BSF sforsował opór Dzików i ściga Gwiazdę
AZS UMCS Lublin nie stanął BSF-owi na drodze do ekstraklasy. W hali Globus padł dokładnie taki sam wynik, jak w rundzie jesiennej.
Lublinianie nie zamierzali się jednak poddawać, co potwierdzili niedługo po rozpoczęciu gry. W dogodnej sytuacji znalazł się Mateusz Chmielnicki. Kto wie, czy mecz nie potoczyłby się inaczej, gdyby po jego strzale piłka wylądowała w siatce. Na drodze stanął jej jednak bramkarz gości Miłosz Kocot. Chwilę później długim wyrzutem znalazł on Dawida Litewkę, który uderzając z pierwszej piłki zdobył swoją pierwszą bramkę. Kolejne gole BSF również mogły cieszyć oczy kibiców. W 9. minucie na indywidualną szarżę zdecydował się Tomasz Kozieł i podwyższył prowadzenie. W następnej akcji ten zawodnik zanotuje na swoim koncie asystę. Gospodarze nie poradzili sobie z szybką wymianą podań, którą celnym uderzeniem zakończył Łukasz Szymanowski. Czwarta bramka dla futsalistów z Bochni była efektem dobrze rozegranego rzutu rożnego w 14. minucie. Po pierwszym strzale piłka odbiła się jeszcze od słupka, ale dobitka Kamila Rynducha okazała się być skuteczna. Pierwsza połowa gry zakończyła się przy stanie 4:0 dla wicelidera.
Taka zaliczka pozwoliła gościom na uspokojenie tempa w drugiej części meczu. Na kolejne trafienie kibice musieli zaczekać do 37. minuty. Rozmiar porażki zmniejszył wtedy Grzegorz Fularski. Na więcej nie było jednak "Dzików" tego dnia stać. Na nic zdały się próby wysokiej gry przez golkipera, ani strzały z dystansu, kiedy pięcioma zawodnikami atakowali goście. Raptem kilkadziesiąt sekund później wynik meczu ustalił Litewka.
Zawodnikom AZS UMCS nie udał się zatem rewanż za spotkanie z listopada ubiegłego roku. Wtedy również padł wynik 5:1 dla Bocheńskiego Stowarzyszenia Futbolu. Goście udowodnili tym samym, że różnica jaka dzieli oba zespoły w tabeli nie jest przypadkowa i potwierdzili swoje ekstraklasowe ambicje. Przy porażce Gwiazdy Ruda Śląska z Mareksem Chorzów zachowali większe niż tylko teoretyczne szanse na awans.
Dodatkowe informacje
- Źródło: Daniel Kobyłka
Etykiety

