Skrót meczu /
Katarzyna Doktór-Jenczmionka
Nbit dogonił Kamionkę
Zwycięstwo mogło dać i Nbitowi, i Kamionce znaczną poprawę pozycji w tabeli, obie drużyny zatem... podzieliły się punktami, choć żadna z nich nie była z tego powodu specjalnie zadowolona.
Zawodnicy Nbitu po przegranym spotkaniu na wyjeździe w poprzedniej rundzie byli zmobilizowani, aby udowodnić wszystkim, ale głównie sobie, że tym razem zdołają pokonać przeciwników. Wiele nadziei dawał im również fakt, że od tej rundy posiadają w swoich szeregach znaczące wzmocnienie w postaci nowych, doświadczonych zawodników. Jednakże na zwycięstwo przyjdzie im poczekać do kolejnego spotkania. Po pierwszym gwizdku gra toczyła się spokojnie, jakby obie drużyny najpierw chciały "wybadać" przeciwnika. Ale tempo gry bardzo szybko się zmieniło i już w 4. minucie po strzale Dawida Nowaka tradycji stało się zadość - gliwiczanie musieli gonić wynik. 4 minuty później po groźnie wyglądającym faulu kapitan gospodarzy Adrian Łągiewka opuścił boisko wsparty na kolegach z drużyny. W 15. minucie meczu po dwójkowej akcji Nowaka i Wojciecha Małysy wynik stał się dla Nbitu jeszcze bardziej niekorzystny, bowiem było już 0:2. Całą pierwszą połowę miejscowi byli nieco zagubieni i zdezorientowani dynamiczną grą przeciwników. Wszelkie próby przebicia się przez obronę Kamionki nie przynosiły bramkowego efektu. Goście cały czas kontrolowali grę i do szatni futsaliści Nbitu schodził ze spuszczonymi głowami.
Początek drugiej połowy nie zmienił obrazu gry. W dalszym ciągu zawodnicy Leszka Latacza częściej utrzymywali się przy piłce oraz podejmowali ofensywę. Nbit oddał kilka strzałów na bramkę, jednak Jakub Białoń nie musiał się ich szczególnie obawiać. Z czasem jednak coraz częściej gra toczyła się na połowie Kamionki. I wreszcie w 23. minucie po asyście debiutującego w lidze Michała Kuźnika kontaktową bramkę zdobył Kamil Musiał. Gliwiczanie poczuli wiatr w żaglach i raz za razem zaczęli atakować bramkę Białonia. Niewiele brakowało, a w 26. minucie oglądalibyśmy kolejną bramkę dla Nbitu, jednak Robert Satora minął się z piłką o centymetry. Ale na efekty lepszej gry miejscowych nie trzeba było długo czekać. Dwie minuty później padła kolejna bramka, której autorami był ten sam duet co przy pierwszej, jednak w odwrotnej kolejności. Po odrobionej stracie gra nieznacznie straciła na swojej dynamiczności. W 33. minucie uśpiony Nbit pozwolił na kontrę Kamionki i po strzale Marka Olszówki znów goście byli bliżej trzech punktów. Na szczęście dla Nbitu minutę później po bezpośrednim rzucie wolnym Łukasz Jagiełło ponownie doprowadził do wyrównania. Pod koniec pojedynku zrobiło się znów bardziej nerwowo, a napięcie trwało do ostatniej sekundy meczu - dosłownie, kiedy to został podyktowany rzut rożny dla Nbitu, lecz wynik pozostał już bez zmian.
Po ciekawym, widowiskowym meczu drużyny podzieliły się punktami. Ich sytuacja w tabeli nie zmieniła się ani trochę, choć oba teamy mogły nieźle poprawić swoją pozycję. Ewentualna wygrana dawałaby bowiem Kamionce awans do pierwszej trójki, Nbit zaś remisem oddalił się od dolnych rejonów tabeli, zwiększając przewagę nad Heiro Rzeszów, ale ambicje gliwiczan z pewnością sięgają znacznie wyżej. Udowodnić swoją wartość będą mogli za tydzień, gdy pojadą na mecz do aktualnego lidera - BSF Bochnia.
Początek drugiej połowy nie zmienił obrazu gry. W dalszym ciągu zawodnicy Leszka Latacza częściej utrzymywali się przy piłce oraz podejmowali ofensywę. Nbit oddał kilka strzałów na bramkę, jednak Jakub Białoń nie musiał się ich szczególnie obawiać. Z czasem jednak coraz częściej gra toczyła się na połowie Kamionki. I wreszcie w 23. minucie po asyście debiutującego w lidze Michała Kuźnika kontaktową bramkę zdobył Kamil Musiał. Gliwiczanie poczuli wiatr w żaglach i raz za razem zaczęli atakować bramkę Białonia. Niewiele brakowało, a w 26. minucie oglądalibyśmy kolejną bramkę dla Nbitu, jednak Robert Satora minął się z piłką o centymetry. Ale na efekty lepszej gry miejscowych nie trzeba było długo czekać. Dwie minuty później padła kolejna bramka, której autorami był ten sam duet co przy pierwszej, jednak w odwrotnej kolejności. Po odrobionej stracie gra nieznacznie straciła na swojej dynamiczności. W 33. minucie uśpiony Nbit pozwolił na kontrę Kamionki i po strzale Marka Olszówki znów goście byli bliżej trzech punktów. Na szczęście dla Nbitu minutę później po bezpośrednim rzucie wolnym Łukasz Jagiełło ponownie doprowadził do wyrównania. Pod koniec pojedynku zrobiło się znów bardziej nerwowo, a napięcie trwało do ostatniej sekundy meczu - dosłownie, kiedy to został podyktowany rzut rożny dla Nbitu, lecz wynik pozostał już bez zmian.
Po ciekawym, widowiskowym meczu drużyny podzieliły się punktami. Ich sytuacja w tabeli nie zmieniła się ani trochę, choć oba teamy mogły nieźle poprawić swoją pozycję. Ewentualna wygrana dawałaby bowiem Kamionce awans do pierwszej trójki, Nbit zaś remisem oddalił się od dolnych rejonów tabeli, zwiększając przewagę nad Heiro Rzeszów, ale ambicje gliwiczan z pewnością sięgają znacznie wyżej. Udowodnić swoją wartość będą mogli za tydzień, gdy pojadą na mecz do aktualnego lidera - BSF Bochnia.
Dodatkowe informacje
- Źródło: Magdalena Grabarczyk-Stasiło
Etykiety

