{youtube}http://www.youtube.com/watch?v=sSfSZ3DpvV0&list=UUyag1NusdpPx_Cp9Ogc4nYQ&index=1{/youtube}

Pogoń pierwszym finalistą Pucharu Polski

Po dramatycznym meczu Pogoń 04 Szczecin wygrała z Gattą Active Zduńska Wola 5:4 (1:3) i zakwalifikowała się do finału Pucharu Polski.

Pogoń 04 Szczecin
Gatta Active Zduńska Wola

Pogoń 04 Szczecin - Gatta Active Zduńska Wola
5:4

Bramki: Michał Kubik (17), Marcin Mikołajewicz 2 (22, 40), Douglas (29), Łukasz Tubacki (40) - Daniel Krawczyk (3), Michał Szymczak 2 (17, 32), Mateusz Gepert (20).
Żółte kartki: Michał Kubik, Nicolas Neagu i Marcin Mikołajewicz (Pogoń 04).
Pogoń 04: Nicolas Neagu, Dominik Kubrak, Łukasz Koszmider - Paweł Bogucki, Dogulas, Artur Jurczak, Michał Kubik, Daniel Maćkiewicz, Marcin Mikołajewicz, Ricardo, Łukasz Tubacki, Maciej Wołoszyn.
Gatta Active: Marcin Szewczyk, Adam Miłosiński - Krzysztof Adamski, Mateusz Gepert, Michał Marciniak, Mariusz Milewski, Marcin Olejniczak, Igor Sobalczyk, Marcin Stanisławski, Bartłomiej Strzelczyk, Michał Szymczak, Daniel Krawczyk.



Występujący przed własną publicznością Portowcy od początku spotkania wyszli wysoko na rywala, chcąc jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Mimo ataków gospodarzy, to podopieczni Wojciecha Sopura pierwsi zdobyli gola. Już w 3. minucie dobrze rozegrany rzut rożny zakończył się bramką Daniela Krawczyka. Im dalej w mecz, tym wyraźniejsza była przewaga Gatty. Goście częściej przebywali na połowie rywali, co jakiś czas zagrażając bramce Dominika Kubraka. Po wielu dobrych interwencjach golkipera Portowców, w 17. minucie przydarzył mu się błąd, po którym piłkę przechwycił Michał Szymczak. Zawodnik ze Zduńskiej Woli uderzeniem z połowy boiska trafił do opuszczonej bramki Pogoni '04 i było 0:2. W odpowiedzi szczecinianie przeprowadzili błyskawiczną kontrę, po której Michał Kubik zdobył kontaktowego gola. "Zero-czwórka" ruszyła wtedy do ataku, ale to zawodnicy Gatty jeszcze przed przerwą przeprowadzili kolejny skuteczny atak. Po dłużej rozgrywanej akcji piłka trafiła do Mateusza Geperta, a młodzieżowy reprezentant Polski strzałem z najbliższej odległości umieścił ją w siatce.

Po zmianie stron w bramce P04 pojawił się Nicolae Neagu. Portowcy wyszli z szatni bardzo zmobilizowani i już w 23. minucie krótko rozegrany rzut rożny zakończył się celnym strzałem wprost w okienko w wykonaniu Marcina Mikołajewicza.  Podopieczni Gerarda Juszczaka znów złapali więc kontakt z rywalem. Od tego momentu rozpoczęły się zmasowane ataki gospodarzy. Blisko zdobycia wyrównającej bramki byli Artur Jurczak, Kubik czy Douglas - okazji dla Portowców było nawet nie kilka, a kilkanaście.

Mecz w drugiej połowie zrobił się zdecydowanie bardziej otwarty. Akcja nieustannie przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. W 29. minucie spotkania pieśni dopingujących przez całe zawody sympatyków "zero-czwórki" zostały wysłuchane: z rzutu rożnego podawał Mikołajewicz, piłka trafiła do Douglasa, a ten błyskawicznym strzałem w okienko doprowadził do wyrównania. Choć wydawało się to niemożliwe, gol na 3:3 dodał zawodom jeszcze więcej kolorytu. Kibice zebrani w hali przy ul. Twardowskiego byli świadkami spektaklu z gatunku takich, które przechodzą do historii polskiego futsalu i w tym stwierdzeniu nie ma ani odrobiny przesady. Choć w 32. minucie oba zespoły miały na koncie już po 5 przewinień, to nie przedłużone rzuty karne zadecydowały o losach meczu. W drugiej części gry Portowcy prezentowali się o niebo lepiej niż przed przerwą i wydawało się, że kolejne gole dla gospodarzy są kwestią czasu. Tymczasem - jak na prawdziwy thriller przystało - gola na 4:3 zdobyli goście. Z dystansu uderzał Michał Szymczak i piłka (po rykoszecie) wpadła do siatki szczecinian.

"Kosmiczny" mecz trwał dalej. Niezliczone okazje Portowców nie kończyły się celnymi strzałami i wydawało się, że podopieczni Juszczaka znów w tym sezonie obejdą się smakiem. W 36. minucie trener P04 zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem, w rolę którego wcielił się znakomity w sobotę Łukasz Tubacki. To właśnie piwot "zero-czwórki" przywrócił nadzieje miejscowych kibiców, 50 sekund przed końcem spotkania kąśliwym strzałem pokonując nieporadnie interweniującego Marcina Szewczyka. Wydawało się więc, że do wyłonienia finalisty niezbędna będzie dogrywka. Na półtorej sekundy przed końcową syreną Portowcy wykonywali aut. Wszyscy uczestnicy i widzowie pewni byli, że Douglas wycofa piłkę do Ricardo, a ten spróbuje uderzenia z dystansu. Tymczasem stało się coś zupełnie innego. Pierwszy z Brazylijczyków posłał piłkę w pole karne, stojący tam Mikołajewicz nabiegł na nią i sprytnym strzałem piętą trafił do siatki. W tym momencie wybiła syrena i cała hala przy ul. Twardowskiego oszalała. Kibice, zawodnicy, trenerzy, działacze i przedstawiciele lokalnych mediów tańczyli z radości.

Portowcy w niesłychanych okolicznościach pokonali Gattę i w niedzielę zagrają w wielkim finale Halowego Pucharu Polski. Ich rywala poznamy po zakończeniu starcia Wisły Kraków z Rekordem Bielsko-Biała.

Dodatkowe informacje