Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

W dramacie „Eumenidy”, jednej z trzech części „Orestei” Ajschylosa, jest wers brzmiący: „Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem”. Przypomniał mi się on podczas oglądania transmisji meczu ekstraklasy futsalowej pomiędzy Piastem Gliwice a Gattą Zduńska Wola. Spotkanie, co prawda, nie powalało poziomem, ale też nie odrzucało od ekranu telewizora. Zwycięscy przyjezdni zapisali po walce kolejne trzy punkty na swoje konto i znaleźli się na pozycji wicelidera rozgrywek. A był w tych rozgrywkach czas, gdy Gatcie wielu fachowców od rodzimego futsalu nie dawało szans na dobry wynik. Tymczasem oni cicho, spokojne, bezszelestnie niemal, przedstawiają swoje racje w walce o laury. Lotem wznoszącym, co w sportowej wersji przekłada się na awanse w tabeli, zgłaszają aspiracje do medalu srebrnego albo brązowego. Złoty bowiem już dawno zarezerwował sobie Rekord z Bielska Białej.

Kolejnego gola w tym meczu zapisał na swoje konto Daniel Krawczyk. Czyli już dokładnie pięciu brakuje Danielowi do prześcignięcia Błażeja Korczyńskiego, aktualnego lidera klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Daj Boże zdrowia, by wynik poprawił. A znając go jako charakternego sportowca, pewnie jeszcze będzie chciał o kilka, a może nawet kilkanaście bramek być lepszym. I niech tak dzieje się.

Szkoda tylko, że nie możemy jakoś ujrzeć Krawczyka w naszej kadrze reprezentacyjnej. Ale może dlatego tak pasjonuje wielu jego strzelecka rywalizacja z obecnym selekcjonerem narodowego teamu futsalowego.

W tej samej kolejce rozgrywek Rekord Bielsko Biała postanowił udowodnić wszem i wobec, że nazwa klubu do czegoś zobowiązuje. I osiągnął rekordowe rozmiarami zwycięstwo w mistrzowskim meczu. Pokonał akademików z Katowic aż 18:1. Z zasady w felietonie nie podaję wyników, ale ten jest wart nawet felietonowego uwiecznienia. Niesamowite. W sumie w kolejce padło 48 goli. Sam Łukasz Biel ustrzelił golkipera rywali sześć razy. Czyżby zapowiadał się nam dynamiczny finisz rozgrywek? Oby tak było. I pomyśleć, że w rundzie wiosennej tenże sam AZS z Katowic potrafił wygrać z Rekordem. I jest to jedyna, jak dotychczas, porażka Rekordu w rozgrywkach.

Wyczytałem w internecie wypowiedź hiszpańskiego trenera Orła Jelcz-Laskowice na temat przerw w rozgrywkach, jakie zostały nam, sympatykom futsalu, zaordynowane na początku roku. Podobnie jak trener Lopez nie rozumiem, jak futsal nasz ma zdobywać popularność marketingową i prowadzić racjonalne szkolenie, gdy funduje mu się w najlepszych miesiącach do grania szatkownicę rozgrywek. Nie neguję obowiązkowych federacyjnie (UEFA, FIFA) przerw na kadrę, ale już ich długość poddam wątpliwości. Nawet trener Brzęczek nie ma takiego komfortu, a wyniki osiąga lepsze. O innych przerwach nie wypowiem się, gdyż nie chcę we wszystkim wyręczać szkoleniowców. To co mówicie panowie w kuluarach, czasami warto przekazać otwarcie, jak to uczynił trener Jesus. Przecież nikt was nie ześle na przysłowiowy Sybir.

Niejednokrotnie słyszę dyskusje, zapytania, czy uprawnienia PZPN Futsal C są potrzebne do prowadzenia futsalowych zespołów. Moim zdaniem tak. Gra w futsal zasadniczo różni się od gry na trawie. I to nie tylko tym, że różne są nawierzchnie, ale przede wszystkim inną taktyką, motoryką, piłką, zasadami. I mógłbym tak wymieniać jeszcze wiele przykładów. Jednak chciałbym się skoncentrować na różnicy podejść autorytetów do potrzeby posiadania takiego przeszkolenia przez prowadzących drużyny futsalowe. Otóż, to że ja jestem na „tak”, nie znaczy nic, bowiem ważni ludzie ze środowisk szkoleniowych wmawiają mi, iż przepisy tego nie wymagają.

Czy nie warto byłoby w najbliższym czasie wyjaśnić owe rozbieżności? Na pewno na usystematyzowaniu poglądów skorzystać może tylko futsal. A nie jestem stuprocentowo pewny, czy panom od trawy zawsze chodzi o to samo, co ludziom futsalu.

Andrzej Hendrzak