Z notatnika dziejopisa
Nie należę do ludzi mówiących – „ a nie mówiłem” – gdy coś nie uda się w momencie, kiedy realizowana jest inna koncepcja niż moja. Niemniej, przyglądam się nadal danemu projektowi i próbuję po raz kolejny wnosić uwagi. Z drugiej strony nie należy ode mnie oczekiwać przytakiwania w takich momentach. Natomiast kiedy pragnę coś realizować czynię to na własnych zasadach. I mam to szczęście, że dawano mi w przeszłości i daje się obecnie swobodę działania, czy to zawodowo, czy społecznie, czy sportowo, czy pisarsko. Oby tak trwało.
Piotr Szymura, który jest dyrektorem od spraw sportu w Rekordzie SSA, po dwóch sparingowych klęskach z Barceloną wypowiedział znamienne słowa, które każdy działacz, zawodnik, sędzia, trener parający się futsalem, czy tylko jemu sympatyzujący powinien zapamiętać na lata. Zacytuję słowa dyrektora za jednym z portali internetowych – „Pozytywem jest to, że obnażone zostały nasze błędy i niedostatki, o których na podstawie meczów w naszej lidze pewnie nawet nie wiedzielibyśmy. Niby tylko dwa mecze, a materiału do analizy mamy więcej, niż przez całą rundę w lidze”. Tymi oto słowy podsumowana została moc naszego futsalu, a szczególnie ligi. Jest na nad czym pomyśleć.
Słowa pana Piotra są sporo zbieżne z moimi poglądami. Niemniej jego brzmią wyraziściej, gdyż jest na co dzień przy klubowym futsalu, a ja tylko od święta. Szybko jednak po obserwacji zauważyłem, że o ile ekstraklasa stara się wszechstronnie doskonalić, to I liga nadal amatorka. O II lidze nie będę nawet rozwodził się, gdyż wygląda to – jak na razie – na typowe „szlacheckie pospolite ruszenie” okresu I Rzeczypospolitej. O rozgrywkach futsalu kobiecego przez grzeczność wobec płci nadobnej nawet w takim kontekście nie wspomnę.
Ciągnąc jeszcze przez chwilę temat Rekordowy, wystąpię z odezwą do klubów ekstraklasy, które chciałyby Rekord naśladować w kwestii organizacyjnej. Proszę sobie nie zadawać trudu. Proszę szukać własnej futsalowej drogi w organizacji klubu. Na chwilę obecną Rekord jest dla stowarzyszeń polskiego futsalu nie do skopiowania. Powodów jest wiele, ale wymienię tylko dwa – baza oraz fundusze. Niby tylko dwa powody, ale rzutujące na całość. Celowo nie wspominam tutaj o wizji, gdy zakładam, że każdy prezes, sponsor biorący się za bary z klubowym futsalem to posiada. Gdy nie, to niech przerzuci się na szachy, gdzie najłatwiej nauczyć się strategicznego myślenia. I dopiero później powróci do futsalu.
Kiedy w myślach przebiegam po nazwiskach polskiego futsalu klubowego zauważam, że sprzed lat do teraz na poważnym poziomie dotrwały tylko dwa. Panowie Szymura oraz Wolny. No, i jeszcze pan Bober ze Szczecina. Być może kogoś pominąłem, ale nie wydaje mi się, aby jeszcze jacyś obecni prezesi ekstraklasowi (klubów) decydowali o losach klubowego futsalu lat temu - chociażby 15. Nie wydaje mi się też, aby wielu sympatyków futsalu z Polski pamiętało, że kiedyś Rekord przeżywał degradacje. Tak było, i tym bardziej należy cenić fakt, iż pan Janusz wytrwał w swojej pasji. Podobnie jak pan Wolny. I to, że te osoby były oraz są przy futsalu nadal pokazuje jak ważna jest ciągłość. Ciągłość, której brakuje w zarządzaniu futsalem w PZPN. Kiedyś pisałem, że w swojej krótkiej karierze (niecałe ćwierćwiecze) polski futsal miał już około 20 selekcjonerów kadry. A przewodniczących związkowej komisji może tylko coś połowę mniej. I to też jest jedna z przyczyn słabości naszej piłki halowej. Nie wiem, czy z tego zdają sobie w pełni sprawę prezesi związku. Podejrzewam, iż niezbyt ich to interesuje. Może więc od następnej kadencji czas na stabilizację.
Andrzej Hendrzak