Z notatnika dziejopisa
Lat temu kilka podróżując po Francji, która jest dla mnie wybiórczym kulturowym przewodnikiem po europejskiej cywilizacji, przeczytałem takie oto zdanie o honorze, autorstwa jednego z francuskich poetów czasów Ludwika XIV. Wyczytałem mianowicie, że honor to stroma wyspa bez brzegów na którą nie można wrócić, gdy ją już się opuściło.
Przypomniały mi się te słowa po meczu z Kolumbią na rosyjskich mistrzostwach piłkarskich przegranym z kretesem przez naszą reprezentację. Sprawozdawca telewizyjny mówił, iż został już nam tylko mecz o honor. Jak na poprzednich dwóch mundialach w 2002 oraz 2006 roku. Po nim i tak pojedziemy do domu. Pozwolę nie zgodzić się z tymi słowami. Stracony na tych mistrzostwach honor wyrażony marnym stylem gry w meczach z Senegalem oraz Kolumbią jest nie odzyskania w jednym, nawet najwyżej wygranym meczu z „japońskimi samurajami”. Jest nie odzyskania podczas rosyjskich mistrzostw. Obrazkowo – reklamowy – czarodziejski epos medialny trenera Nawałki, a także jego podopiecznych prysnął na stadionach w Moskwie oraz Kazaniu. A wszelkie dotychczasowe gadania o tym jaką mamy wspaniałą drużynę, to były najzwyklejsze farmazony. I to by było na tyle gwoli mundialowego wstępu po drugim akcie piłkarskiego dramatu „Dziady” – którą to nazwę zaczerpnąłem z okładki „Przeglądu Sportowego”. Tylko kibiców mi żal. I pewnie Grzegorz Lato też nie doczeka się szybko polskiego piłkarza luzującego go na fotelu króla strzelców mundialu piłkarskiego.
Myślę, że jest do doskonała nauczka dla różnych decydentów, iż nie decydują o pozycji dyscypliny najbardziej nawet wymyślne rankingi, lecz postawa na mistrzowskich turniejach. I mam nadzieję, że raz na zawsze odzwyczai się nasza piłka od robienia sobie pijaru, czy marketingu za pomocą rankingów. Rankingi, co najwyżej, są pomocne przy losowaniach turniejowych. Niemniej – co widać po wynikach polskiej reprezentacji w Rosji - niewiele nam pomogły. A może nawet zaszkodziły. W każdym razie po losowaniu jeszcze bardziej od nas cieszyli się - i Senegalczycy, i Kolumbijczycy, i nawet Japończycy.
Portal Futsal Ekstraklasy ogłasza wyniki plebiscytowe wyborów „NAJLEPSZYCH” rozgrywek FE w sezonie 2017/2018. To już ósma edycja wyborów. Kategorii jest wiele, ale nie o to chodzi. Jak najbardziej popieram pomysł doceniania w ten sposób zawodników, kibiców, trenerów etc etc. Zresztą trwa to od lat i dobrze, że obecna władza Spółki kontynuuje tę ideę. Zastanowiło mnie jednak co innego. Dlaczego ogłaszanie wyników w poszczególnych kategoriach jest tak zindywidualizowane, by nie napisać sączone? Czy nie lepiej byłoby zebrać wszystkich, zorganizować jakąś ciekawą imprezę z „telewizorami”? A przy okazji może i jakiś mecz? Nie obraziłbym się, gdyby podsumowania dokonano podczas spotkania wszystkich klubów FE. Możliwości jest nad wyraz wiele.
Pamiętam, iż kiedyś tak nawet bywało. A co dla mnie najważniejsze - takie podsumowanie powinno odbywać się niechybnie po zakończeniu sezonu, gdy jeszcze zawodnicy, szkoleniowcy są zakotwiczeni w swoich klubach. I kiedy wszyscy mają w głowie miniony sezon, a nie żyją przygotowaniami do nowego. Nie piszę tego po to, aby się czepiać. Chcę tylko wyrazić opinię. I to nie tylko swoją. Ale wybory – mimo wszystko – proszę kontynuować. Natomiast, gdy mogę coś podpowiedzieć, to dodałbym jeszcze kategorię Najlepsza klubowa strona internetowa.
Nie tak dawno w jednym z felietonów nawoływałem kluby do organizacji w okresie przygotowawczym ciekawych turniejów. Też w obsadzie międzynarodowej. Turnieje urozmaiciłyby bardzo nasz futsal. A przede wszystkim chciałbym – pewnie nie tylko ja – zobaczyć jak nasi ligowcy spisują się w konfrontacji z zagranicznymi zespołami klubowymi. W rzeczywistości turniejowej mamy bowiem możliwość tylko popatrzeć – co najwyżej – na rywalizacje międzynarodowe z udziałem mistrza Polski w futsalowej Lidze Mistrzów.
Dlatego ucieszyła mnie wiadomość, że rzutki prezes beniaminka FE z Jelcza-Laskowic po raz kolejny zaprasza do Polski futsalową Barcelonę. I po raz czwarty zorganizuje turniej Futsal Masters 2018. Oprócz Hiszpanów zagrają między innymi zespoły z Ukrainy, Danii, Francji. Oczywiście Polski – Orzeł, Piast. Osobiście cieszy mnie, iż na przyjazd dali namówić się futsaliści z dalekiej Kirgizji. Wiele lat temu byłem u nich, poznałem miłych ludzi. I powiem, że wcale nie są tacy słabi futsalowo. A sędziów, których pamiętam z finałów Akademickich Mistrzostw Świata w Poznaniu, mają całkiem niezłych.
Andrzej Hendrzak