Z notatnika dziejopisa
Niedawno spotkałem znajomego menadżera filozofii stosowanej, z którym nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Pamiętając moje relacje ze sportem zapytał, co tam nowego. Opowiedziałem mu wybiórczo o futsalu młodzieżowym. Wysłuchał i powiedział – dowodzone jest, że tworzenie jakiejś kampanii promocyjnej przypomina pisanie horoskopów. Natomiast niewątpliwie jednym z kluczy do sukcesu jest potęga autorytetu zaprzęgnięta w pomysł. A kiedy do tego doda się – kontynuował znajomy – kilka ogólników oraz udaną imprezę, można uniwersalnie uznać, iż projekt znalazł zwolenników.
Coś w tym jest, pomyślałem, i przypomniał mi się pewien amerykański psycholog, który systematyzując zachowania stwierdził, że poprzez umiejętnie przeprowadzoną uniwersalną analizę osobowości każdy z odbiorców uzna to za precyzyjną charakterystykę własnej osoby. Czy można analizę przenieść z osoby na problem? - zapytałem. Czemu nie. Podobnie ma rzecz się z waszym futsalem, stwierdził, finalizując dyskurs, znajomy – każdy wybierze coś ciekawego dla siebie i każdy uzna wydarzenie, do którego się przyłożył za swój sukces.
Dwunastolatki, dziesięciolatki – to kategorie wiekowe, które należy szczególnie celebrować, gdy myślimy o silnym futsalu w przyszłości. Dobrze, że pojawił się projekt pod nazwą Futsal Młoda Ekstraklasa z jej dyrektorem sportowym Jakubem Drwalem, który myśl materializuje. Oby więcej takich „drwali” w naszym futsalu. Oprawy imprezy nie powstydziłyby się międzynarodowe turnieje. A na pewno była lepsza od turniejów młodzieżowych mistrzostw Polski pod związkową kuratelą. Jedynym dla mnie minusem – niezależnym jednak od organizatorów – był brak dwunastolatków z połowy ekstraklasowych teamów. Choćby takich klubów jak Clearex, Pogoń 04, Gatta.
W ogóle ta sobota – przynajmniej w moim odczuciu – obfitowała w futsalowe newsy. Trener Acany Orła poinformował mnie na trybunach wilanowskiej hali o transferze do jego klubu zawodnika z najwyższej światowej półki, brazylijskiego Włocha Adriano Foglii. Co prawda ma on za sobą lata świetności, gdy był wybierany najlepszym futsalistą globu, ale już sam fakt transferu do polskiej przeciętnej ekstraklasy futsalu światowej gwiazdy podnosi jakby z urzędu jej atrakcyjność. Podbija wartość działań marketingowych oraz poziomu sportowego sympatycznego klubu z Jelcza-Laskowic. Czasami taki transfer potrafi bardziej zainteresować potencjalnych sponsorów, niż aktywne działania różnych gremiów zarządzających w polskim futsalu. Oby jednak nie zostało to zmarnowane marketingowo, podobnie jak uczestnictwo Polski w finałach ME Słowenia – 2018.
Polski futsal tworzy układanka wzajemnych zależności - związku, spółki, klubów, sponsorów, mediów, działaczy, pro-futsalowych projektów, amatorskiego grania. Problemem obecnie nierozwiązywalnym jest zgodna koegzystencja wszystkich klocków owego futsalowego domina. Czytając różne, nie zawsze pozytywne, wpisy po debiucie Foglii w ekstraklasie, czy udanym turnieju dwunastolatków, zastanawiam się, dlaczego jawi się tyle żółci w dyskredytowania osiągnięć innych. Z własnej ułomności? Braku poczucia wartości? Czy najzwyczajniej z głupoty? Przecież jedyną odpowiedzią na to, że ktoś robi coś lepiej, jest zaprząc się do cięższej pracy i pokazać konkurentowi, iż jest się lepszym. Tak jak to robią pan Drwal, czy pan Bednarz.
Natomiast pozwolę sobie – będąc przy lokalizacjach rozgrywania meczów – odnieść się do przyszłości. Jak wieść gminna - i nie tylko - niesie, wiosną do Polski ma zawitać futsalowa Brazylia. Nie chciałbym tułać się po Koszalinach i podobnych na północy Polski halach, lecz oglądnąć futsalowych Canarinhos w kolebce polskiego futsalu, czyli na Śląsku. Chociażby Gliwice posiadają piękną, nową, pojemną halę. A drugi mecz, może w Polsce centralnej, z dogodnym dojazdem dla kibiców z różnych stron Polski. Na przykład w Łodzi – mateczniku przewodniczącego Komisji Futsalu.
Zapewne ważnym elementem w takim meczu będzie liczba kibiców. Podczas trzykrotnych wizyt polskiego futsalu w kraju kawy było odpowiednio około 8 tysięcy (2001), 10 tysięcy (2012), 5 tysięcy (2018) kibiców na każdym meczu na trybunach. Warto więc postarać się i nie być gorszym, pokusić o pobicie rekordów z czasów przewodniczenia futsalowi przez pana Grenia, kiedy w Rzeszowie oraz bodajże w Szczecinie gromadzono na trybunach po 5 tysięcy, a może nawet ciut więcej, widzów. No i jest okazja pokazać, że polski „futsal gromadny”, to nie tylko internetowe lajki, ale rzeczywista rzeczywistość – jak mawia klasyk.
Pisząc w dwóch felietonach o mijającym roku 2018 w polskim futsalu niechcący zmarginalizowałem sprawę trenerską. Postaram się więc o kilka zdań o nich, na kanwie Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Drużyn uczestniczących w tych rozgrywkach przybywa, ale czy szkolących młodych adeptów futsalu trenerów z futsalowymi uprawnieniami też? Wątpię. Zarówno od szkoleniowców młodzieżowych, jak i od trenerów II ligi futsalu, związek nie wymaga posiadania futsalowych uprawnień. Być może trzeba to zrobić. Na pewno byłby to kolejny pozytywny krok dla rozwoju dyscypliny. O ile na Śląsku trenerska świadomość futsalowa jest rozwinięta, to w innych regionach Polski, a nawet w ich większości, potrzebę takiego doszkalania zbywa się machnięciem ręki.
W 2018 roku trzy związki wojewódzkie z różnych stron Polski ogłosiły organizację futsalowych kursów trenerskich PZPN Futsal C. I wszystkie „padły” z braku chętnych (aktualnie trwa nabór w Mazowieckim ZPN). Czyli futsalowe doszkalanie się nie jest popularne. A może zbyt wiele kosztuje? Jest to zagadnienie warte rozważenia przez futsalową centralę. Prawda stara jak świat mówi – warto coś włożyć, by więcej osiągnąć. W tym przypadku ROZWÓJ.
Andrzej Hendrzak