Beznadziejne wieści ze Szczecina. Pogoń ’04 do likwidacji? fot. Artur Szefer / Pogoń 04 Szczecin

Beznadziejne wieści ze Szczecina. Pogoń ’04 do likwidacji?

Wiele wskazuje na to, że sytuacja Pogoni ’04 Szczecin jest jeszcze gorsza niż mogłoby się wydawać.

Po publikacji artykułu „Czarne chmury nad Pogonią '04” naszej redakcji udało się skontaktować z Pawłem Płuciennikiem, osobą działającą w klubie, by naświetlić aktualną sytuację u spadkowicza z ekstraklasy. W pigułce – są duże zaległości finansowe, a władze myślą o likwidacji „zero-czwórki”.

- Jak słusznie zauważył pan w swoim artykule, nic się nie dzieje na klubowym fanpage’u, jak i stronie internetowej. Dodatkowo, z zakładki „władze klubu” zniknął wiceprezes Mirosław Grycmacher, który jednocześnie był rzecznikiem prasowym. Oficjalny powód jest taki, że ma problemy zdrowotne. To się zgadza. Drugi prezes, według mojej oceny, ma tego wszystkiego dość, dla niego jest to trudna sytuacja i nie zamierza już angażować się w sprawy klubu – rozpoczął nasz rozmówca.




Większa część rozmowy polegała na próbie zarysu sytuacji finansowej klubu. Zdaniem naszego rozmówcy, jest beznadziejnie. - Sytuacja finansowa klunu jest taka, że tak naprawdę nie ma możliwości, by został on uratowany. Chyba, że miasto przekazałoby jeszcze w tym roku jakieś środki. Nie wiem, jakie zadowoliłyby władze klubu. Z drugiej strony, trudno mówić o władzach klubu, kiedy Grycmacher praktycznie zrezygnował, a Krzysztof Bober tak naprawdę nie chce się tym już zajmować – stwierdził.

Kłopoty finansowe Pogoni ’04 Szczecin mogą dziwić, bo przecież Portowcy mogli liczyć na porządne wsparcie. Najbardziej boli to, że klub nie radził sobie z tym wsparciem, które miał w postaci „żywej” gotówki. Było to jakieś 600 tysięcy złotych z hakiem. Według naszej wiedzy połowa klubów z ekstraklasy może o takiej kwocie pomarzyć.

Pogoń to uznana marka w polskim futsalu. Klub przez piętnaście lat działalności zdołał sobie wypracować solidną pozycję. Były jednak obszary, które powinny być zagospodarowane zdecydowanie lepiej. - W naszym klubie w ogóle nie ma szkolenia dzieci i młodzieży. I to jest chyba największy problem, że przez 15 lat nikt się tym nie zajął – podkreślił Paweł Płuciennik.

Pogoń ’04 ma zaległości wobec ZUS-u i nie do końca rozliczone dotacje miejskie. Klub dostał pieniądze z miasta m.in. na zadanie „Młoda Ekstraklasa”. Ostatnie wsparcie, z maja bieżącego roku, wyniosło 100 tysięcy złotych. – Dyrektor wydziału sportu powiedział, że skoro klub spadł z ekstraklasy, to powinien te pieniądze zwrócić – zwrócił uwagę nasz rozmówca.

Doniesienia te potwierdza „Kurier Szczeciński”. „Miasto ma pretensje, że futsalowy klub nie rozliczył się w terminie z dotacji związanych z poprzednim sezonem, a ponadto w magistracie panuje opinia, że warto wspomagać kluby, które same szukają sponsorów, natomiast wyłączne finansowanie z miejskiego budżetu nie jest najlepszym rozwiązaniem” - można było przeczytać w gazecie.

Płuciennik potwierdził wcześniejsze ustalenia futsal-polska.pl. - Nie są rozliczeni zawodnicy, ale to już pan słyszał. Prawdą jest też to, że przez trzy miesiące nikt się z nimi specjalnie nie kontaktował. Przynajmniej, by poinformować, jaka jest sytuacja i co klub zamierza zrobić – przekazał.




Wygląda na to, że problemów jest sporo. Zatem co dalej z Pogonią ’04? - Prezes ma taki pomysł, żeby postawić klub w stan likwidacji. By jednak to uczynić, potrzebne są pieniądze na uiszczenie opłat czy opłacenie syndyka. To wszystko kosztuje, a klub środków nie ma. Jeżeli zostałby przeprowadzony proces upadłości, to jest szansa, że klub zostanie zwolniony przez sąd z opłat wobec ZUS-u i Urzędu Skarbowego – dodał.

A czy szczecinianie w ogóle interesują się dalszymi losami futsalu w ich mieście? - Po pańskim artykule, ruszyła w Szczecinie lawina informacji. Nie znaczy to, że przyniesie to jakiś efekt – wyjaśnił Płuciennik.

Jaka jest zatem recepta na ratowanie szczecińskiego futsalu? - Jedynym, co mi przychodzi do głowy, jest powołanie nowego podmiotu i zgłoszenie klubu do drugiej ligi. Najpierw jednak trzeba by te rozgrywki stworzyć. Dziwi mnie, że nasz klub odpuścił sobie prowadzenie ligi środowiskowej. To było doskonałe narzędzie, by ogrywać młodzież, a ponadto można było znajdować tam różne perełki, najlepszym przykładem są Michał Kubik i Artur Jurczak – stwierdził.

- Dobrze byłoby, gdyby znaleźli się chętni i założyli w Szczecinie nowe stowarzyszenie, które przystąpiłoby do rozgrywek II ligi. Najlepiej, gdyby klub nadal grał pod nazwą Pogoń Szczecin, ale na to musiałaby wyrazić zgodę Pogoń trawiasta. „Zero-czwórka” taką zgodę miała. Nie wiem, czy uda się zrealizować  ten pomysł. Trzeba by najpierw porozmawiać z miastem, poszukać trenera i zawodników. Potrzebni byliby także chętni do działania w klubie. Szkoda byłoby, gdyby taka marka zniknęła z futsalowej mapy Polski – podsumował nasz rozmówca.

Mateusz Jakubiak, kapitan Pogoni w zeszłym sezonie, przyznaje, że już wcześniej były „sygnały, że klub powinien być trochę inaczej prowadzony”. = Teraz naprawdę z dużym niepokojem czekamy na odpowiedź włodarzy grodu Gryfa - powiedział „Kurierowi Szczecińskiemu”.

- Jeśli chodzi o moją indywidualną karierę, to pod wpływem impulsu podjąłem decyzję, by zacząć grać na trawie i podjąłem treningi z III-ligowym Świtem Skolwin. Zrezygnowałem jednak z tego, licząc, że nasza zero-czwórka zdoła się odbudować. Teraz jednak znowu zaczynam myśleć o trawie, ale nie chcę nic robić pochopnie i daję sobie czas na decyzję do zimy, a na razie koncentruję się na pracy zawodowej - powiedział Jakubiak.

Na pewno w Szczecinie nie zagra Karol Czyszek, który przeniósł się do Piasta Gliwice. Jeśli chodzi o „trawę”, w występującej w lidze okręgowej Iskrze Golczewo grają Mateusz Gepert i Konrad Prawucki. a Do Jezioraka Załom (również okręgówka) powrócił natomiast Daniel Szklarz.

współpraca qm