Z notatnika dziejopisa
Poker oraz kierki, to były ulubione gry karciane okresu moich studiów. W akademiku obok mieszających karty nie brakowało także szachistów. Co dziwne, gry zespołowe zmuszające do biegania, skakania, kopania, główkowania, rzucania, nie były preferowane. Już raczej z dyscyplin niegabinetowych na topie była lekkoatletyka. O ile w pokera grywali koledzy bardziej rozrywkowi, to do szachownicy oraz kierek zasiadali ci spokojniejsi. Ale to pokerzyści dysponowali zawsze solidniejszą kasą. W wielu przypadkach zdobywaną w zwycięskich grach ze studentami z Afryki.
Piszę o tym, by wskazać, że bez ryzyka nie podejmie się najwyższej puli. Bez ryzyka, ale też i chłodnej głowy. Być może także potrzebne jest do tego strategiczne myślenie szachisty połączone z cierpliwością oraz spokojem rozgrywki. Połączenie tych cech wydaje mi się bardzo przydatne dla umysłu, charakteru, osobowości szkoleniowca sportowego. Szczególnie tego pracującego z reprezentacją narodową.
Ale nadchodzi czas sprawdzenia. Jak w pokerze, czy brydżu po licytacji. I taka będzie, a przynajmniej powinna być – według mojej oceny – dla polskiego futsalu nadchodząca jesień. Powinna być sprawdzianem nie tylko dla reprezentacji seniorskiej, czy młodzieżowej, ale dla całego systemu szkoleniowego oraz młodzieżowego polskiego futsalu. Z rozliczenia podsumowującego nie wykluczam oczywiście i systemu naszych futsalowych rozgrywek ligowych.
Selekcjoner Błażej Korczyński otrzymał od władz PZPN oraz Komisji Futsalu spore swobody szkoleniowe, organizacyjne, personalne. Otrzymał zaufanie, jakim nie darzono w historii polskiego futsalu żadnego selekcjonera reprezentacyjnego teamu seniorskiego. Reprezentacja jest całkowicie jego autorskim programem. Dla niego jak najlepszy wynik w eliminacjach turnieju światowego to też osobiste wyzwanie. Nie da się bowiem ukryć, iż poprzedni awans do finałów mistrzostw Europy był jeszcze dziełem trenera Andrzeja Biangi. Dobrze byłoby więc, aby ten ambitny szkoleniowiec pokazał, że jako główny coach także potrafi dobić się do awansu. Nie wiem, czy jest to główny cel, wskazany przez piłkarski związek, ale nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Nie po to inwestuje się przez lata, by wydłużać czasowo osiągnięcia celów. Polski futsal nie zwykł głaskać przegranych. I nie widzę powodów, by to zrobić teraz.
W nieco innej sytuacji jest trener reprezentacyjnej młodzieżówki – Łukasz Żebrowski. Ten team awansując już zrobił wiele. Co nie znaczy, że ma wszystko na Łotwie przegrać. Gdyby tak zdarzyło się, zapewne trudno byłoby o przebaczenie. O ile dobrze rozumuję, to obstalowany system rywalizacji młodzieżowej w naszym kraju powinien z urzędu wykluczyć możliwość bezpunktowego powrotu, Przecież według związku system jest wydajny i szkoleniowo zabezpieczony. Co prawda, sporo młodzieżowych ekspertów futsalowych ma zdanie odmienne o systemie lub apeluje o jego ciągłe usprawnianie, lecz racje związkowe i oponentów wyważy dopiero finałowy łotewski turniej. Jak z tego widać – jest o co grać. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby przynajmniej jedna z wymienionych naszych reprezentacji nie spełniła pokładanych w nich przez środowisko nadziei i nie wróciła z tarczą. Gdy obydwie polegną, może być kłopot.
Mimo, iż futsal jest tylko małą, maluteńką cząsteczką polskiej piłki, to jednak tego rodzaju opinie nie mogą i dla niego pozostać bez echa. Tym bardziej, że tak zwany wielki biznes nie garnie się do ekstraklasy trawiastej. A jest to zdanie Krzysztofa Sachsa – jeszcze do niedawna przewodniczącego komisji licencyjnej PZPN. Kto jak kto, ale szef od licencji wie co mówi. I dlatego przed nowym sezonem wyrażam swoją troskę o ekstraklasowe oraz pierwszoligowe kluby futsalowe.
Nie jest tajemnicą poliszynela, iż klubom się nie przelewa. Nie jest też tajemnicą, że sponsorzy nie garną się drzwiami oraz oknami. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele. Zapewne jednym z nich jest „chwiejny (ciągle zmienny) system rozgrywek”. Innym – równie ważnym – ciągle amatorskie podejście do rzekomo profesjonalnych (!) rozgrywek. Gdybym miał oceniać poszczególne sfery futsalowe na zasadzie profesjonalizmu, to pewnie oprócz organizacji sędziowskiej (nie chodzi mi o samo gwizdanie) musiałbym sporo drapać się po głowie, aby coś jeszcze przynajmniej quasi profesjonalnego dodać. Pozostają więc klubom futsalowym samorządy do finansowego wsparcia. Ale, czy one akurat muszą wybrać futsal? Czy dla nich promocja poprzez futsal jest tą docelową? Czy dla futsalu jest to tylko nieustające łudzenie się? Już dawno wyzbyłem się mrzonek o potędze polskiego futsalu klubowego. Osobiście zadowolony będę, jak tyle samo klubów, co rozpoczęło sezon, dokończy go wiosną roku 2020.
Andrzej Hendrzak