Z notatnika dziejopisa
Polski wieszcz okresu rozbiorowego po I Rzeczypospolitej, do którego przyznają się obecnie i Litwini, i Białorusini, marzył w swym najbardziej znanym dziele o tym, by jego księgi trafiały pod strzechy. W przenośni miały być one odnośnikiem nośności poematu, nie tylko w kręgach zainteresowanych, ale wszem i wobec. Nawet pośród nie zajmujących się na co dzień jego treściami. Postanowiłem posłużyć się słowami wieszcza w odniesieniu do zainteresowania medialnego futsalem w Polsce współczesnej. Nie da się bowiem ukryć, iż pozycja futsalu w tak zwanych mass mediach - obojętnie, czy pisanych, gazetowych, mówionych, elektronicznych, wizualnych, etc. - nie jest na jakimś oszałamiającym poziomie. I nie chodzi nawet o jakość merytoryczną, lecz regularny brak futsalu w gronie tzw. „pierwszego rzutu medialnego”. I to jest ta największa – moim zdaniem – słabość polskiego futsalu ery współczesnej. Rzecz – znając realia – na chwilę obecną systemowo nierozwiązywalna.
Niemniej, futsal pnie się w górę, a środowisko ani myśli odpuszczać i w wielu przypadkach bez centralnej koordynacji, poprzez rozmaite oddolne działania, próbuje trafiać pod owe przysłowiowe „strzechy”. Tym samym pokazuje, że daje sobie radę. Chwilo trwaj – chciałoby się rzec - prosząc jedynie decydentów o nieprzeszkadzanie niestosownymi zarządzeniami, względnie zaleceniami.
Najnowszym przykładem jest Konferencja Metodyczno – Szkoleniowa dla nauczycieli wychowania fizycznego wszystkich typów szkół województwa śląskiego pod hasłem „Wychowanie dzieci i młodzieży przez sport – Nowe możliwości – Futsal. Współorganizatorem przedsięwzięcia był futsalowy Piast Gliwice. Głównym pomysłodawcą profesor Marek Sitarz. Przedstawiono program – godny polecenia całej futsalowej Polsce - którego misją jest szkolenie dzieci i młodzieży w zakresie futsalu, dyscypliny jak najbardziej akuratnej do szkół. Jako felietoniście, który preferuje pozytywizm, a nie romantyczne machanie szabelką, miło mi jest, że postawiono na pracę od podstaw. Liczę, że objawią się podobne pomysły w innych regionach. Z tego co wiem, próby wciągnięcia dzieci i młodzieży do futsalu poprzez ligi szkolne czynione są choćby na Mazowszu.
Sam pamiętam, jak kilka lat wstecz wysoki działacz związku piłkarskiego z budynku przy Bitwy Warszawskiej w stolicy nagminnie zamiast futsal powtarzał „fuksal”. Nie chcę wymieniać kolejnych przykładów, by niektórych wysokich rangą działaczy związku nie kompromitować (działają do teraz), jak w trakcie rozmów o dyscyplinie pytali – jakiej wysokości bandy są potrzebne do gry.
W północnej grupie I ligi futsalu doszło do dwóch nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Dwójka liderów, zdawałoby się nie do ruszenia, doznała porażek. O ile Lubawa w Kartuzach nie musiała mieć łatwo, to porażka Leszna na własnych śmieciach z białostockim Heliosem, który obecny sezon ma wybitnie pod kreską, jest sporą niespodzianka. Tym samym „krew liderów poczuli” futsaliści Lęborka z grupy pościgowej. Może jeszcze być ciekawie. W grupie południowej duet polkowicko-gliwicki też jeszcze nie może być spokojny, gdyż Gwiazda z Rudy Śląskiej tradycyjnie czai się na zapleczu awansowym. W każdym razie rywalizacja zapowiada się pasjonująco. Patrząc w przyszłość, dwa kluby gliwickie w futsalowej ekstraklasie – powiem, dzieje się! Mogą być ciekawe pojedynki derbowe. I to nie tylko na parkiecie(!).
Gdy już jestem przy meczu Rekordu z Toruniem, wspomnę jeszcze o jednej sprawie, która nasunęła mi się na myśl w trakcie transmisji. Normą we współczesnym przekazie sportowym jest prowadzenie relacji z meczu przez komentatora oraz eksperta danej dyscypliny. Nawet transmisję z popularnego ping ponga, którą oglądałem przed futsalowym meczem, realizowały przy mikrofonach dwie osoby.
Kiedy relacje live z meczów ekstraklasy futsalowej były udziałem TVP Sport, zawsze obok komentatora był futsalowy ekspert. Akurat komentator transmisji realizowanych dla SportKlubu zna się na futsalu dość dobrze i przekazuje wiedzę oraz komentuje obraz rzeczowo i przystępnie. Też super emocjonalnie. Niemniej, nie muszą być mu znane wszelkie futsalowe tajniki. Kiedy porówna się, chociażby, przekaz komentatorski z meczu Polska - Rosja, który robiły dwie osoby, widać zdecydowaną różnicę. Nie jest mi wiadome, kto decyduje o „dołożeniu” do relacji eksperta, ale proszę o wzięcie mojego – i nie tylko – apelu pod rozwagę. Mam nadzieję, że nie chodzi o koszty.
Andrzej Hendrzak