Z notatnika dziejopisa
Pisząc felietony – i to nie tylko sportowe - kiedyś i teraz ważne było dla mnie oraz nadal jest, aby ich treści w swoisty sposób „podróżowały”, żeby stały się w przypadku „Z notatnika Dziejopisa” przyczynkiem do rozmów o futsalu w Polsce. Chciałbym także, aby pozwoliły też spojrzeć na dyscyplinę oraz ludzi z nią związanych albo tylko jej sympatyzujących z dystansu. Celowo piszę o owym dystansie, gdyż my Polacy – zupełnie niepotrzebnie – bardzo drażliwi jesteśmy na tle własnego znaczenia w czynieniu dzieła (czytaj sportu, futsalu, i podobne), którym się zajmujemy. Dlatego życzyłbym sobie, aby felietonowe zdania wywoływały najlepiej refleksję, a nie powodowały zatargów.
Prezes Boniek zaprezentował z wielką pompą nowego selekcjonera kopanej trawiastej, Jerzego Brzęczka. Przyjąłem to jako normalne zadanie prezesa. Niemniej z jego mowy laudacyjnej wpadła mi do ucha kwestia, w której prezes przedstawia swój, a pewnie i związkowy, pogląd na awanse do finałów mistrzowskich turniejów (MŚ, ME). Zdaniem prezesa w cyklu dwuletnim powinniśmy awansować na każde kolejne finałowe turnieje mistrzowskie. Jak zrozumiałem jest to w sposób zawoalowany przekazanie oczekiwań wobec nowego selekcjonera.
A jak już przeszedłem tak elokwentnie do futsalu, to muszę napisać odnosząc się do awansów, że będę oczekiwał awansów do finałów ME seniorów. Natomiast jeszcze nie odważę się narzucać obowiązku awansu do finałów seniorskiego turnieju światowego. O ile w Europie to jest minimum co powinniśmy zrobić, to w rywalizacji światowej czeka nas jeszcze wiele pracy. I każdy awans przyjmowałbym jako spora niespodziankę. Ale miłą niespodziankę. A nawet sensację. Też miłą. Artykułując natomiast swoje oczekiwania wobec futsalu kobiecego oraz młodzieżowego odnośnie udziałów w mistrzowskich turniejach napiszę, że nic od nich nie oczekuję. Każdą kwalifikację oraz wynik przyjmę z zadowoleniem. Na „prawdziwe wyniki” poczekam, aż usystematyzuje się praca w polskim futsalu w tych kategoriach.
Kolega z Ukrainy, znawca tamtej „małej piłki”, zapytał mnie podczas pobytu w Odessie, dlaczego jego rodacy nie mogą grać w polskim futsalu na podobnych zasadach jak obywatele Unii Europejskiej. Szczerze mówiąc nie wiem – odpowiedziałem mu krótko. A nawet nieco wstydliwe. Wstydliwie, gdyż wstydzę się jako Polak za tych, którzy nakreślają takie zasady regulaminowe. Jeden zawodnik spoza UE na parkiecie jest dla mnie rzeczą śmieszną w momencie, gdy pozwala się „unijnym średniakom”, a nawet „słabeuszom” wybiegać na parkiety futsalowe w liczbie nie mającej nic wspólnego z rozwojem polskiego futsalu. Aby było jasne, nie wynika to z żadnych nadrzędnych regulacji lecz tylko z założeń danych związków sportowych. Tak oto kolego z dalekiego Kijowa na budowie w Polsce twoich rodaków może pracować na jednej zmianie, w jednej brygadzie ilu tylko będzie chciało, ale na parkiet futsalowy jednocześnie wybiegnie tylko jeden. Chociaż klub może ich sprowadzić więcej. I jaka sprawiedliwość. Chyba żadna.
Czasami wydaje mi się, że takie dyskusje mają wymiar czysto akademicki. I nie chodzi w nich o treść tylko formę. Jeżeli poda projekt ktoś ważny, decydent – przyjmuje się go bez sprzeciwów. Gdy zaaplikuje go ktoś z drugiego szeregu rozpoczyna się nic nie wnosząca dyskusja ostatecznie utrącająca projekt. I dopiero po czasie, jakby kuchennymi drzwiami, przepycha się go w wersji nieco przerobionej i „odpowiednio podanej”. Bo to jest Polska właśnie. Już w szesnastym wieku jezuita Piotr Skarga mówił – „Prawda jako uczciwa niewiasta w lada sukni jest przyjemna; nieprawda jako nierządnica szatami, słowami się pstrymi przybiera”.
Andrzej Hendrzak