Z notatnika dziejopisa
Staniała nam piłkarska reprezentacja trawiasta po mundialu rosyjskim. Jej kapitan jest obecnie przez fachowców wyceniany o około 5 milionów euro mniej niż przed mundialem. Inni pewnie też stracili na wartości. Nawet w sklepach gadżety z logo PZPN, czy widoczkiem piłkarzy są nieraz o połowę tańsze. Tak to bywa, gdy z dużej chmury spadnie niewielki deszczyk. Mam nadzieję, że w związku piłkarskim wyciągnie się z rosyjskiej lekcji nauczkę i propaganda, zwana pijarem, da miejsce rzetelnej pracy oraz formie zdobytej w przygotowaniach. Odnosząc całość do futsalu, z czystym sumieniem powiem, że wykonuje się tutaj w kadrze pozytywistyczną pracę bez zbędnych wywiadów, fotek, obiecanek. I niech tak trwa.
Pamiętam z historii jak Niemcy przedwojenne zachwycały się sterowcami, które miały zrewolucjonizować ówczesny transport powietrzny. Ponadto też stać się przydatne dla wojska. Jednak, kiedy jeden z nich, o nazwie „Hindenburg”, spłonął nad New Jersey, plan padł. Zaniechano wykorzystywania sterowców do lotów pasażerskich. Warto o tym zdarzeniu pamiętać, aplikując go sobie do sportowych planów, gdyż nie marzenia decydują, a realia. Chorwaci nie wynosili się za wiele przed mistrzostwami. Weszli do finałów po barażach. Miejsce w rankingu mieli gdzieś na początku trzeciej dziesiątki, a powrócili z wicemistrzostwem. Warto może ten styl, z wyjątkiem baraży, naśladować. A od „Wives and Girlfriends” (żony, partnerki piłkarzy), którymi nas epatowali w internecie polscy reprezentanci, przynajmniej ja wolę bardziej oglądać chorwacką sympatyczną prezydent, która dodała niezbywalnego uroku ceremonii zakończenia mistrzostw.
Należę do pokolenia, które miało okazję świętować sukcesy reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Dwa trzecie miejsca (1974, 1982) nie zdarzają się na co dzień. Tacy piłkarze jak Deyna, Lato, czy Boniek, też – jak pokazały rosyjskie stadiony – na pniu nie rodzą się. Cały kraj radował się wówczas i bawił, podobnie jak teraz Francja czy Chorwacja. Dlatego szkoda mi młodych Polaków, ale też i ludzi starszych, którym piłkarze wraz ze szkoleniowcami nie dali Anno Domini 2018 takiej możliwości. Możliwości radowania się. A nadzieje rozbudzono ponad miarę. Może jednak, jak po tej katastrofie „Hindenburga”, coś się zmieni i zacznie nasza piłka trawiasta stąpać po ziemi, zamiast bujać w obłokach. Przypuszczam, że nowy selekcjoner Jerzy Brzęczek, z którym jako piłkarzem, a także i trenerem, miałem okazje zamieniać zdania, jest w stanie to zagwarantować. Ową rzetelność oraz spokój. O wynikach nie odważę się napisać.
Wakacyjne miesiące, okres kanikuły, wolne w szkołach, na uczelniach pozwalają organizować różne studenckie imprezy mistrzowskie. Jeszcze nigdy w lipcu oraz sierpniu w zawodach o charakterze światowym, czy europejskim nie uczestniczyło tak wiele polskich studenckich teamów futsalowych. W sierpniu do Kazachstanu na Akademickie Mistrzostwa Świata udadzą się reprezentacje – kobieca oraz męska. Gdy piszę te słowa, w Portugalii trwa impreza pod nazwą Europejskie Igrzyska Uniwersyteckie. To największa impreza sportowa dla studentów Europie (w 2022 roku gospodarzem jej będzie Łódź). Tak się składa, że miałem możliwość uczestniczyć przed laty w obydwu tego rodzaju imprezach. Proszę mi wierzyć - poziom sportowy jest wysoki, a i zabawa – jak to u studenckiej braci – przednia. Życzę sukcesów.
W Portugalii nasz kraj reprezentowany będzie nad wyraz licznie. Pojawili się w Coimbrze akademiccy mistrzowie Polski z Uniwersytetu Warszawskiego oraz reprezentanci Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W rywalizacji kobiet zobaczymy studentki z Uniwersytetu Jagiellońskiego z Krakowa oraz PWSZ w Wałbrzychu. Całkiem spore grono wysłali na portugalskie zmagania futsalowi sędziowie. Są to panowie – Steczko, Grabowski, Wiercioch, Mital oraz pani Netkowska. Nad stroną sportową turnieju będzie czuwał delegat techniczny Europejskiej Federacji Sportu Studenckiego, Tomasz Aftański. No cóż, przy takiej obsadzie oraz „zabezpieczeniu” może uda się wywalczyć jakieś medale. Trzymajmy kciuki.
Portal FE zaprezentował wypowiedź trenera Juszczaka, który na rosyjskich mistrzostwach był w sztabie analitycznym trenera Nawałki. Mówi on między innymi o przydatności futsalu dla piłkarzy na trawie – „Co do zawodników mających w swoim życiorysie futsal, to bez względu na rangę imprezy "mała piłka" nie przeszkadza w niczym. Treningi na małej przestrzeni, z ciągłym atakiem przeciwnika, pozwalają mieć większe szanse w "dużej piłce". Szybkość reakcji, gra na jeden-dwa kontakty, to wszystko co charakteryzuje futsal, a jest również obecne w futbolu. Ne można jednoznacznie oceniać, komu pomógł futsal, a komu nie, ponieważ trzeba pamiętać, że jest to sport”. Nic dodać, nic ująć. Ale to, co oczywiste jest dla mnie, śmiem twierdzić nie jest tak oczywiste dla wielu szkoleniowców piłki trawiastej. I to nie tylko w klubach, ale i w różnych pionach szkolenia na wielu szczeblach piłkarskiego związku. Nie za bardzo, na chwilę obecną, widzę możliwość przecięcia tego symbolicznego węzła obstrukcji rzesz trenerów trawiastych wobec futsalu. Nie wyobrażam sobie (a wyobraźnię mam całkiem pojemną) istnienie zdecydowanej siły sprawczej, która pozwoliłaby, a nawet wymogła wpisanie szkolenia futsalowego do chociażby corocznych konferencji piłki trawiastej. Nie mówiąc już o zainteresowaniu właściwych ministerstw obowiązkowymi zajęciami piłki halowej (futsal) w szkołach. I nie pomoże w tym Komisja Futsalu, gdyż za niskie progi. Sygnał musiałby pójść z samej wierchuszki związkowej. Nawet nie od wiceprezesów.
Andrzej Hendrzak