyli zespoły rozegrały pięć dodatkowych, kompletnie niepotrzebnych kolejek, pięć sparringów w chwili, gdzie na całym świecie kończy się niezwykle emocjonująca runda play off, którą oglądają dziesiątki tysięcy kibiców.

Powieta "ten Senoracki g... się zna, tylko się wymądrza". Tak, bo to ja pozjadałem wszystkie rozumy, a wy nie. To ja jestem ten mądry, który uczy się od jeszcze mądrzejszych, który potrafi wyciągać wnioski z obserwacji dużo lepszych lig zagranicznych, który nie zadowala się siedzeniem na krześle z trzema nogami na własnym ubłoconym podwórku. To ja zjadam stek Ribeye z Wagyu, kiedy wy rozkoszujecie się gorącymi kasztanami z kartoflami prosto z wiadra.

Polski futsal zmierza ku przepaści, bo rządzą nim po prostu niemądrzy ludzie. Nikt nie patrzy na dobro dyscypliny, tylko na to, co się opłaca w danym klubie. PZPN to już jest dramat, futsal nie jest nawet piątym kołem u wozu. Frekwencja spada z roku na rok, coraz mniej kibiców przychodzi na mecze. Nie piszę tutaj o AZS-ach, bo to nie czas znęcać się nad nimi, ale o klubach, które kiedyś zapełniały hale. Liga jest nudna, bez emocji, bez ekscytacji. Przejrzałem skróty z ostatnich kolejek - liczba kibiców to dramat. Jak odliczymy rodziny zawodników i ochroniarzy, to na mecze przychodzi dwóch pijanych, co pomyliło drogę do monopolowego oraz zdechły pies. W ostatnim czasie jedynie Rekord chyba poprawił frekwencję, brawo za 1,5 tys. osób na ostatnim meczu w dużej hali w Bielsku-Białej, ale to jest ściśle związane z osiągniętymi sukcesami. Jeśli byśmy policzyli średnią frekwencję na meczu ligowym, to nie wyjdzie więcej niż sto osób na pojedyncze spotkanie (jeśli akurat Red Dragons grają na wyjeździe), czyli poziom mniej więcej ligi okręgowej i A klasy. Naprawdę śmiechu warte. Dla kogo ta liga gra? Odpowiem. Dla samozadowolenia prezesów klubów i członków Komisji Futsalu. Jak ktoś się zapyta w centrali PZPN, kto jest liderem tabeli futsalowej ekstraklasy, to doczekamy się odpowiedzi w czasie, w którym zapytana osoba wejdzie na 90minut.pl i sprawdzi, co tam słychać w piłce halowej. Albo odpowiedź będzie jeszcze prostsza: "nie obchodzi mnie to zbytnio", czy też kurtuazyjne: "przepraszam, nie mam czasu teraz rozmawiać".

Za rok liga ma liczyć 14 drużyn. Po co? Żeby było trudniej spaść, tak podchodzą do tego "prezesy". A spadek to nie wyrok. Dwa razy spadałem z Red Devils do I ligi w ciągu dwunastu sezonów egzystencji w polskim futsalu. Za każdym razem wracaliśmy silniejsi, podbudowani dobrym sezonem na niższym szczeblu. To jest sport, a sport to sukcesy i porażki. Może najlepiej zrobimy zamkniętą ligę jak w USA, gdzie nikt nie spada? To dopiero byłyby banany na mordach, można świętować już od pierwszej kolejki, organizować bankiety i ochlaje.  Nie zrozumcie mnie źle, ja bym chciał nawet 16-zespołową ligę, pod warunkiem, że te 16 zespołów to byłyby normalne kluby, ze szkoleniem młodzieży i porządnym zespołem seniorów, a nie chłopcy do bicia.

Rozpytałem w sumie dwudziestu kilku trenerów, z całej ekstraklasy oraz czołowych zespołów I Ligi z obu grup. Trzy osoby niestety nie znalazły czasu na odpowiedź. Za obecnym systemem rozgrywek jest tylko dwóch trenerów, dwóch się wahało (ale w sytuacji zero-jedynkowej bardziej są za play-off), ale aż piętnastu zdecydowanie opowiedziało się za systemem play off. To w jakiej lidze my gramy, kto w niej gra – prezesi, czy trenerzy i zawodnicy? Szkoleniowcy i piłkarze chcą się rozwijać, grać mecze o stawkę, a hamulcowymi futsalu są prezesi, bez wyobraźni i nie potrafiący myśleć o całej dyscyplinie, tylko o swoim własnym ogródku. To jest największy dramat naszego sportu. W kilku wypowiedziach został poruszony temat młodzieży, tu także należałoby się głęboko zastanowić, w jaki sposób kluby zmusić do szkolenia juniorów i wystawiania takich zawodników do gry, bo temat leży odłogiem.

Przeczytaj » Play-offy w ekstraklasie - kto jest za?

W tematyce barażów wypowiedział się Jacek Burglin z AZS UG Gdańsk. - Kto wymyślił takie terminy? My prosto z ostatniego ligowego meczu w Białymstoku gonimy na środowy mecz do Rudy Śląskiej, gdzie zespół pierwszoligowy od kilkunastu dni wypoczywa, przygotowując się na spokojnie do dwumeczu barażowego. My pokopani, z niezaleczonymi kontuzjami, z kilometrami w nogach, gramy praktycznie mecz po meczu, a rywale mają czas na wszystko. Albo jest to celowe działanie, albo totalna bezmyślność - stwierdził.

Reprezentacja Polski – zero promocji. Spójrzmy na ostatnie mecze z Anglią. Te spotkania były transmitowane na żywo w BBC Sport, z zapowiedzią spotkania, z wywiadami w przerwie i po meczu. Reprezentacja Albionu dziesięć lat temu przegrała z Polską u siebie 0:16, dwa lata temu 1:5, a teraz 1:3 i 4:5. Ktoś tu chyba robi postępy, prawda? A jakie korzyści wynikły dla dyscypliny przy okazji występów na futsalowym Euro? Jak wykorzystano ten potencjalny sukces? Chyba nie muszę odpowiadać, każdy widzi jak jest. Kuba Mikulski, ilu przybyło "followersów" po występie polskiej kadry na Euro 2018? Mogę się założyć, że niewielu. Jak długo można olewać takie sprawy? Komisja Futsalu żyje, czy zajmuje się tylko wrzucaniem fotek z losowania beach soccera? Diety wypłacone, zwroty za dojazdy też, można odpoczywać dalej.

Spółka Futsal Ekstraklasa – narasta niezadowolenie klubów, brak sponsora tytularnego, kluby utrzymują całą spółkę na swoich barkach. Ale to wszystko jest pokłosiem braku atrakcyjności ligi. My wszyscy razem jesteśmy odpowiedzialni za to, że mamy po prostu słaby produkt, który trudno "sprzedać". Mi jako pierwszemu zechciało się policzyć, ile osób interesuje się futsalem. W dzisiejszych czasach miarą zainteresowania są "lajki" fanpage’ów na Facebooku. Zresztą skąd indziej czerpać informacje, jak w prasie drukowanej oprócz tabeli w jednym z periodyków nie ma ani słowa o futsalu?

Podliczyłem polubienia stron klubowych na FB oraz oficjalnej strony FE i jedynego aktualizowanego na bieżąco fanpage’a Futsal-Polska (to dopiero doskonale obrazuje o słabości dyscypliny, na całą Polskę tylko jeden portal prowadzony przez jednego człowieka...). Futsal-Polska 6.200 polubień, oficjalna strona ekstraklasy – 7.900 polubień, w 80% są to podwójne "kliki", tak więc załóżmy, że jest to max 10.000 kliknięć. Klubowe fanpage: Rekord 5.400, Gatta 3.400, FC Toruń 4.800. Najwięcej fanów ma beniaminek, Acana Orzeł Jelcz-Laskowice, prawie 10.000. Inne kluby poniżej 5.000. Tutaj wiele polubień się dubluje, tak więc oceniam to w sumie max 20.000 osób. Wiem, że z pokolenia 40+ i 50+ połowa nie korzysta z Facebooka, ale ilu ludzi z tych generacji jest obecnych na trybunach? No dobra, dodałem 30% do ogólnej sumy. Czyli mamy 30 tysięcy osób w 40-milionowej Polsce. I to jest wszystko, co mamy, a zamiast iść do przodu to cały czas "prezesy" pchają nas do tyłu. Zdychamy, wszyscy razem w naszym śmierdzącym bajorze, a świat w tym czasie odjeżdża, maruderzy doganiają. Ale jest tu cieplutko, swojsko, przytulnie... prawda, panowie "prezesy"? Adieu!!!

www.youtube.com/watch?v=mwhX5V1Gn6w