Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Nie każdy z zasady może być zwycięzca, ale wygranym już tak. Tak sobie pomyślałem tuż po finałowym meczu mistrzostw świata szóstek piłkarskich. Na pięknej wyspie Krecie Polacy przegrali z Rosją i podobnie jak rok temu wracają do ojczyzny jako wicemistrzowie globu. Dla mnie drugi raz z rzędu są wygranymi. Gratuluję trenerowi Klaudiuszowi Hirschowi, jego zawodnikom, a szczególnie tym, którzy na co dzień parają się futsalem w różnych zespołach oraz ligach. Droga „szóstkowa” reprezentacjo, utrzymać pozycje kolejny raz jest o wiele trudniej niż zdobyć ją po raz pierwszy. Niech wasza stabilność powtórzy się na kolejnym mistrzowskim turnieju, chociaż życzę mistrzostwa. Dla mnie najważniejsze pozostaje, że nie jesteście jednoroczną efemerydą – jakich wiele w polskim sporcie.  Myślę, że z zazdrością mogą patrzeć na wasze wyczyny futsalowe reprezentacje. A i te piłkarskie jedenastoosobowe, trawiaste także. I pomyśleć, że nie stoi za waszymi sukcesami potężna machina związku piłkarskiego – PZPN.

Rekord Bielsko Biała zmonopolizował w ostatnich sezonach ligowe rozgrywki futsalowe w Polsce zarówno w gronie seniorów jak i pośród młodzieży. Też osiągnął dobry wynik w poprzedniej edycji futsalowej Ligi Mistrzów. Można było przypuszczać, że na stałe zadomowił się w Elite Round - jak to stało się udziałem podopiecznych pana Hirscha na podium mistrzostw świata. Tymczasem niedawny turniej eliminacyjny w Pradze pokazał spore niedostatki w grze naszego krajowego dominatora i droga do elity została zamknięta. Pozostaje tylko zapytać, czy ubiegłoroczny wynik był przypadkowy, czy obecny brak awansu na poprzedni poziom rywalizacji jest tylko przypadkiem. Oby to drugie. Ale patrząc całościowo w kontekście ligi stwierdzę, że dominacja w ekstraklasie polskiego futsalu wcale nie daje gwarancji na europejski sportowy wynik. Na tle internacjonałów z praskiej Sparty nasi wyglądali na nieco zagubionych.

Tak się złożyło, że przez pewien czas miałem możliwość z bliska spoglądać na działania Futsal Ekstraklasy. Niedługo minie 10 lat istnienia Spółki prowadzącej z nadania PZPN i za jego zgodą ekstraklasowe rozgrywki. Powolutku, powoli zmienia ona oblicze ligowe naszego futsalu. Ale ciągle pnie się pod górkę. Patrząc z bliska zauważyłem pewien niepokojący sygnał. W mojej ocenie zbyt wiele oczekuje się od władz SFE. Szczególnie ze strony klubów. Patrząc obiektywnie owe władze nie za wiele mogą, gdyż nasz futsal nie jest aż takim podmiotem wiodącym w dyscyplinie piłka nożna, aby drzwiami, czy oknami garnęli się do niego sponsorzy.  Nie sądzę więc, aby Spółka mogła w obecnej chwili rozwiązać finansowe oczekiwania klubów. A one niewątpliwie istnieją. Takie – napiszę obrazowo - rozwarcie owych nożyc priorytetów daje powody niepokoju. Lepiej więc przy takich sytuacjach ostrożnie  podchodzić do dyskusji o funduszach. Inaczej wszystko rozjedzie się nim jeszcze powstanie z tak zwanych kolan.

Popatrzcie tylko – drodzy prezesi wszelkich opcji oraz szczebli – na ekstraklasę trawiastą. Zarządzająca nią Spółka obudowała znakomicie projekt ESA. Znalazły się fundusze, są spółki skarbu państwa, prywatni inwestorzy, telewizje. Jest kolorowo, rozrywkowo, wesoło. Tylko co z tego – jak od lat nie ma klubowego wyniku sportowego na miarę europejskich oczekiwań. Oczywiście bez pieniędzy trudno o realizację wielkich projektów. Zresztą małych, futsalowych też. Ale nie zawsze one decydują o poziomie. Gdyby tak było, to Arabia Saudyjska lub Stany Zjednoczone byłyby naprzemiennie mistrzami świata. Na szczęście tak nie jest, bo jeszcze jest czynnik ludzki. Równie ważny jak kasa. A jeszcze do tego dochodzi wizja, którą – co stwierdzam z przykrością dla polskiego futsalu – ma niewielu. Prawda, panie Szymonie?

To co napisałem do tej pory było tylko przystawką do głównego dania jakim są niewątpliwie zielonogórskie eliminacje mistrzostw świata. I w tym akapicie powrócę do początkowych zdań felietonu. Po raz trzeci wspomnę o oczekiwanej stabilności. Pozytywnie obeszła się ona z reprezentacją szóstek. Nie sprzyjała Rekordowi. Teraz czas na sprawdzian dla seniorskiej, futsalowej reprezentacji. Podopieczni Błażeja Korczyńskiego mają czego bronić, gdyż przed dwoma laty awansowali do finałów mistrzostw Europy. Teraz droga do światowych finałów jest z różnych powodów (mniej zespołów z Europy w finale) o wiele trudniejsza, ale poniekąd szlachectwo zobowiązuję. Dlatego oczekuję awansu z zielonogórskich zmagań do kolejnej fazy  eliminacji. Patrząc na priorytety finansowo – organizacyjno - szkoleniowe, jakie zafundował PZPN naszej reprezentacji mam prawo – podobnie jak wielu innych sympatyków futsalu – wyrażać je głośno. Co czynię pisząc – NIE MUSICIE BYĆ ZWYCIĘZCAMI, ALE BĄDŹCIE WYGRANYMI.