Z notatnika dziejopisa
Kariera sportowa nie trwa wiecznie. Czy to zawodnika, czy sędziego, czy trenera, czy działacza. Dlatego ważnym jest, by znaleźć sobie miejsce w sporcie lub na „działce” około-sportowej po zakończeniu kariery, czy też po sportowym wypaleniu albo zauroczeniu ową pasją. I to jest czasem ważniejsze, niż sportowa kariera. I nie chodzi wcale o indywidualne zadowolenie, tylko o wymiar społeczny po-sportowych działań.
Kiedy patrzę na byłych sportowców zauważam choćby działania Otylii Jędrzejczak, Artura Siódmaka czy Łukasza Kadziewicza. Pewnie mógłbym wymienić jeszcze sporo nazwisk, ale pozostawiam czytelnikom, by każdy dodał swoją wiedzę w tym temacie. I tak powinno być. Każdy z wymienionych na początku felietonu profesji po zakończeniu swojej misji związanej czynnie ze sportem nie powinien zapominać o swojej pasji życiowej w sporcie i nadal na różne sposoby ją realizować. Najlepiej byłoby, aby czynione to było w ukochanej dyscyplinie. Jest to, poniekąd, nawet obowiązek. I do tego namawiam byłych futsalowych działaczy, zawodników, szkoleniowców. Róbcie coś, bo akurat futsal jest niezmiernie ubogi we wszelkie profutsalowe akcje. Być może są lokalne inicjatywy. I chwała im za to. Ale chodzi o wymiar ogólnopolski. Wymiar, który da fascynację futsalem już w gronie kilkulatków, czy kilkulatek. Nikt za Was, wolontariuszy, tego nie zrobi. A na pewno nie piłkarski związek, czy inne sformalizowane struktury polskiego futsalu. Gdyby to robili, to Polska dzisiaj kipiałaby futsalem. A tak, niestety, nie jest.
Po agitacyjnym dla futsalu wstępie czas przejść do rzeczywistości. Co prawda futsalowa Polska nie płynie mlekiem oraz miodem, ale nie jest już też taka siermiężna, jak choćby przed czterema laty. Rozpoczęła gry nowego sezonu ekstraklasa. I już na początku mieliśmy festiwal strzelecki w liczbie goli danej kolejki. W takiej sytuacji nawet jeżeli nie zachwyci nas poziom, to mamy atrakcyjne bramkami, emocjonujące widowiska. A gole są wspaniałą promocją dyscypliny, bo przecież w tej grze chodzi o umieszczenie piłki w tym prostokącie z siatką. Ale były również niespodzianki. Dla mnie największą wygrana AZS Gdańsk w Gliwicach. Jedna kolejka nie jest polem do osądów, ale czerwone światełko w Gliwicach pewnie powinno zapalić się. Zaskoczyły mnie także rozmiary porażki Cleareksu w Pniewach. Podsumuję to krótkim rosyjskim zadaniem „tiszie jediesz dalszie budiesz”. Red Dragons w spokoju bez wielkich fanfar oraz zadęć przygotowywali się do sezonu i fajnie im na początku wyszło. Mniej niż porażka chorzowian zaskoczyła mnie wygrana Red Devilsów w Katowicach. Katowicki team jest nierówno grającym zespołem. Co pokazywał w poprzednich sezonach i potwierdził już na początku tego.
W poprzednim felietonie nie pochwaliłem naszej młodzieży reprezentacyjnej oraz kobiecego teamu narodowego w futsalu. Przypomnę, iż pozytywnie odniosłem się tylko do kadry męskiej, seniorskiej. Od razu zaowocowało to głosami, że ocena jest niesprawiedliwa. Najgorzej jest, że jak ktoś czytając felieton odnosił to do przytyków - indywidualnie. Odczytywał jako wybieranie winnych. Nie, krytyczne zdanie wypowiadane było o systemie. I w tym kontekście zdania nie zmieniam. Zarówno kadry kobiece jak i młodzieżowe mają szanse na udowodnienie swoich racji – podobnie jak związkowi twórcy systemu – kwalifikacjami do finałów ważnych turniejów mistrzowskich. Kobiety już to zaprzepaściły. Przed młodzieżą szansa jeszcze jest. Poczekamy i zobaczymy, po czyjej stronie jest racja. W każdym razie na chwilę obecną połowicznie (kobiecy falstart) po stronie felietonisty. A zaistniałą różnicę zdań podsumuję słowami francuskiego reżysera filmowego Pagnola, który mówił, iż lepiej wybierać winnych niż ich wyszukiwać. Proszę więc nie szukać winnych nieudanych startów poza sobą.