Z notatnika dziejopisa
Niejednokrotnie obserwując rodzimy futsal łapię się myśli, że zbyt wiele od niego oczekuję, gdy tymczasem możliwości jego nie są aż tak duże i należy zadowalać się – za czym jak podejrzewam optują w związku - tym, co mamy. I nie wiem, czy jest to zaklinanie rzeczywistości z mojej strony, czy może z ich perspektywy. Ale wiem, iż ciągle nie zasypują się rozbieżności pomiędzy tak zwanymi dołami a władzą futsalową różnych odcieni. Niewykorzystanie medialno-promocyjno-marketingowe niedawnych meczów z Brazylią zdaje się powiadać, iż rację mam ja. Dlatego proponuję każdemu odłożenie na bok „różowych okularów” (czytaj optymistycznych) i zaprzestanie bagatelizowania pojawiających się od czasu do czasu problemów. Względnie ich oznak. Broń Boże, nie wyrażam swojej opinii w sensie krytycznym, lecz wskutek dbałości o futsal. W swoich felietonach kieruję się bowiem często sentencjami znanego kpiarza Bernarda Showa, który mówił, iż nie należy robić bliźniemu tego, co chciałbyś, by on uczynił tobie. Możliwym bowiem jest, że ma się do czynienia z zupełnie różnymi gustami.
Czasami wydaje mi się, że w polskim futsalu (bolączka co najmniej dwudziestolecia) prym wiedzie zasada ”ruch wszystkim - cel niczym”. Sformułowana ponad wiek temu przez Bernsteina jest aktualna do chwil obecnych. I to nie tylko w sporcie. Nie jest ona akceptowana przeze mnie, ale rozumiem poniekąd kierujących się ową zasadą. Zawsze to niestabilność pozwala wiele spraw zapętlić. Dlatego proszę gremia, mające wpływ na personalia oraz na zasady czy regulaminy: postawcie na trwałość i ciągłość w polskim futsalu. Nie zmieniajcie co kadencję kadr, postawcie na ludzi od lat będących przy futsalu. Nie twórzcie co rok, czy dwa lata, nowych zasad, regulaminów. Dajcie szansę na planową, wieloletnią pracę. Ale też apeluję do klubów, stowarzyszeń – domagajcie się możliwości otrzymania rzeczowej kontroli nad kierującymi wami gremiami futsalowymi.
W polskim futsalu klubowym Rekord Bielsko Biała (gratuluję kolejnego tytułu mistrzowskiego) staje się powoli niemal wzorem z Sevres w kategorii klubu futsalowego. Nie ma jednak nic bardziej błędnego, niż takie myślenie w klubach. Rekord na chwilę obecną jest jeden i nie do podrobienia dla innych. Z najzwyczajniej prostego powodu - braku szeroko rozumianej bazy, infrastruktury. Pewnie pieniądze inne kluby znalazłyby może i większe na futsal, ale rekordowego systemu szkolenia nie powtórzą. Stąd potrzeba szukania własnych dróg. Każda próba naśladownictwa może zakończyć się bowiem tylko klapą. I w tym widzę przyszłościową moc klubów futsalowych. W różnorodności. Nie w naśladownictwie. Ale też w mądrych prezesach. Takich nie działających na kredyt i głównie poprzez fejsa.
W Warszawie Legia zajęła się futsalem i od nowego sezonu pod jej nazwą jako klubowa sekcja wystąpi w mazowieckiej II lidze drużyna futsalowa. Po Pogoni 04 Szczecin, futsalowej Wiśle Kraków - której już nie ma, prężnym futsalowym Piaście Gliwice, jest to kolejny z symboli piłki trawiastej, który przymierzył się do futsalu. Być może tę drogę obiorą jeszcze inne kluby z grona dużej piłki. Warto. Kiedyś moim marzeniem było, aby futsal ligowy na centralnych szczeblach rozgrywek rozwijał się właśnie w dużych klubach ligowych, względnie w małych miejscowościach, które poprzez udział w rozgrywkach ekstraklasy, czy I ligi futsalu mogłyby promować swoje środowiska. Dlatego zawsze z przyjemnością patrzę pod tym kątem na Pniewy albo Lubawę.
Andrzej Hendrzak