Skrót meczu / RedDragons-TV

Nokaut młodych Rumunów

W towarzyskim meczu reprezentacji U-21 w Pruszkowie Polacy dosłownie rozbili młodzieżówkę ćwierćfinalisty ostatnich mistrzostw Europy.
 

PolskaPolska U21 - Rumunia U21Rumunia
7:0

Bramki: Mateusz Omylak 2 (1, 8), Adrian Skrzypek 2 (9, 9), Krystian Antczak (12), Marek Bugański (34), Mateusz Kostecki (40).
Żółte kartki: Adrian Skrzypek - Tamas Miklos, Ionut Lupea.
Sędziowali: Tomasz Frąk (Polska) i Gabriel Constantin Gherman (Rumunia).
Polska: Damian Purolczak, Paweł Kurowski - Krzysztof Piskorz, Marek Bugański, Mateusz Omylak, Krystian Antczak - Adam Wachoński, Adrian Skrzypek, Tomasz Kriezel, Mateusz Jedliński, Dawid Biały, Mateusz Kostecki, Patryk Hoły, Wojciech Pawlak.
Rumunia: Zsolt Kisgyorgy, Cristian Marin - Liviu Ruxandari, Attila Biro, Andrei Petcu, Razvan Togan - Dumitru Ion, Octavian Cires, Tamas Miklos, George Buleandra, Ionut Lupea, Levente Tanko.
 
Rumuńscy młodzieżowcy nawet przez moment nie grali na poziomie swoich kolegów z kadry seniorskiej. Dość powiedzieć, że pierwszy gol padł już w 32. sekundzie gry, gdy Mateusz Omylak huknął z autu w kierunku bramki gości, a piłka dostała chyba jeszcze jakiejś obcierki i wylądowała w siatce zaskoczonego Zsolta Kisgyorgy'ego. I był to dopiero początek miażdżenia rywali, bo od samego początku biało-czerwoni niepodzielnie panowali na parkiecie. Najpierw nie kończyło się to groźnymi strzałami, ale po przyspieszeniu w 6. minucie wynik błyskawicznie zaczął szybować do góry. Najpierw w poprzeczkę trafił Mateusz Jedliński, po chwili groźna akcję Krzysztofa Piskorza zatrzymał golkiper, a dobitkę Adrian Skrzypek posłał wysoko nad bramką. Zawodnik Red Dragons Pniewy jeszcze raz uderzał niecelnie, podobnie jak Mateusz Omylak. Pierwszą niebezpieczną akcję Rumuni przeprowadzili dopiero w 8. minucie, z kontrą i strzałem strzałem Octaviana Ciresa. Rekontra po obronie Damiana Purolczaka była zabójcza. Omylak uderzył w pełnym biegu niemal z tego samego miejsca, z którego wcześniej wykonywał "bramkowy" gol, a Kisgyorgy zaliczył już drugą wpadkę, przepuszczając piłkę pod ręką. W następne półtorej minuty dwukrotnie na listę strzelców wpisał się z kolei Skrzypek. Za pierwszym razem po ładnej "zastawce" Adama Wachońskiego, który ściągnął na siebie dwóch przeciwników i oddał piłkę koledze z drużyny i z kadry na pozycję sam na sam. Drugie trafienie też określić można jako stuprocentowo pniewskie, bo tym razem Skrzypek zamknął wgranie Wachońskiego na długi słupek. W 10. minucie "setkę" zmarnował Piskorz, ale gdy dwie minuty później Krystian Antczak mimo asysty Ionuta Lupei znów zawstydził źle ustawionego Kisgyorgy'ego strzałem spod linii, fatalny tego dnia golkiper gości ustąpił miejsca między słupkami Cristianowi Marinowi. On bronił już lepiej, a przynajmniej z większym szczęściem. Upiekło mu się m.in. w 18. minucie, gdy po crossie Marka Bugańskiego przez pół boiska niepilnowany Piskorz niecelnie uderzał... głową. Albo na kilka sekund przed końcem, gdzie sędziowie chyba zlitowali się nad przegrywającymi, nie dyktując karnego za faul na Skrzypku, tylko upominając go żółtą kartką za symulowanie.

Kwestia zwycięstwa była więc oczywista już po pierwszej połowie, w drugiej zastanawiać można się było tylko nad jej rozmiarami. Ale drużyna Gerarda Juszczaka nie forsowała tempa. Spokojnie konstruowała swoje akcje, często przerywane faulami przez Rumunów. Czwarte przewinienie na swoim koncie goście złapali już w 25. minucie, piąte - w 31. Nieliczni widzowie w Pruszkowie mogli dowiedzieć się, co to przedłużony rzut karny już minutę później. Do piłki ustawionej na 10. metrze podszedł (wychodząc pierwszy raz na parkiet) Mateusz Kostecki i... uderzył prosto w bramkarza (Kisgyorgy wszedł na tę chwilę za Marina), który sparował strzał na poprzeczkę. Nie minęło 60 sekund, gdy zawodnik drugoligowego Credo Piła ponownie stanął przed szansą na debiutanckie trafienie i... chyba na tę chwilę wyleczył się z karnych, strzelając obok bramki. Skoro nie udawało się w ten sposób, bramki strzelać trzeba było w klasyczny sposób. W 34. minucie Purolczak wychodząc wysoko staranował Andreia Petcu - ale trafiając w piłkę - a zainicjowaną w ten sposób kontrę, przy spacerowym powrocie obrony wykończył Bugański. To jeszcze nie był koniec lania, bo wprawdzie z przedłużonego karnego przestrzelił tym razem Omylak, to jednak swojego dopiął w końcu Kostecki, na 18 sekund przed ostatnią syreną po kontrze ustalając wynik na 7:0.

- Rumunia był w pierwszej ósemce mistrzostw Europy w Belgii. Nie nam rozstrzygać, czy są mocni, czy nie. Kadra U-21 to bezpośrednie zaplecze pierwszej reprezentacji, więc cieszę się, że w starciu zespołów młodzieżowych zaprezentowaliśmy się nieźle i wygraliśmy zdecydowanie, mając przewagę przez całe spotkanie - powiedział po spotkaniu Gerard Juszczak. - Zagraliśmy fajnie, mądrze. Nie mamy w tym zespole gwiazd, mamy kolektyw, wydaje mi się, że to było najważniejsze. Rywale wyglądali, jakby przyjechali na gotowe. Mieli bodajże dwóch zawodników, którzy w ostatnim meczu z Mołdawią grali w pierwszym zespole, także ich forma to nie nasze zmartwienie. Cieszymy się, że tak wypadło i chcemy wygrać także w czwartek. Dobrze, że jest to Rumunia, a nie jakiś zespół stojący niżej w rankingu - podsumował trener biało-czerwonych.

Rewanż w Pruszkowie odbędzie się w czwartek również o godz. 17:00. Miejmy nadzieję, że być może za drugim razem uda się w większym stopniu zapełnić widownię. Środowy pojedynek obserwowało nie więcej niż 150 osób, co przy mieszczącej ponad 2000 widzów hali sprawiało naprawdę fatalne wrażenie. Co więcej, część z tych 150 kibiców wyszła po rozpoczęciu drugiej połowy. Okazało się, że na reprezentacyjny mecz futsalu wpadli tylko przypadkiem, a jako rodzice obserwowali przede wszystkim w przerwie spotkania taneczne występy swoich pociech...