Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Bodajże na początku czerwca Marcin Synoradzki pomieścił w swoim artykule o futsalu takie zdanie – „Szkoleniowcy i piłkarze chcą się rozwijać, grać mecze o stawkę, a hamulcowymi futsalu są prezesi, bez wyobraźni i nie potrafiący myśleć o całej dyscyplinie, tylko o swoim własnym ogródku. To jest największy dramat naszego sportu”. Czytając ów materiał odniosłem wrażenie, że określenie „hamulcowi” nie dotyczy tylko prezesów klubowych, ale sporego grona kierujących na różny sposób polskim futsalem.

Nie należę do ludzi, którzy po jednym zdaniu, czy kilku frazach natychmiast identyfikują swoje myślenie z treścią przeczytaną. Niemniej, po lipcowym zebraniu Spółki Ekstraklasowej muszę stwierdzić, że nie rozumiem pewnych pociągnięć prezesów klubów. Szczególnie nieroztropne było – moim zdaniem – nie spróbowanie przejścia do fazy play off po zakończeniu sezonu zasadniczego. Oceniam to nawet w kategorii strzału w przysłowiową stopę dla ekstraklasy. W stopę emocji rozgrywek, w stopę poziomu rywalizacji, w stopę atrakcyjności sponsorskiej. Niestety, przeważyło kunktatorstwo, które nie wróży dobrze przyszłości dyscypliny jako całości. Być może poszczególne klocki naszej futsalowej układanki wyszły z zebrania zadowolone, lecz nie takie powinno być myślenie o przyszłości dyscypliny, którą sloganami głoszonymi przy różnych okazjach tak mocno każdy z decydentów uwielbia.
Gdy wymieniałem przed napisaniem felietonu swoje uwagi o tych sprawach z jednym z dziennikarzy piszącym o piłce nożnej, a przy okazji też po trosze o futsalu - powiedział mi on, że jeżeli system był kiedyś ustalony na trzy lata, to nie powinno się go zmieniać przed czasem. Tym nawiązał do zatwierdzonego w 2016 roku systemu rozgrywek Futsal Ekstraklasy. Szanuję każde zdanie i każdego rozmówcę, ale nie zgodzę się z moim kolegą w tej kwestii. Jeżeli jawi się bowiem jakakolwiek możliwość zmiany na lepsze (a w rzeczonym przypadku play offy takim przypadkiem są) należy to czynić niezwłocznie w dogodnym regulaminowo terminie.

Podczas lipcowego zebrania Spółki FE jednak inna rzecz niż play offy zadziwiła mnie jednak bardziej. Jest to hołdowanie schematom wypracowanym dla organizacji rozgrywek przez piłkę trawiastą.  Tam też po kilku latach zawirowań z dzieleniem punktów odstąpiono wreszcie od ich „połowiczenia”. Tak na marginesie, to owe dzielenie punktów na trawie musiał wymyślić jakiś, podchodzący do piłki niezwykle abstrakcyjnie osobnik. Nie chciałbym, aby futsal kopiował dobre albo udane, czy niezbyt udane schematy z trawy. Jest odrębną dyscypliną i niech przy poszukiwaniu rozwiązań dla prowadzenia rozgrywek zwraca się raczej ku grom halowym, czy też nawet hokejowi. Z piłką trawiastą niech łączy go tylko wspólna federacja. Ale też nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby kiedyś powstała światowa oraz europejska federacja futsalowa. Przynajmniej jako sympatyk, czy działacz futsalowy nie czułbym się podrzutkiem.

Prezes Boniek odnosząc się do głośnego w ostatnich dniach transferu Ronaldo - najlepszego piłkarza globu - z hiszpańskiego Realu do włoskiego Juventusu, rzekł, że skorzysta na tym oprócz turyńczyków cała liga włoska. Nic dodać, nic ująć. Prezes w materii ogólnej zawsze celnie ocenia. Rozpocząłem ten akapit od Ronaldo, by wskazać polskiej ekstraklasie futsalowej, jak ważne są transfery wyrazistych zawodników dla całej dyscypliny, a także jej krajowych segmentów. W poprzednim sezonie był dla mnie takim wyrazistym elementem dla polskiego futsalu czeski internacjonał Michal Seidler. Jego nazwisko gwarantowało, że o polskim futsalu mówiło się poza granicami. Z całym bowiem szacunkiem dla polskich futsalistów, nie mają oni jednak jeszcze takiej marki, by ich zapamiętywano.

Nawet Michał Kubik, który był strzelcem dającego nam remis gola z Rosją podczas słoweńskich finałów mistrzostw Europy, nie zapadł w pamięć wielu moim rozmówcom. A pytałem o niego - i w Niemczech, i na Ukrainie, i we Francji, czy też w Serbii. Nie było natychmiastowego skojarzenia. Pamiętają go Rosjanie – co jest oczywiste. Dlatego tak niecierpliwie czekam na oferty transferowe przed nowym sezonem. A szczególnie na informacje z Rekordu Bielsko Biała. Kto bowiem, jak nie mistrz Polski, powinien nas zachwycić ciekawym transferem. Czekam tym bardziej, gdyż jak w rozmowie zapewnił mnie prezes Szymura, zastąpiony zostanie Seidler równie dobrym nazwiskiem. Liczę, że będzie to zawodnik – motor dla polskiego futsalu. Również poza naszymi granicami.
Marszałek Józef Piłsudski zwykł mawiać – „Jeżeli sami nie napiszemy historii, to inni ją napiszą tak, że się w niej nie poznamy”. Coś jest w tych słowach. Cytuję je nie po to, by namawiać do pisania historii – chociaż niech każde przelewa na papier, czy do komputera swoją wiedzę futsalową. Może kiedyś powstanie z tego po udanej kompilacji ciekawe dzieło. Przedstawiam słowa Marszałka jako swoistą przenośnię do bieżącego tworzenia polskiego futsalu. Należy bowiem pamiętać, iż każde obecne działanie ma wpływ na przyszłość. A każde obecne zaniechanie nie da się już niestety, w przyzwoitym momencie, naprawić. Jako historyk z wykształcenia wiem, że historia jest okrutna i potrafi osądzić po latach surowo zaniedbania, kunktatorstwo, tchórzostwo, niesolidność.

Aby jednak nie kończyć minorowo, znajdę światełko dla ekstraklasy. Po ostatnim zebraniu ułożył się na kierowniczych stanowiskach Spółki FE całkiem przyjemny duet. Prezes Maciej Karczyński – jako prezes zarządu Spółki FE - oraz Janusz Szymura – jako prezes jej Rady Nadzorczej. Jak nie oni, to kto? Jak nie teraz, to kiedy? Te dwa pytania nie są bezzasadne. Nadchodzący rok powinien   rozstrzygnąć, czy wychodzenie z dołka, w jaki SFE zapadła przed laty, zaowocuje prosperitą na dłuższy czas. Tegoroczny wynik – i to nie tylko finansowy - każe bowiem patrzeć na przyszłość z optymizmem. Ale jeszcze nie krzyczałbym "na pohybel wrogom".

Andrzej Hendrzak