Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Żużlowiec Bartosz Zmarzlik w minioną sobotę okazał się najlepszy w 85. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski 2019 roku. W pokonanym polu pozostawił piłkarskiego asa, twarz wielu reklam Roberta Lewandowskiego. Nie pomogło nawet wsparcie znanej celebrytki, żony pana Roberta, Anny. Wygrał żużlowiec, przedstawiciel dyscypliny nie mającej znaczącego miejsca pośród największego w kraju, jeżeli chodzi o zasięg, nadawcy telewizyjnego, czyli TVP.




Powie ktoś: co mi tam żużel, gdy felieton we wskazaniu ma być o futsalu. Drogi Czytelniku, obyś nie był w błędzie. Już sam fakt wygranej przedstawiciela tej nieolimpijskiej dyscypliny i pokonanie przedstawiciela hołubionej piłki świadczy, iż jak się chce, to można zrobić dla popularyzacji danej dyscypliny wiele. Jest jednak przy tym jedno „ale”. I to poważne „ale”. Trzeba osiągnąć sportowy sukces. Myślę, że futsalowi działacze w Polsce poprawnie odczytają intencje felietonisty w pisanym akapicie. Otóż, najpierw sportowy poziom, by później media można było kokietować. Czy też różnych znaczących sponsorów w skali ogólnokrajowej.

Pasjonatem żużla jestem od lat. Był okres, gdy miałem zaszczyt przez lata współpracować z wiodącym w Polsce medium żużlowym o tytule „Tygodnik Żużlowy”. Dlatego mogę sobie pozwolić na przytoczenie opinii senatora RP Władysława Komarnickiego, honorowego prezesa Stali Gorzów i człowieka, który od początku kariery jest przy Bartoszu Zmarzliku. – Gdyby prezes TVP Jacek Kurski wiedział, na czym ten sport polega, to dałby sobie spokój z Zenkiem Martyniukiem, tylko zaproponował powszechnie dostępny żużel dla wszystkich Polaków - powiedział. Święte słowa i najprawdziwsze prawdy, panie senatorze. A jeszcze odnosząc się do wygranej Bartka powiem, że jest to wynik niesamowitej mobilizacji oraz dyscypliny i jedności środowiska żużlowego w Polsce. I ten przykład kieruje ku pamięci futsalowi.

Piłkarską kolejkę ligową w Polsce na szczeblu ekstraklasy trawiastej, będąc na stadionie, ogląda prawie dwa razy mniej widzów w odniesieniu do jednego meczu, niż mecz ligi żużlowej. Podobnie ma się rzecz z oglądalnością kolejki w telewizyjnym przekazie. Tutaj też żużel gromadzi większą liczbę widzów.  A zaznaczyć trzeba, że to tylko cztery mecze w kolejce, przy ponad dwa razy większej liczbie  piłkarskich zmagań. Atrakcyjność dyscypliny, emocje zdecydowanie przewyższają bieganie za piłką po trawie. Przynajmniej w polskim wydaniu. Przy okazji wspomnę, że prezes Zbigniew Boniek jest wielkim fanem oraz znawcą „czarnego sportu”. Ostatecznie wychowywał się w Bydgoszczy, gdzie rozwijał się talent żużlowego arcymistrza Tomasza Golloba.

Polski futsal w swoich rozwiązaniach systemowych zbyt mocno kieruje się przykładami pobieranymi z piłki trawiastej. Najwyższy już jednak czas zrozumieć, iż poza byciem w jednym związku piłkarskim oraz kopaniem piłki nogą, nic więcej nie łączy tych dwóch dyscyplin. Najwyższy czas obrać własną drogę rozwoju, szczególnie w aspektach promocji, marketingu, systemu rozgrywkowego. A nawet szkolenia, gdzie warto wydostać się spod wpływu ogólnie znanych postaci piłki trawiastej i powalczyć o własny ośrodek dyspozycyjno-decyzyjny. Dobrym przykładem są tutaj sędziowie futsalowi i ich działalność w ramach struktur Polskiego Kolegium Sędziów.




Zawsze mówiłem i będę to powtarzał, że futsalowi jest najbliżej systemowo do innych gier halowych. Piłki siatkowej, koszykówki, czy nawet hokeja. Polski futsal tylko poprzez zaznaczenie swojej odrębności w dziedzinie piłka nożna, może stać się zauważalny dla poważnych mecenasów sportu. Inaczej pozostanie w odbiorze jako amatorska dyscyplina dla biedniejszych piłkarzy oraz niespełnionych w dużej piłce działaczy i sponsorów. Ale przede wszystkim konieczna jest jedność środowiska. Taka jaką zademonstrował żużel przy głosowaniu na Bartka Zmarzlika.

Kiedy wybierano Zmarzlika na najlepszego sportowca Polski Anno Domini 2019, w Toruniu był rozgrywany mecz na szczycie futsalowej ekstraklasy. Zakończył się remisowo, ale nie o sportowej jego stronie chcę napisać kilka słów. Niejednokrotnie miałem możliwość wsłuchiwania się w wizje prezesa FC Toruń, Patryka Stasiuka, odnośnie organizacji meczów, przenoszenia się do dużej hali, zapewnienia kibicom innej rozrywki, niż tylko sam mecz. Myślę, po przyjrzeniu się meczowi z Rekordem, że jest blisko spełnienia swoich planów.

Rozumiem wizje prezesa Patryka, odnośnie grania w dużej hali. To naprawdę jest inne widowisko niż w przysłowiowym „kurniku” (przepraszam tych, których może tym sformułowaniem obraziłem). To jest inne widowisko , i dla tych na hali, i dla tych przed telewizorem, czy ekranem komputera. To jest coś, co daje pierwszy krok dla zainteresowania sponsorskiego i poważnego medium. A tak na marginesie dodam - szkoda, iż meczu toruńskiego nie realizował na żywo Sportklub. I na drugim marginesie dopiszę – szkoda, że mistrz Polski z Bielska Białej tak mało meczów rozgrywa w hali Pod Dębowcem. Dla kogo, jak nie dla mistrza, powinno być to niemal obowiązkiem, bo kto, jak nie mistrz, winien świecić przykładem pod każdym względem?

Andrzej Hendrzak