Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Pięknie wyglądała tyska hala podczas finałów Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-20. Po raz kolejny napiszę, że futsalowa nawierzchnia zamontowana na imprezę dodaje zdecydowanej jakości. Nie tylko w oglądzie, ale i we wrażeniach grających. Dziękuję panu Morkisowi, organizatorowi mistrzostw, za urzeczywistnienie marzeń zawodników z ekip finalistów. Zapewne każdy z nich chciał zagrać na takiej nawierzchni. I zagrali. Dziwnym jest jednak, że na MMP można rywalizować na takiej układanej nawierzchni, a nie doświadczyli tego choćby uczestnicy eliminacji Mistrzostw Świata w futsalu. Nie doświadczyli uczestnicy wielu meczów międzypaństwowych, rozgrywanych w naszym kraju, organizowanych przez PZPN.

Granie na okazjonalnych parkietach można porównać w większości przypadków z jakością trawy podczas niedawnego meczu reprezentacji pana Brzęczka na warszawskim Narodowym. Nie sądzę, aby wynajmowanie owej maty futsalowej na mecze kadry przekraczało możliwości zawiązku. Jak jest naprawdę - nie wiem. Może brakuje tylko dobrej woli. Szkoda też, że FE meczów telewizyjnych nie rozgrywa na futsalowej, kładzionej nawierzchni. W każdym razie jeszcze raz w imieniu swoim oraz uczestników tyskiego czempionatu dziękuję panu Grzegorzowi.

Chciałbym, aby Czytelnicy zapoznając  się z treścią powyższego akapitu pomyśleli, jak niewiele trzeba, by się nam częściej udawało. W tym przypadku chodzi tylko o najzwyklejszą matę i nieco grosza z przepastnej kasy związkowej. Niejednokrotnie futsal terenowy uświadamiał odpowiadającym za niego, że pomysły nie dlatego są dobre, bo coś reformują, lecz dlatego, że zmiany uzdrawiają. Najzwyczajniej należy mocno uwierzyć, że myślenie pozytywne, skupienie się na szukaniu rozwiązań, nie zaś na przesadnych analizach, pozwoli lepiej opanować czekające nas futsalowe wyzwania.

Polskie Święta Bożego Narodzenia to spotkania rodzinne, kolędy, życzenia. Ale też są czasem, podczas którego jakoś tak najzwyczajniej wierzymy, iż coś zmieni się. Są czasem przemian. Są też czasem przeprowadzenia rocznego bilansu, a dla polskiego futsalu nie był to rok udany. Ale o tym przyjdzie czas pisać po Nowym Roku. Teraz nie psujmy sobie świątecznego stołu. Nawet w takim okresie nie wypada. Niech więc spokojnie świętują – i ci,mktórzy uważają, iż to nie oni sprawili, że coś w polskim futsalu nie udało się, jak i ci, którzy rzeczywiście zawiedli.

Swoje felietonowe życzenia kieruję w tym roku wyjątkowo w stronę futsalowych szkoleniowców. Życzę wam, panowie, żeby przynajmniej jeden z Was wyjechał do pracy w solidnym klubie futsalowym poza Polską. Niech zostanie przetarty szlak, bo w przeciwnym razie nadal będziemy uznawać jedyne nieomylne krajowe wyrocznie szkoleniowe. A kiszenie się we własnym sosie nie jest ani zdrowe, ani smaczne. Życząc wiele oraz niewiele innym, nie mogę zapomnieć o sobie. Sobie i wszystkim kibicom życzę więc, abyśmy mieli wiele pozytywnych emocji z oglądania z futsalowych meczów każdego szczebla. I jak najmniej powodów do niezadowolenia.

Andrzej Hendrzak