Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Z nadzwyczajną uwagą śledziłem w minionym tygodniu wszelkie informacje płynące z okolic PZPN na temat zakończenia rozgrywek, przerwanych w marcu na skutek szerzącej się w kraju epidemii. I... nie wyśledziłem nic. Na spokojnie, felietonowo mogę podsumować te wydarzenia Sokratesową sentencją „wiem, że nic nie wiem”. Ten grecki filozof starożytności żył wśród ludzi, którzy byli pełni pychy. Uważali, że znają się na wielu rzeczach, ale gdy postanawiał on przepytywać swoich rozmówców, to okazywało się, że nie potrafią jego interlokutorzy odpowiedzieć na podstawowe kwestie. Mają najzwyczajniej wiedzę zbyt powierzchowną. Nie napiszę, że decydenci związkowi są ignorantami, gdyż byłaby to oczywista nieprawda. Ale nie będzie nadużyciem wskazać, iż nie wykorzystują właściwie swojej wiedzy, by wykazać się środowisku mądrością, przezornością, decyzyjną odwagą. I dlatego ja też po tych różnych oświadczeniach, dotyczących futsalu, dalej mniej wiem, a nawet więcej nie wiem.




Pewien terenowy działacz futsalu, z którym w czwartek wieczorem rozmawiałem o decyzjach nagłej komisji związkowej, zapytał mnie wprost - czy on tylko nic nie rozumie, czy są jeszcze inni o tak jak jego „zakutej łepetynie”? Akurat komunikat potrafiłem odczytać, chociaż osobiście bardziej bym go doprecyzował, aby nie było swoistego larum w Polsce futsalowej. Larum w środowisku oczekującym przysłowiowego wyłożenia „kawy na ławę”. To była – i to mówię z całą stanowczością – znakomita okazja dla kierownictwa polskiego futsalu oraz komisji pięknie zwanej „nagłą” w związku piłkarskim, by wykazać się przenikliwością osądu. Przenikliwością obecnego czasu. Wreszcie przenikliwością posiadania nadzwyczajnych rozwiązań na przypadły nam wszystkim nadzwyczajny czas. Czas, w którym ledwo dopasowują się do rzeczywistości napisane już prawie rok temu regulaminy.

I w tym miejscu zgadzam się w zupełności z przewodniczącym Adamem, który na jednym z portali powiedział – „na razie nie możemy ustalać tabel końcowych w oparciu o nasze rozumienie regulaminów rozgrywek, które nie przewidywały tej sytuacji wyjątkowej”. Tak, to prawda, ale szybko trzeba coś uściślić literalnie, aby choć pozwolić na drogę odwoławczą klubom. Dlatego liczę, że Departament Rozgrywek Krajowych szybko pochyli się nad tą kwestią. Niemniej, w tym futsalowym rozgardiaszu jedno jest pewne – i dobrze, że tak stało się – decyzje Komisji ds. Nagłych powodują, iż sezon futsalowy 2019/2020 został w Polsce uznany za zakończony.

Klubowy futsal walczy o swoje. Walczy nie patrząc, moim zdaniem, na konsekwencje finansowo-gospodarcze, jakie niesie obejmująca kraj epidemia. Kiedy uświadamiam sobie, jak pojemne będą w nowym sezonie grupy I ligi oraz rozgrywek ekstraklasy futsalowej, to jednak zastanawiam się, czy, kto i jak to wytrzyma. Ile zespołów wystartuje, a ile dobrnie do mety. Może nad tym warto byłoby pomyśleć teraz w klubach przed procesem licencyjnym. Rozumiem – ambicje. I pochwalam, że są. Ale większy wstyd jest, gdy zaczynamy rozgrywki i w połowie wycofujemy się, bo zbrakło kasy. Między futsalowym romantyzmem, a pozytywistyczną rzeczywistością, wbrew pozorom granica jest cienka. Czasami nawet niezauważalna. Aż do tąpnięcia. Nie jest moim celem moralizowanie, gdyż w głębi nieraz sam jestem cynikiem, lecz upraszam o logiczne podchodzenie do tematu.




Nie jestem aż tak przewidujący, by z wiedzą nieomylnego eksperta napisać, jak będzie wyglądał sport po epidemii. Ale jedno wiem - sport będzie biedniejszy. Dysproporcje pomiędzy topowymi a niszowymi dyscyplinami mogą się powiększyć. Część klubów przeżyje, a inne powalczą o przeżycie. Część dyscyplin straci, ale nie na tyle, by paść. Inne osłabną sporo. Futsal nie będzie miał łatwo, ponieważ nie ma szans na duży zwrot medialny. A tam będą generowane największe poepidemiczne pieniądze. Futsalowi pozostanie więc czekać, aż gospodarka będzie funkcjonować normalnie i pocznie odrabiać stary. Kiedy do tego dojdzie? Teraz nie wie nikt.

Karol Dickens, angielski powieściopisarz XIX wieku, mawiał: „Szczęśliwy jest ten, kto mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół, nieszczęśliwym zaś ten, kto pobiera 20 szylingów, a wydatki jego wynoszą 20 i pół”. Radzę klubom o tym pamiętać przed planowaniem rozgrywek.

Andrzej Hendrzak