Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

I stało się. Futsalowa Pogoń z miasta Szczecina po wielu całkiem przyzwoitych latach w futsalowej ekstraklasie wylądowała w I lidze. Znam takich, którzy już przed sezonem stawiali przy Pogoni 04 znak zapytania w typowaniu utrzymania się na kolejny sezon w rozgrywkach ekstraklasy. Przyznam, że po pierwszej rundzie zacząłem ich rozumieć. Rzeczywiście patrząc wstecz, symptomy słabości szczecinian czasami w sposób nieuchwytny, innym razem w sposób widowiskowy, objawiały się od pewnego czasu. Nie chcę w felietonie wskazywać, że to odejście prezesa Macieja do Warszawy miało aż tak wielki wpływ na fakt osłabnięcia pogonijnych notowań, ale coś na rzeczy w tym jest.

Po finałowych rozstrzygnięciach awansów oraz degradacji ekstraklasowych najcenniejszą informacją minionego sezonu dla wielu klubów ekstraklasy oraz I ligi wydaje się być degradacja Pogoni oraz AZS z Gdańska. Najcenniejszą pod kątem kosztów meczowych. Najzwyczajniej nie będą one musiały odbywać dalekich wojaży nad polskie morze, by rozgrywać mecze. To, co po części cieszy kluby ekstraklasowe, nie jest dobre dla pierwszoligowców z grupy północnej. Spadek nadmorskich eks-ekstraklasowców zdecydowanie podniesie koszty rozgrywek tej grupy dla innych zespołów. Szczególnie eskapada do Szczecina będzie droga, a już wydawało się, że po wycofaniu się z rozgrywek teamu z Zielonej Góry wyjazdowa średnia kilometrowa ukształtowana została na poziomie do przyjęcia dla wszystkich. Ale cóż, nikt nikomu nie obiecywał, że rozgrywki będą tanie. A kierując się filozofią pewnego związkowego wiceprezesa dopowiem, iż nikogo na siłę nie przymusza się też do rozgrywek.




Sport zawsze wiąże się z ryzykiem. Podobnie udział w rozgrywkach. I jeżeli futsal chce być poważany, nie może stawiać na taniość. W sporcie ryzykują zawodnicy – choćby kontuzją. Ryzykują kluby – na przykład słabymi wynikami. Ryzykują szkoleniowcy – reputacją. Ryzykują sędziowie – obśmianiem. Ryzykują też kibice – pieniędzmi stawianymi u bukmacherów. A mimo wszystko, razem wzięte te ryzyka nakręcają widowisko sportowe.

Oczywiście – jak przy każdym działaniu – nie brakuje w sporcie, w tym i futsalu wielu absurdów. Czasami nawet zakrywają one oparami wizerunek dyscypliny. Niemniej, choć zabrzmi to nieco niedorzecznie, zarówno wpadki jak i ryzyka nadają swoistego kolorytu widowisku.  Oby tylko nie były nagminne i raczej zdarzały się poza parkietami hal. Zauważcie przy tym, drodzy czytelnicy, kiedy było najgłośniej o futsalu w minionym sezonie? Otóż wtedy, gdy w związku coś zakręciło się lub nie przy losowaniu, albo gdzieś tam w rozgrywkach młodzieżowych ręcznie jakiś działacz próbował kimś, czy też czymś posterować. Tak jakoś mają nasze media, że nie wyłącznie pozytywy opisują barwniej oraz częściej. I może dlatego futsal najbardziej medialny był za rządów pana Kazimierza.

Czerwiec jest bardzo aktywny dla naszych reprezentacji futsalowych – seniorskiej, młodzieżowej, kobiecej. Najbliżsi ważnej europejskiej imprezy są podopieczni Łukasza Żebrowskiego. Wystartują w futsalowych finałach EURO U-19. Tak sobie myślę, gdzie należy poszukiwać futsalowych  talentów, jak nie ta tej imprezie? Gdzie szukać tej futsalowej spontaniczności, nieskażonych manierami zawodników, jak nie w takich kadrach? Kilka nazwisk naszej futsalowej młodzieży posiadłem w pamięci, ale nie chcę zapeszać ich wyjawianiem przed turniejem. Oby wpadły też w notesy bardziej ode mnie zacnych szkoleniowo obserwatorów. I mam nadzieję, że podczas finałowych gier nie będziemy chwalić tylko obcokrajowców. To ostatnie zdanie piszę nieco z sarkazmem, gdyż mając świeżo w pamięci trawiaste EURO U-20 w Polsce, mogę powiedzieć tylko, że zaimponowaliśmy głównie publicznością. Co już w czempionatach młodzieżowych staje się naszą tradycją. Dlatego życzę polskiej młodzieży futsalowej, by ową tradycję zmieniła.




Polski minister sportu został szefem Międzynarodowej Agencji Antydopingowej. I jest to dla Polaka gigantyczne osiągnięcie. W zasadzie największe w historii polskiego sportu. Na kanwie tego wyboru przejdę do rzeczy maluczkich, chociaż dla futsalu naszego niezwykle ważnych. Co prawda prezes Boniek jest w ścisłych władzach UEFA - i chwała mu za to, że potrafił się tam ulokować - ale mam do prezesa prośbę. Taką maluczką, nieśmiałą. Może udałoby się do europejskiego gremium futsalowego wskazać jakiegoś Polaka? Ma polskie środowisko kilku ciekawych działaczy, powiązanych stricte tylko z futsalem. I o takich ludzi mi chodzi. Nie o kolejnego „trawiastego”, dla którego taki awans byłby jedynie przysłowiowym „kwiatuszkiem do kożuszka”. A jak już jestem przy takich ogólnych personaliach, to pozwolę sobie zaapelować do ligowych klubów polskiego futsalu. Spróbujcie podczas kolejnych wyborów delegatów na coroczny zjazd PZPN wybrać chociażby jednego delegata klubowego – spoza związkowej Komisji. Inaczej pomyślę, że tylko panowie prezesi potrafią gadać, gadać, gadać. 

Andrzej Hendrzak