Z notatnika dziejopisa
Tomasz Akwinata mawiał, iż należy ciągle się dyscyplinować, by nie ulegać zgubnemu nawykowi mniemania, że należy coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Dlatego pisząc felietony staram się podchodzić czasami do nich bardziej - jak to się teraz mówi - „lajtowo”. Co nie znaczy, że poruszana tematyka nie jest rzeczywista, rodem z hal, gabinetów, szatni, treningów. Od czytelników jedynie zależy, które ze zdań potraktują poważniej a które z cynicznym chichotem lub jako futsalową formę żartu.
Załóżmy, iż w tworzonym pierwszym akapicie felietonu zechcę odpowiedzieć na pytanie – po co zajmujemy się, uprawiamy futsal. Powiedzmy, że pierwsza odpowiedź brzmi – dla samorealizacji, popularności. Druga zapewne nie będzie brzmiała "dla pieniędzy", gdyż są one w futsalu w porównaniu z piłką trawiastą żenująco niskie. Ale być może prawdziwa jest odpowiedź trzecia – dla Orzełka na koszulce i Mazurka Dąbrowskiego w uszach. I wreszcie jakby w rezerwie znajdzie się wersja czwarta – nie spełniło się środowisko w bardziej oczywistych, powiedzmy olimpijskich, sportach więc „przytuliło” halową piłkę. Można jeszcze postawić tezę, iż robione jest to wszystko dla poprawienia kondycji fizycznej oraz psychicznej, lepszego wyglądu, czy też samopoczucia. Niestety, piąta teza – patrząc na panujący rozgardiasz – nie trzyma się kupy, więc do odrzucenia. Pozostaje czytelnikom dać możliwość wyboru, co w tym futsalu jest im najbliższe. W organizowanym na chybcika telefonicznym quizie sporo osób postawiło na wersję czwartą, rezerwową.
Halowy Puchar Polski w futsalu doszedł już do 1/8 finału. Sensacji nie było. Dziesięć zespołów ekstraklasy (bez Chojnic oraz Gdańska) zameldowało się na kolejnym etapie rozgrywek. Ponadto pięciu pierwszoligowców oraz jeden drugoligowiec z Wielkopolski - Grupa CRB Mrówka Mosina. Puchar jest dobrą okazją do poznania pięknej Polski, naszej Ojczyzny. Przejazdy, choćby, z Dolnego Śląska na Kielecczyznę, czy ze Śląska w Lubuskie są niewątpliwie krajoznawcze, ale - co dla felietonisty ważniejsze - pozwalają gdzieś tam hen w terenie zaprezentować futsal z najwyższej krajowej półki. I o to też przecież w pucharowej rywalizacji chodzi. Osobiście czekam na kolejne niespodzianki „mrówkowców”, a także życzę teamom z zaplecza ekstraklasy kolejnych awansów. Mam nadzieje, że - niezależnie od wyników losowania - Lubawa oraz Leszno postarają się o to.
Nie staram się być malkontentem, ale są sprawy tak oczywiste, że grzechem byłoby nie odnieść się do nich. W miniony weekend w Bielsku Białej odbywał się finałowy turniej Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-14. Mistrzem zostali chłopcy z Rekordu. Ale nie o tym chcę napisać. Turniej był rozgrywany na profesjonalnej wykładzinie futsalowej. Daje to całkiem inny odbiór futsalu, niż na halach poszatkowanych liniami koszykówki, siatkówki i Bóg wie jeszcze czego. Brawo, tak powinno być podczas każdego finału MMP. Związek piłkarski przecież do biednych nie należy. Aby nie było za pięknie, mecz ekstraklasy futsalu Rekordu z Orłem pod egidą ekstraklasowej spółki był rozgrywany w tej samej hali bez owej „słynnej” już futsalowej maty. Mimo, iż mata pewnie leżała w bielskich magazynach. Dawało to odbiór wizualny nieporównywalnie gorszy. I jak to tłumaczyć?
Andrzej Hendrzak