Z notatnika dziejopisa
W dramacie „Eumenidy”, jednej z trzech części „Orestei” Ajschylosa, jest wers brzmiący: „Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem”. Przypomniał mi się on podczas oglądania transmisji meczu ekstraklasy futsalowej pomiędzy Piastem Gliwice a Gattą Zduńska Wola. Spotkanie, co prawda, nie powalało poziomem, ale też nie odrzucało od ekranu telewizora. Zwycięscy przyjezdni zapisali po walce kolejne trzy punkty na swoje konto i znaleźli się na pozycji wicelidera rozgrywek. A był w tych rozgrywkach czas, gdy Gatcie wielu fachowców od rodzimego futsalu nie dawało szans na dobry wynik. Tymczasem oni cicho, spokojne, bezszelestnie niemal, przedstawiają swoje racje w walce o laury. Lotem wznoszącym, co w sportowej wersji przekłada się na awanse w tabeli, zgłaszają aspiracje do medalu srebrnego albo brązowego. Złoty bowiem już dawno zarezerwował sobie Rekord z Bielska Białej.
Szkoda tylko, że nie możemy jakoś ujrzeć Krawczyka w naszej kadrze reprezentacyjnej. Ale może dlatego tak pasjonuje wielu jego strzelecka rywalizacja z obecnym selekcjonerem narodowego teamu futsalowego.
W tej samej kolejce rozgrywek Rekord Bielsko Biała postanowił udowodnić wszem i wobec, że nazwa klubu do czegoś zobowiązuje. I osiągnął rekordowe rozmiarami zwycięstwo w mistrzowskim meczu. Pokonał akademików z Katowic aż 18:1. Z zasady w felietonie nie podaję wyników, ale ten jest wart nawet felietonowego uwiecznienia. Niesamowite. W sumie w kolejce padło 48 goli. Sam Łukasz Biel ustrzelił golkipera rywali sześć razy. Czyżby zapowiadał się nam dynamiczny finisz rozgrywek? Oby tak było. I pomyśleć, że w rundzie wiosennej tenże sam AZS z Katowic potrafił wygrać z Rekordem. I jest to jedyna, jak dotychczas, porażka Rekordu w rozgrywkach.
Wyczytałem w internecie wypowiedź hiszpańskiego trenera Orła Jelcz-Laskowice na temat przerw w rozgrywkach, jakie zostały nam, sympatykom futsalu, zaordynowane na początku roku. Podobnie jak trener Lopez nie rozumiem, jak futsal nasz ma zdobywać popularność marketingową i prowadzić racjonalne szkolenie, gdy funduje mu się w najlepszych miesiącach do grania szatkownicę rozgrywek. Nie neguję obowiązkowych federacyjnie (UEFA, FIFA) przerw na kadrę, ale już ich długość poddam wątpliwości. Nawet trener Brzęczek nie ma takiego komfortu, a wyniki osiąga lepsze. O innych przerwach nie wypowiem się, gdyż nie chcę we wszystkim wyręczać szkoleniowców. To co mówicie panowie w kuluarach, czasami warto przekazać otwarcie, jak to uczynił trener Jesus. Przecież nikt was nie ześle na przysłowiowy Sybir.
Czy nie warto byłoby w najbliższym czasie wyjaśnić owe rozbieżności? Na pewno na usystematyzowaniu poglądów skorzystać może tylko futsal. A nie jestem stuprocentowo pewny, czy panom od trawy zawsze chodzi o to samo, co ludziom futsalu.
Andrzej Hendrzak