Z notatnika dziejopisa
Tak jak przewidywałem. Nie oddaliśmy przeciwnikom punktów w trakcie maltańskiego turnieju podczas futsalowych preeliminacji do Mistrzostw Europy. Gratuluję. Obowiązek zadany przez felietonistę został więc wypełniony. Nawet w solidności wynikowej. Przy okazji, po wynikach turnieju, naszła mnie następująca refleksja - po co UEFA każe grać w takich preeliminacjach nam i jeszcze kilku zespołom będącym na podobnym poziomie sportowym? Przecież wiadomo, że różnice są znaczne. Nie za bardzo widzę sens grania z tak zwaną z trzecią ligą europejskiego futsalu, gdy plasujemy się na zapleczu futsalowej umownie zwanej ekstraligi, w dolnej części ligi pierwszej.
Z turnieju maltańskiego wyciągam jeszcze inny przekaz, który chciałbym poddać do przemyślenia polskiemu związkowi piłkarskiemu. Nie pamiętam już, kiedy mogłem mecze reprezentacji Polski w futsalu oglądać w przekazie publicznej telewizji. Pamięć przywodzi mi jedynie na klawiaturę mecze futsalowej ekstraklasy, transmitowane w TVP przez połówkę sezonu 2016/2017. Tymczasem maleńka Malta za pomocą działającej tam telewizji publicznej Public Broadcasting Services (PBS) i Kanału TVM zafundowała mi, oraz zapewne też wielu sympatykom futsalu w Polsce, możliwość oglądnięcia meczów preeliminacji. Chwała im za to. Podobnie jak maltańskiemu związkowi piłkarskiemu. Wynika z tego, że jak się chce, to można. Można. Oczywiście, że można. I tej możności oczekuję na przyszłość od PZPN.
Niedawno, rzekomo na facebooku przetoczyła się dyskusja - o czym poinformował mnie kolega recenzent Józef – o zasadności pisania w dniach chwały preeliminacyjnej polskiego futsalu o rzeczach mniej przyjemnych. Chodzi o nakładanie kar i liczenie kartek. Z opowieści kolegi wynika, że wiele osób uważa, iż można takie rzeczy pozostawić na czas inny, by nie psuć delektowania się sukcesem. Polska noblistka (nawet dwukrotna) Maria Curie-Skłodowska mawiała – „Są uczeni-sadyści, którzy chętniej wyszukują błędy, niż stwierdzają prawdę”. Nie sądzę, by obie strony sporu przedstawionego mi przez kolegę Józefa kierowały się celowym wyszukiwaniem błędów lub ordynarną w swojej wymowie próbą zatajenia prawdy. Piszący ma zasadniczy obowiązek trzymania się rzetelności w przekazie. Nic bowiem tak nie oczyszcza atmosfery, jak jawność działań. I to powinno być nadrzędnym celem ludzi wszelkiej maści, obcujących z szeroko pojętym słowem futsal. Jak to pisał pewien biskup początków romantyzmu – „Poczciwość prawdy się nie lęka”.
Finowie, po wyeliminowaniu w zielonogórskim turnieju naszej reprezentacji z gry o udział w finale Mistrzostw Świata, kolejny raz pokazali, że nie wypadli sroce spod przysłowiowego ogona i zremisowali w kolejnym turnieju tych eliminacji z mistrzem Europy Portugalią oraz Włochami. Pewnie nie tylko ja jestem pod wrażeniem postępu, a szczególnie wyników na międzynarodowej arenie, jakie zrobili Suomi w minionej dekadzie. Może należy zainteresować się ich drogą do sukcesów. Czasami powiew świeżego powietrza dobrze robi. Warto może przewietrzyć nasze futsalowe podwórko, by nie miotać się niczym „wańka-wstańka” – raz w górę, raz w dół. Nie jest żadnym wstydem, czy urażaniem ambicji, sięganie po podpowiedzi lepszych. Jak to mawiał jeden z bohaterów kultowej komedii „Sami Swoi” – „mądrego, to i przyjemnie posłuchać”. A i okazja zdarzy się niedługo, podczas kursu UEFA Futsal B w Bielsku Białej, gdzie jednym z wykładowców będzie Mico Martić.
Obecny rok jest szczególnie istotny w tej współpracy, gdyż w lipcu w Poznaniu odbędą się Akademickie Mistrzostwa Świata. Bodajże czternaście lat temu taka impreza już raz gościła w Poznaniu i dowodzona przez Tomasza Aftańskiego akademicka reprezentacja męska wywalczyła wówczas czwarte miejsce. Najwyższe – jak dotąd - w historii swoich występów. Nie powiódł się wówczas projekt pozostawienia owej reprezentacji jako nominalnej związkowej „Kadry B”. Może nadszedł czas, by pomysł ten zrealizować, przy okazji kolejnego poznańskiego czempionatu? Niech to nie będzie tylko okresowa kadra na akademickie mistrzostwa, ale pozostanie jako zaplecze najważniejszej reprezentacji przez cały cykl międzymistrzowski. Na pewno przyda się, a projekt jest wart odkurzenia po latach. Tym bardziej, że nie ma obecnie kadr po roczniku U-19.
Andrzej Hendrzak