Skrót meczu

Nbit przekroczył setkę

Nbit wygrywając z Wisłą II Kraków utrzymał się na podium w I lidze południowej, choć wciąż jest mocno naciskany przez grupę pościgową. W meczu z rezerwami mistrza Polski gliwiczanie strzelili swojego setnego gola w tym sezonie.

Nbit Gliwice
Wisła II Kraków

Nbit Gliwice - Wisła II Kraków
10:5

 
Nbit grał o utrzymanie się na podium, a Wisła chyba już tylko o zachowanie twarzy. Pierwsza ciekawsza akcja miała miejsce 4. minucie, kiedy to do pola karnego gliwiczan zbliżył się Norbert Bębenek, ale bramkarz Daniel Hajduk dobrze odczytał zamiary rywala. Kilka sekund później gospodarze mieli już mniej szczęścia - gola zdołał im wbić Paweł Piskorz i tym oto sposobem faworyci spotkania przegrywali 0:1. Pierwsze minuty meczu uświadomiły gospodarzom, że nie będzie to spacerek po pewne trzy punkty - goście rozwiali im wszelkie wątpliwości. Zwróćmy uwagę na jeden istotny szczegół, a mianowicie na średnią wieku obu ekip. Wiślacy mieli średnio 19 lat, natomiast gliwiczanie 27, a ta różnica wieku w pełni odzwierciedlała to, co działo się na parkiecie. A działo się, mimo sporej ilości goli, niewiele. Goście biegali jak poparzeni, a gospodarze stosowali metodę "na stojąco". Mimo tej powściągliwej gry, Nbit szybko zdołał odrobić stratę i rozpocząć bramkowy koncert życzeń strzelając 4 gole w ciągu 3 minut - w 5. minucie spotkania za sprawą dwóch Tomaszów - Stasiaka i Czecha, wynik zmienił się na remisowy. Minutę potem próbował strzelać kapitan gliwiczan - Mateusz Pawlak, ale trafił prosto w bramkarza, a ta sztuka udała się Michałowi Kuźnikowi, który przetoczył futbolówkę pod nogami golkipera Wiślaków. Następnie, po podaniu kapitana, Kamil Musiał w swoim stylu "na dostawkę" strzelił trzeciego gola dla Nbit-u, a sam zaliczył już 22. trafienie w sezonie wysuwając się tym samym na prowadzenie w klasyfikacji strzelców. 15 sekund później strzelał Robert Satora, podwyższając wynik na 4:1 i zdobywając setną bramkę dla Nbit-u w sezonie. Uspokojeni myślą, że wszystko jest pod kontrolą gliwiczanie na jakiś czas przysnęli. Kolejne akcje należały do przyjezdnych. Po błędzie bramkarza oraz przy spóźnionym refleksie Czecha, Piskorz strzelił gospodarzom drugiego gola. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie pod bramką Hajduka. Tylko pozostało czekać na kolejnego gola dla Wisły, bo wyrok już zapadł. I stało się - w 11. minucie Bębenek trafił do siatki Nbit-u, a wynik zmienił się na 4:3. Gliwiczanie zdumieni zaistniałą sytuacją zaczęli ponownie nacierać na bramkę Wisły, jednak obrona tych młodych chłopaków była nad wyraz skuteczna, co znakomicie utrudniało gospodarzom przedarcie się do pola karnego gości. W 16. minucie Stasiak strzelił mocno, jednak ponad poprzeczką, a minutę później Satora, znajdując się w odpowiednim miejscu i czasie zdobył swojego drugiego gola, dając Nbit-owi prowadzenie 5:3. Do przerwy jeszcze dwukrotnie próbował Kuźnik, ale wynik się nie zmienił.

Druga połowa meczu należała do trzech zawodników. Padło 7 goli, a ich autorami było dwóch graczy Nbit-u i jeden Wisły. Serię rozpoczęli Wiślacy. W 23. minucie czwartego gola dla gości zdobył  Bębenek. Trzy minuty później po uderzeniu Stasiaka i dobitce Dmytra Pidczenki mieliśmy już 6:4. 20 sekund później Pawlak wykorzystując chwilową dezorientację rywali poprawił wynik na 7:4. Na 7 minut przed końcem trener gości Jakub Zieliński poprosił o czas. Ciekawe, co miał do powiedzenia swoim podopiecznym, bo po wznowieniu gry, jeszcze w tej samej minucie Bębenek zdobył swojego trzeciego, a dla zespołu piątego gola. Ponownie próbował kapitan gospodarzy, jednak świetnie interweniował Korneliusz Łowiec. Minutę później Pawlak trafił do bramki, a gliwiczanie mieli trzybramkowe prowadzenie - 8:5. W 36. minucie jeszcze zagroził gospodarzom kapitan Wisły, Jakub Krzciuk, ale strzelał tylko obok bramki. 3 minuty przed końcem spotkania kapitan Nbit-u Pawlak zdobył swoje trzecie trafienie w meczu, a Nbit prowadził już 9:5. Ostatni gol spotkania miał miejsce w tej samej minucie po dwójkowej akcji Satory oraz Pidczenki, który wsunął piłkę do bramki wiślaków. Nbit, jak to Nbit, miał już na koncie 5 przewinień, więc do końca spotkania musiał grać rozważniej. W ostatniej minucie duet Satora - Pidczenko ponownie próbował tym samym sposobem powtórzyć sukces, ale się nie udało i mecz zakończył się wynikiem 10:5. Drugiej połowie brakło wyrazu, podania obu ekip były mało dokładne, a strzały - często nieprecyzyjne. Na słowo uznania zasługuje bramkarz gości Korneliusz Łowiec i to pomimo faktu, że wpuścił 10 goli.

Podsumowując grę Nbit-u można powiedzieć, że gliwiczanie w tym pojedynku grali trochę bez pomysłu, miotali się jak dzieci we mgle. Chociaż wynik - jaki jest - każdy widzi i niekwestionowane zwycięstwo należy się gospodarzom.

Dodatkowe informacje

  • Źródło: Magdalena Grabarczyk-Stasiło