Z notatnika dziejopisa
W noworoczny poranek telewizje organizujące sylwestrowe szaleństwa w różnych miastach Polski ogłosiły, że to ich impreza wywołała największe uznanie. Być może każda ze stacji ma rację. I w każdej coś ciekawego widz, czy uczestnik imprezy, znalazł dla siebie. Rozpocząłem felieton od telewizyjnych inspiracji, gdyż w podobnym tonie zadowolenia z siebie o minionym 2018 roku wypowiadają się różne podmioty polskiego futsalu.
Jako felietonista w żadnym wypadku nie będę brał się za numeryczne ocenianie tego stanu. Wychodzę bowiem z założenia, iż – jak mówi polskie przysłowie – „Każda pliszka (to taki ptaszek) swój ogonek chwali”. Niemniej, nie mogę pozostawić bez echa tego co zapamiętałem z naszego futsalu w roku 2018. A także tego czego nie zapamiętałem.
Wracając do wpisu prezesa Bońka, zacytuję go w aspekcie działaczowskim – „Od sześciu lat mówię, że największym problemem polskiej piłki klubowej są zasoby ludzkie. Dzisiaj mogliście to sami zobaczyć”. Cytat odnosi się do konferencji prasowej nowych władz (polskich) krakowskiej Wisły. Nie przyznać racji prezesowi, to jakby okazać się abnegatem wiedzy piłkarskiej. O ile wpis prezesa dotyczy tylko piłki klubowej, to umiejscawiając go dla futsalu sięgnąłbym jeszcze po pokłady działaczy związkowych. W futsalu też zasoby ludzkie są problemem dla jego rozwoju. A szczególnie inkorporowanie ludzi z piłki trawiastej kosztem stricte działaczy futsalowych. Jest to pięta achillesowa systemu nominacji na wielu szczeblach.
Kolejną dziedziną, o której nie da się zapomnieć, są inicjatywy okołofutsalowe, działania marketingowe, promocyjne, rozwojowe. Od razu na myśl nasuwa mi się jako przykładowy projekt Merkury Railway Futsal Team PL. Chociaż od początku czułem, że nie wzbudzi on oczekiwanego optymizmu w gronie zawodowych działaczy futsalu, czy zinstytucjonalizowanych jego formuł, kibicuję mu. Proszę kontynuować. Może tylko skierować się bardziej ku podstawom. I nie należy przejmować się brakiem wsparcia zobowiązanych do tego gremiów. Im większa centralizacja, tym mniejsza jest bowiem ochota do nakładania sobie dodatkowych obowiązków.
Kolejni sponsorzy doszlusowali do futsalowej ekstraklasy. Warto o tym pamiętać. Być może po nitce do kłębka i urodzi się coś większego. Chociaż patrząc z perspektywy lat widać, że wielki biznes do futsalu nie będzie się garnął i nie ma co sobie nim zawracać głowy. Proponuję przeorganizować strategię na kolejne lata. Tym bardziej, że nie został wykorzystany przez związek w odpowiednim stopniu (medialnym, marketingowym) fakt udziału w finałach ME. A różne inicjatywy pozazwiązkowe nie mają możliwości zastępstwa. Tak stanowi statut.
Do tej pory było o czynach. Teraz też o wynikach, ale w kontekście indywidualnym. Po pierwsze – Michał Kubik, futsalista nietuzinkowy, ceniony za styl gry, charakterność, wiedzę pozasportową. Okazało się, że Rosjanie powinni się go niezwykle obawiać. To on strzelił Sbornej oraz ich zespołowi klubowemu wszystkie gole, jakie potrafiły wbić im teamy, w których występował. Na dodatek stanowi czołówkę strzelców futsalowej Ligi Mistrzów. Tak trzymać – Michale. Kolejnym do zapamiętania jest Marcin Mikołajewicz. Niedawno świętował 200 goli strzelonych w ekstraklasie oraz 100 występów w reprezentacji. Piękne liczby. Strzelaj Marcinie nadal. Najlepiej najwięcej w reprezentacji. W liczbie goli oraz występów Marcina jestem w stanie uwierzyć, gdyż zaczynał karierę futsalową w czasach, kiedy statystyki były już prowadzone fachowo. Wcześniej różnie bywało. Dobrze byłoby, gdyby kiedyś PZPN zweryfikował i oficjalnie podał ile występów oraz ile goli ma każdy z reprezentantów Polski w futsalu od początku grania reprezentacji, czyli od 25-27 lat.
Z nazwisk, które zapamiętałem w roku 2018, wymienię jeszcze Mikołaja Zastawnika, Michała Kałużę oraz Tomasza Kriezela. Na nich stawiam jako przyszłe gwiazdy reprezentacji. Oni powinni ją pociągnąć do pierwszej dziesiątki rankingowej. Chciałbym, aby spróbowali sił w dobrym zagranicznym klubie futsalowym. To pomogłoby naszemu futsalowi. Powie ktoś, że zapominam o strzelcach. Rzadko zdarza się, by w meczu zaliczyć pięć trafień. Gdy kiedy ktoś strzeli pod rząd po pięć w pięciu meczach napiszę, podsumowując. Gole są ważne, lecz ważniejsze jest kreowanie gry.
Jakby trochę mało zapamiętałem z futsalowego minionego roku. Najgorsze, że nie zapamiętałem żadnego sędziego. A przecież nie było spektakularnych wpadek. Widocznie nie wyrośli jeszcze następcy panów Frąka, Stawickiego, rzucający się w oczy. Być dobrym w kraju nie znaczy być zauważalnym za granicą. To moja opinia. Może osobowość ich szefa Przemysława Sarosieka powoduje, iż pozostają w cieniu. Organizacja sędziowska futsalu wykonała w roku 2018 kolejny spory krok organizacyjny oraz szkoleniowy, więc nie bez powodu działania jej szefa zapamiętałem. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o trenerskiej części futsalowej. Przynajmniej jest o co apelować do poprawy.
Patrząc na to co napisałem, myślę – niedużo zapamiętałem. Być może jestem zbyt wybredny. Być może coś mi umknęło. Zobaczymy w kolejnym felietonie o czym nie udało mi się zapamiętać.
Andrzej Hendrzak