Z notatnika dziejopisa
Ciekawa sprawa. Od pierwszego oglądania na żywo we Francji kolarskiego Tour de France minęło już ćwierć wieku a nadal każdy wyjazd na ten wyścig zdaje mi się być wielką wyprawą. Nie inaczej było i tegorocznego lipca, gdy na kilka dni zawitałem do Pau. Kolarstwo jest pięknym sportem. A co najważniejsze pozwala kibicowi jak żadna inna dyscyplina poznawać uroki kraju, w którym dane wyścigi odbywają się. Pozwala, gdyż tour codziennie melduje się w innej miejscowości. Przejeżdża przez inne tereny.
Podziwiam za każdym pobytem na francuskiej imprezie tłumy kibiców, którzy potrafią kilka dni wcześniej wyjechać na trasę etapu i czekać na kolarzy, by im kibicować, ale też zabawiać się, czekając. Patrząc na kolorowe stroje kolarzy, pełne reklam sponsorskich, mając na uwadze długość transmisji telewizyjnych (Eurosport na żywo przekazuje relacje z całych etapów) wcale nie dziwię się, że donatorzy sportowi w pokaźnej swej warstwie decydują się na kolarstwo.
Piszę o tym wychodzeniu w kontekście informacji jakie docierają o zamykaniu się futsalowych środowisk we własnym gronie. O głoszonych tezach typu „coś wiem, ale nie powiem”. Względnie „powiedzieć nie mogę, bo obiecałem tajemnicę”. Mógłbym takich słów wymienić jeszcze multum, ale po co? Wystarczy, że napiszę, iż każda sytuacja mniej lub bardziej optująca za tajemniczością jest samobójem dla futsalu. I pozostawię to bez komentarza. Do przemyślenia.
Wracając ad rem, czyli do futsalowego meritum napiszę, że jedyną ważną informacją, jaka ukazała się o polskim futsalu w lipcu – futsalowym sezonie ogórkowym – jest wiadomość o transferze Michała Kałuży do ekstraklasy hiszpańskiej – najlepszej futsalowej ligi Europy. Brawo za pomysł, brawo za decyzję. Jest to pisanie historii naszego futsalu na najwyższym poziomie. Oceniam to jako drugi godny transfer polskiego futsalisty. Pierwszym było niegdyś przejście Pawła Budniaka do czołowego klubu ukraińskiego futsalu.
Czekam na kolejne ruchy, gdyż to takie właśnie transfery pokażą, że nasz futsal jest postrzegany w Europie. Postrzegany pozytywnie. Moim zdaniem kolejnym zawodnikiem powinien być Mikołaj Zastawnik. Chciałbym, aby odważył się. Nie wątpię, że ważnym dla Hiszpanów (oprócz oczywistych innych powodów) przy wyborze Kałuży była jego znakomita postawa w meczu eliminacyjnym mistrzostw Europy w Elblągu przeciwko Hiszpanom właśnie. Kiedyś pisałem, iż uznam nasz futsal za europejski w każdym calu, gdy co najmniej trzech zawodników zawita do topowych klubów futsalowych Europy oraz, gdy w naszych klubach przynajmniej trzech solidnych futsalistów spoza Polski zagra w ekstralidze w jednym sezonie. Coś mi się widzi, iż prędzej spełni się to pierwsze, bo klubów raczej na takie ekstrawagancje nie stać. Jeszcze, mimo istnienia spółki Futsal Ekstraklasa, wiele z nich „ciężko dyszy”.
Polska noblistka Wisława Szymborska mawiała – „Czytanie książek, to najlepsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. W pełni się z tym zgadzam i po raz kolejny przystąpiłem w lipcu do przeczytania znakomitej powieści katolickiego pisarza Jana Dobraczyńskiego „Najeźdźcy”. Za każdym kolejnym razem odkrywam nowe pokłady zawartych w niej myśli. Zauważam nowe treści, które wiele lat temu uważałem za błahe.
Podobnie mam z futsalem. Początki zainteresowania nim były przeważnie emocjonalne. Obecnie są raczej rozważne, analityczne. Patrząc na ludzi, których dzięki futsalowi poznałem, mogę dokonać hierarchizacji ich zachowań wobec tej dyscypliny. Jak wszędzie, są w tym gronie karierowicze, są ludzie przypadkowi, są osoby mające futsal w sercu, są rzemieślnicy dyscypliny, są jednostki traktujące futsal niemal jak religię. Gdybym miał dzisiaj wymienić tych, którzy mocno zapadli w świadomość interesujących się tą dyscypliną, niewątpliwie wskazałbym na pana Zdzisława Wolnego oraz pana Romana Sowińskiego. Twierdził będę, że spowodowali oni, iż polski futsal w pewnym okresie nie pozostał tylko halową zabawką, lecz zmierzał różnymi drogami (czasem i krętymi) ku zacnej dyscyplinie sportowej. Oby kolejni działacze nie mieli takich trudności jakich doświadczali futsalowi pionierzy. Niemniej, niech zawsze pamiętają, że najpierw jest futsal, a później osobista korzyść. Jakże często współcześnie bywa odwrotnie.
A jest on równie ważny jak transfery, czy poszukiwanie sponsorów. Rozmawiając kiedyś z Czesławem Langiem, dyrektorem Tour de Pologne, usłyszałem z jego ust zdanie o bezpieczeństwie imprezy. Mówił, iż jest to rzecz, na którą organizator powinien zwracać najbaczniejszą uwagę. W pełni zgadzam się z panem Czesławem. I przekazuję jego wypowiedź do pamięci klubowych prezesów, którzy często jeszcze podchodzą do meczów jak do radosnych festynów, na co ich zwierzchnie władze ze związku, czy spółki nie zawsze zwracają uwagę. A sprawy organizacyjne – drodzy panowie prezesi też są analizowane przy angażowaniu się sponsorów, czy telewizji.
P.S. Reprezentacja piłki plażowej nie zakwalifikowała się do finałów mistrzostw świata. Szkoda, bo pewnym prezesom wypadły ciekawe wyjazdy!