Z notatnika dziejopisa
Lato tego roku mamy niezwykle upalne. Nie przymierzając afrykańskie. Jednak przechodząc do futsalu napiszę, że kanikuła roku 2018 jest dla kopiących małą piłkę na hali dość zapracowana. Wydarzenia sportowe z udziałem drużyn akademickich w lipcu oraz sierpniu. Sierpień, to tradycyjnie początek treningów elity ekstraklasowej. Ponadto Rekord wystartuje w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów. Odbędą się ciekawe turnieje oraz multum gier kontrolnych. A wszystko będzie działo się w interesującej międzynarodowej obsadzie. Nawet dowodzeni przez pana Przemysława sędziowie nie wypoczywają za wiele i praktycznie albo teoretycznie walczą o awanse, lokaty rankingowe i z zaciekawieniem spoglądają na ogłaszane klasyfikacje w tych swoich „topach”. Tak czy inaczej coś dzieje się.
A jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było w futsalu, aby w okresie wakacji pisało się o futsalu. Co najwyżej, gdzieś tam przy okazji jakichś okazjonalnych turniejów nad Bałtykiem, czy jeziorami, kiedy pokopano sobie na hali, a głównym celem spotkań było ognisko, piwko, plaża, woda. Ci co cierpliwie czekali, licząc na zmiany, są zadowoleni. Malkontentom ciągle będzie mało. Niemniej, bądźmy cierpliwi. Dla mnie - to słowo klucz, ma w sporcie pierwszorzędne znaczenie. I tyle tytułem ogólnego wstępu.
Rozglądam się w letni upał wokół naszych granic i zauważam, że tylko Niemcy odstają futsalowo od reszty sąsiadów Polski. Niemcy – taka potęga piłkarska. Inaczej rzecz wygląda w Rosji, na Ukrainie, w Czechach, na Białorusi, czy Słowacji. Za Bałtyk nie zaglądam. Ale jest szansa, że i za Odrą zmieni się, Futsalowy mistrz Niemiec, zespół VfL 05 Hohenstein-Ernstthal e. V., przygotowując się do startu w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów rozegrał kontrolne mecze w Pniewach. Nie o wynik chodzi. To pozostawię statystykom. Od dekady obserwuję starania Niemców o godziwy rozwój futsalu. Jak na razie idzie to naszym sąsiadom nieco opornie. Chociaż mają już reprezentację, co ciekawe powołaną na zasadzie swoistego castingu, a ich futsalowy Nationalmannschaft nawet pokonał Anglików (tak na marginesie też żadną futsalową potęgę europejską).
Obserwując Niemców, przypominają mi się początki naszego futsalu. Trudno było. Chociaż, co miałem możliwość zaobserwować podczas pobytów u nich oraz rozmów w ich federacji, organizacyjnie lepiej wyglądają niż my przed dwudziestu laty, czyli na początku naszej futsalowej drogi. Myślę, że i teraz w rywalizacji z nimi w sferze stricte organizacyjnej (organizacja meczów, porządek, solidność) mielibyśmy niełatwo. Tym bardziej, że w futsalową kampanię przed pierwszymi meczami reprezentacji zaangażowały się tamtejsze media z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” na czele. Tylko pozazdrościć i zapytać – dlaczego polskie topowe media nie są zainteresowane poważnie naszym futsalem? Na ważnych imprezach bywają u nich byli znani piłkarze z trawy. Chociażby Horst Hrubesch. Prezes związku też nie próżnuje. Z nostalgią wspominam, jak czynił to kiedyś u nas prezes Listkiewicz. Obiegowe powiedzenie niemieckie informuje „Ordnung muss sein” – porządek musi być. Gdy do tego doda się cierpliwość, jestem pewny, że za lat kilka doszlusują do Europy futsalowej. I pewnie z niezłymi wynikami.
Ogólnie, dla mnie niezbyt ważne jest, dlaczego lubują się w futsalu. Zostawię to socjologom. O wiele bardziej ważnym jest, by ten futsalowy wózek ciągnęli w jednym kierunku. Tymczasem u nas nawet fakt bycia w jednej spółce, komisji, klubie, stowarzyszeniu lub przebywanie blisko siebie na widzowskiej trybunie wcale o tego nie powoduje. Podsumuję więc felieton takim chińskim powiedzeniem, które ponad trzy dekady temu usłyszałem w Mongolii od starego Chińczyka. Mówił on do mnie – „fakt, że dwie osoby śpią w jednym łóżku nic nie znaczy, gdyż mogą mieć one różne sny”. Tak skojarzyło mi się to w odniesieniu do lokacji futsalu w związku, czy nawet współpracy w gremiach wszelakich. Obawiam się, że są sytuacje, w których i cierpliwość nie podoła.
Andrzej Hendrzak