Skróty meczów

Niespodzianki i sensacje w północnej I lidze

  • Media
3 zespoły, które rok temu nadawały ton rywalizacji w I lidze zebrały w inauguracyjnej kolejce raptem 1 punkcik. Jako-tako wypadł tylko KS Gniezno, który osłabiony licznymi kontuzjami przeważał, ale tylko zremisował z Constractem Lubawa.

Sprawdź komplet wyników i strzelców w 1. kolejce!

W tej grupie większość drużyn rozgrywać będzie swoje mecze w soboty, tak było i teraz. O meczu Unisław Teamu z Vamosem Gdańsk ciężko w ogóle coś powiedzieć. Kiedy poprzedni raz zespół z kilkutysięcznej wsi w województwie kujawsko-pomorskim grał w I lidze, pierwszą wygraną na boisku odniósł w 16. kolejce (sezon 2009/10 - z Auto-Compleksem Przodkowo), a i tak później to zwycięstwo zostało zweryfikowane jako walkower dla rywali. Tym razem od razu został liderem tabeli, gromiąc Vamos Gdańsk 11:1. Duży wpływ na wynik miał fakt, że praktycznie całą drugą połowę gdańszczanie grali w przewadze, ale tak czy inaczej ten wynik budzi respekt. Unisław może okazać się czarnym koniem tegorocznych rozgrywek, choć dopiero konfrontacje z silniejszymi zespołami zweryfikują te prognozy.

Remis KS-u Gniezno z Constractem Lubawa to już niespodzianka. Choć gospodarzy nieco usprawiedliwia fakt, że zmagają się z całą plagą kontuzji (na boisku poważnego urazu doznał w ten weekend Sebastian Śniegowski, dołączając do Dariusza Rychłowskiego, Filipa Bartnickiego i Adama Heliasza. Gdy na dodatek na mecz nie mógł dojechać z innych względów Bartosz Łeszyk, gnieźnianie cudem skompletowali w ogóle dwie czwórki. Constract ciągle zapowiada, że nie ma w tym sezonie wyższych celów poza samą nauką, można więc powiedzieć, że pierwszą kartkówkę zaliczyli bardzo dobrze. Ale i tu ciężko coś wyrokować po jednym meczu, bo z drugiej strony lubawianie nie zachwycali w przedsezonowych sparingach, raczej przez dwa tygodnie "wolnego" nie zdołali posiąść całej futsalowej wiedzy. Jednak jeśli za tydzień uda im się wygrać w Gdańsku, to będzie wiadomo, że trener Dawid Grubalski prowadzi drużynę w dobrym kierunku. Gnieznu można zaś tylko życzyć... zdrowia.

Niespodzianką jest też wygrana Red Dragons z teoretycznie silniejszym AZS-em Uniwersytet Warszawski. Wystarczy jednak spojrzeć na kadrę, w jakiej Akademicy stawili się w Pniewach. Ze stołecznego obozu nie dochodzą żadne wieści o znaczących ruchach transferowych, ale i tak w składzie zabrakło znanych już nazwisk. Dość powiedzieć, że zdobywca jedynej bramki dla AZS UW Jakub Iwaszek zaliczał debiut w lidze, a Karol Domżała choć ma na koncie dużo meczów, to cały poprzedni sezon pauzował. Zresztą co gorsza nie było ani warszawskiego trenera ani kapitana. Mamy nadzieję, że to jednostkowy przypadek, że każdemu zdarza się zachorować, ale jeśli będzie się to powtarzać, to po pierwsze jest to sprawa dla struktur PZPN (każdy klub deklaruje przed sezonem, że szkoleniowiec będzie obecny na wszystkich meczach), po drugie oznaczać będzie, że futsal w stolicy zaczyna się sypać. Smoki można zaś pochwalić. W zeszłym roku kilkakrotnie przegrywali różnicą jednej-dwóch bramek. Wygląda na to, że z Maciejem Foltynem pniewianie nauczyli się takie spotkania wygrywać.

Najciekawszy mecz odbył się w Toruniu, gdzie zawodnicy w spadku po ś.p. Marwicie połączeni ze znanymi skądinąd (Tacho, Radio System, TAF) miejscowymi futsalistami poradzili sobie z Heliosem Białystok. Gospodarze szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie, ale gdy tuż po rozpoczęciu drugiej połowy Nikodem Romanowski fatalnie przepuścił strzał Przemysława Siuchno i było 2:2, przez chwilę można było mieć wątpliwości co do zapowiadanej siły miejscowych. Tyle tylko że FC Toruń to jedyny klub, którego przedstawiciele bez żadnej asekuracji zapowiadają walkę o awans, że chcą do ekstraklasy powrócić. Inni kryją się kontuzjami, mówią o tym, że będą starać się zajść jak najwyżej, ale tylko w mieście Kopernika nie owijają w bawełnę. - Jesteśmy wysoko w tabeli, pokazujemy, że jesteśmy zespołem, który będzie walczył o ekstraklasę - mówił dla KP Sport po meczu trener Mariusz Łangowski. - Za tydzień do Warszawy jedziemy po 3 punkty, nic inaczej - dodawał Sylwester Kieper. Taki scenariusz wydaje nam się bardzo prawdopodobny.