Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Tomasz Akwinata mawiał, iż należy ciągle się dyscyplinować, by nie ulegać zgubnemu nawykowi mniemania, że należy coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Dlatego pisząc felietony staram się podchodzić czasami do nich bardziej - jak to się teraz mówi - „lajtowo”. Co nie znaczy, że poruszana tematyka nie jest rzeczywista, rodem z hal, gabinetów, szatni, treningów. Od czytelników jedynie zależy, które ze zdań potraktują poważniej a które z cynicznym chichotem lub jako futsalową formę żartu.

Załóżmy, iż w tworzonym pierwszym akapicie felietonu zechcę odpowiedzieć na pytanie – po co zajmujemy się, uprawiamy futsal. Powiedzmy, że pierwsza odpowiedź brzmi – dla samorealizacji, popularności. Druga zapewne nie będzie brzmiała "dla pieniędzy", gdyż są one w futsalu w porównaniu z piłką trawiastą żenująco niskie. Ale być może prawdziwa jest odpowiedź trzecia – dla Orzełka na koszulce i Mazurka Dąbrowskiego w uszach. I wreszcie jakby w rezerwie znajdzie się wersja czwarta – nie spełniło się środowisko w bardziej oczywistych, powiedzmy olimpijskich, sportach więc „przytuliło” halową piłkę. Można jeszcze postawić tezę, iż robione jest to wszystko dla poprawienia kondycji fizycznej oraz psychicznej, lepszego wyglądu, czy też samopoczucia. Niestety, piąta teza – patrząc na panujący rozgardiasz – nie trzyma się kupy, więc do odrzucenia. Pozostaje czytelnikom dać możliwość wyboru, co w tym futsalu jest im najbliższe. W organizowanym na chybcika telefonicznym quizie sporo osób postawiło na wersję czwartą, rezerwową.

Początek roku – jak zawsze – jest dla rozgrywek ligowych w futsalu w Polsce bardzo rozchwiany terminowo. Nakładają się kalendarze, gdzieś tak do połowy lutego, rozgrywek ligowych, meczów reprezentacji, rozgrywek akademickich, rywalizacji pucharowych. Ekstraklasa rozegrała dwa mecze ligowe i przerwa na puchar. Następnie na kadrę. I znowu jeden mecz i kolejna tura pucharowa. W międzyczasie półfinały oraz finały AMP-ów. Stąd „kulawe” kolejki. Szczególnie od czasu, gdy PZPN zmienił (i słusznie) zapis regulaminowy, powodujący, że jedno powołanie do kadry (dawniej było dwóch zawodników) stwarza możliwość przełożenia meczu. Nie jestem trenerem – na szczęście – więc nie dotyczą mnie problemy z utrzymaniem formy drużyn przy tak nieregularnym graniu. Ogólnie mi się to nie podoba. Dlatego zapytam kompetentnych osób, czy nie można byłoby na przyszłość jakoś sensowniej układać tej „zabawy”? Proszę mi wierzyć - nie daje to pozytywnego odbioru dla ewentualnych sponsorów. A wnerwia kibiców.

Halowy Puchar Polski w futsalu doszedł już do 1/8 finału. Sensacji nie było. Dziesięć zespołów ekstraklasy (bez Chojnic oraz Gdańska) zameldowało się na kolejnym etapie rozgrywek. Ponadto pięciu pierwszoligowców oraz jeden drugoligowiec z Wielkopolski - Grupa CRB Mrówka Mosina. Puchar jest dobrą okazją do poznania pięknej Polski, naszej Ojczyzny. Przejazdy, choćby, z Dolnego Śląska na Kielecczyznę, czy ze Śląska w Lubuskie są niewątpliwie krajoznawcze, ale - co dla felietonisty ważniejsze - pozwalają gdzieś tam hen w terenie zaprezentować futsal z najwyższej krajowej półki. I o to też przecież w pucharowej rywalizacji chodzi. Osobiście czekam na kolejne niespodzianki „mrówkowców”, a także życzę teamom z zaplecza ekstraklasy kolejnych awansów. Mam nadzieje, że - niezależnie od wyników losowania - Lubawa oraz Leszno postarają się o to.

Przeczytałem wywiad z hiszpańskim graczem zespołu Jelcza-Laskowice. W pamięci najbardziej utkwił mi passus, w którym mówi on, iż w Hiszpanii uprawianie jednoczesne piłki trawiastej oraz futsalu nie jest normalne. Dla mnie nie było to już normalne dekadę temu, kiedy w PZPN podjąłem, w porozumieniu z klubami futsalu, działania zmierzające do rozdzielenia uprawiania tych dwóch dyscyplin w naszym kraju. Cieszę się, że mimo różnych perturbacji, niechęci do zmian, sygnowanych przez grupy pseudo-działaczy, ogólnie proces został utrzymany. Procentuje to obecnie dobrymi wynikami reprezentacji, profesjonalizacją ekstraklasy futsalowej (nota bene też wtedy założona została spółka futsalowa). Nie powiem, żeby była to wówczas decyzja przez wszystkich akceptowalna, ale – jak czas pokazał – konieczna. Jak ktoś pragnie podejmować tylko decyzje popularne, to nie nadaje się na działacza w sporcie. Wydaje mi się, że nadszedł czas, by podobne zmiany wcielać w życie w futsalu kobiecym. I to jak najszybciej, by na lata nie pozostać w blokach startowych.

Nie staram się być malkontentem, ale są sprawy tak oczywiste, że grzechem byłoby nie odnieść się do nich. W miniony weekend w Bielsku Białej odbywał się finałowy turniej Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-14. Mistrzem zostali chłopcy z Rekordu. Ale nie o tym chcę napisać. Turniej był rozgrywany na profesjonalnej wykładzinie futsalowej. Daje to całkiem inny odbiór futsalu, niż na halach poszatkowanych liniami koszykówki, siatkówki i Bóg wie jeszcze czego. Brawo, tak powinno być podczas każdego finału MMP. Związek piłkarski przecież do biednych nie należy. Aby nie było za pięknie, mecz ekstraklasy futsalu Rekordu z Orłem pod egidą ekstraklasowej spółki był rozgrywany w tej samej hali bez owej „słynnej” już futsalowej maty. Mimo, iż mata pewnie leżała w bielskich magazynach. Dawało to odbiór wizualny nieporównywalnie gorszy. I jak to tłumaczyć?

Andrzej Hendrzak