Skrót meczu

Małe derby Śląska dla Gwiazdy

Gwiazda Ruda Śląska pokonała kolejną przeszkodę na drodze do ekstraklasy. W sobotę odprawiła lokalnego rywala - Nbit Gliwice.

Gwiazda Ruda Śląska
Nbit Gliwice

Gwiazda Ruda Śląska - Nbit Gliwice
7:4

 
Gliwiczanom bardzo zależało, aby udowodnić, że na śląskim podwórku w I lidze nie ma oczywistego lidera i że wygrana z Gwiazdą jest w ich zasięgu. Z meczem wiązali wielkie nadzieje, byli nad wyraz zdeterminowani, jak się okazało po fakcie - chyba nazbyt.

Gwiazda zaczęła szybko atakować, a Nbit faulować. Już w trzeciej minucie rudzianie wyszli na prowadzenie po strzale Szymona Łuszczka. Goście obudzili się dopiero po pięciu minutach gry. Coraz częściej udawało im się przebić przez defensywę Gwiazdy. Kilku zawodników Nbitu zmarnowało szanse wbicia gola Danielowi Mężykowi. Rudzianie wcale nie zamierzali zwolnić tempa i gdyby nie bramkarz gości Łukasz Bogdziewicz w 7. minucie byłoby 2:0 po dwójkowej akcji Doriana Grudnia i Łukasza Berety. Kilka sekund później Nbit ponownie stanął przed szansą wyrównania. I udało się - po akcji Tomasza Stasiaka i Roberta Satory na tablicy widniał remis. Gwiazda już po minucie ponownie poprawiła wynik, po strzale Matusza Krzymińskiego i błędzie Bogdziewicza. Chwilę później Kamil Myśliwiec podjął próbę wyrównania, ale nie zaskoczył Mężyka, za to kilka sekund później po bliźniaczym zagraniu - tym razem skuteczniejszym - rezultat znów się wyrównał. W tej samej minucie Dmytro Pidczenko miał okazję dać Nbitowi prowadzenie w meczu, ale trafił tylko w poprzeczkę. W zawodnikach gości na chwilę jakby coś drgnęło; ich zagrania stały się skuteczniejsze i bardziej precyzyjne. Jednak ich dobra passa nie trwała zbyt długo, bo po 12. minucie pierwszej połowy gra obu drużyn straciła swoją żywiołowość. 3 minuty przed końcem tej części gry zawodnicy gospodarzy dopięli swego. W ciągu niespełna 60 sekund Grudzień zaaplikował gościom 2 gole. Przed gwizdkiem sygnalizującym przerwę Nbit walczył jak lew, by zmniejszyć różnicę bramek. Duet Stasiak - Satora robił co mógł, lecz nieskutecznie, chwilę później Łukasz Jagiełło kolejny raz obił poprzeczkę, lecz wynik się nie zmienił.

W drugiej połowie atakować rozpoczęli goście. Jagiełło oddał strzał Panu Bogu w okno, ale po chwili się zrehabilitował, podając dobrze futbolówkę Mateuszowi Pawlakowi, który wykorzystał szansę i z lewej nogi wbił piłkę do siatki przeciwników. Po zmniejszeniu różnicy bramek gliwiczanie chyba lekko się rozluźnili, gdyż znów dali sobie wbić dwie bramki w ciągu minuty. Autorem pierwszej był ponownie Grudzień, drugą na 6:3 zafundował gospodarzom Adrian Zabłocki. Nbit dwoił się i troił, by stał się cud nad Kłodnicą, jednak w dalszym ciągu brakowało precyzji w wykończeniu akcji. Pięć minut przed końcem przyjezdni zdecydowali się na grę w przewadze. W 37. minucie Pawlak strzelił czwartego gola dla Nbitu, a kilka sekund później Jagiełło nie wykorzystał stuprocentowej okazji, nie trafiając w pustą bramkę. Gwiazda natomiast, do ostatniej minuty była skuteczna. Bartosz Siadul po błędzie Satory ustalił ostateczny rezultat spotkania na 7:4.

Gliwiczanie pokazali, że nie są jeszcze gotowi, aby wspiąć się na szczyty tabeli. Tymczasem Gwiazda, mimo nienadzwyczajnej gry udowodniła, kto rządzi na śląskiej arenie futsalowej - oczywiście na zapleczu ekstraklasy. - Mecz był istotny dla Nbitu w kontekście takim, że albo awansujemy do ekstraklasy, albo zostajemy w pierwszej lidze. Zespół Gwiazdy pokazał, że to on zasłużył na awans, a my musimy się z tym pogodzić - powiedział po zakończeniu spotkania Jarosław Jenczmionka. - Będziemy szukać wzmocnień oraz lepszego zgrania przez następny rok, aby w przyszłości do ekstraklasy móc wejść jako drużyna mocniejsza - dodał optymistycznie prezes Nbitu. W tabeli oba zespoły nie zmieniły swoich pozycji. Gwiazda dalej prowadzi z zapasem 6 punktów nad BSF Bochnia, ale i jednym meczem przewagi. Nbit plasuje się na 6. miejscu.

Dodatkowe informacje

  • Źródło: Magdalena Grabarczyk-Stasiło