Skrót meczu / Sfera TV

Cypr pewnie pokonany. Organizacyjna wtopa

Rewanżowy mecz towarzyski z Cypryjczykami rozpoczął się z ponad godzinnym opóźnieniem. W hali w miejscowości Bojszowy zabrakło bowiem... prądu. Gdy udało się już pokonać ciemności, Polacy pokonali także rywali, prezentując się znacznie lepiej niż dzień wcześniej.
 

PolskaPolska - CyprCypr
6:2

Bramki: Marcin Mikołajewicz (14), Paweł Budniak (15), Michał Kubik (16), Mariusz Milewski 2 (21, 26), Artur Popławski (22) - Giorgos Alexiou (35), Giorgos Toumazis (35).
Sędziowali: Grzegorz Dworucha i Grzegorz Wiercioch (Polska).
Polska: Kamil Dworzecki (Krystian Brzenk) - Tomasz Dura, Artur Popławski, Artur Jurczak, Michał Marek - Michał Kubik, Mateusz Gepert, Dominik Śmiałkowski, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Mariusz Milewski.
Cypr: Odysseas Odysseos (Anastasios Skampylis) - Constantinos Christodoulou, Markos Ioannou, Kyriacos Leivadiodis, Giorgos Toumazis - Iacovos Papadopoulos, Giorgos Alexiou, Rafi Yazmadjian, Savvas Omirou, Christos Christodoulou, Constantinos Kouloumbris, Christodoulos Christodoulou, Neophytos Lakoufis.
 
To był "Basen Narodowy" na miarę naszych skromnych futsalowych możliwości. Z powodu nawałnicy, która przeszła nad okolicą, w hali zabrakło prądu i mecz mógł się nawet nie odbyć. - Sytuacja była "podbramkowa" - powiedział portalowi sportowasilesia.com Grzegorz Morkis. - Czekaliśmy pół godziny, a następnie zwołaliśmy naradę z kierownictwem drużyny z Cypru i ustaliliśmy, że mecz zostanie rozegrany w niedzielę o godzinie 12.00. Na szczęście władze Bojszów, z wójtem Henrykiem Utratą na czele zrobiły coś, co wydawało się już niemożliwe. Wezwana do pomocy straż pożarna w ostatniej chwili "odpaliła" awaryjne agregaty - wyjaśniał wiceprzewodniczący Komisji Futsalu PZPN. Jakikolwiek by to nie był powód, możemy się cieszyć, że media, które ostatnio "interesowały się" futsalem odpuściły temat i naszą dyscyplinę ponownie mają w nosie. Bo gdyby nie to, wstyd byłby na całą Polskę, a tak mamy tylko małą wpadkę zakamuflowaną w malutkiej futsalowej społeczności. I możemy bohatersko pokonywać problemy, których nie ma nigdzie indziej.

Gdy mecz się wreszcie rozpoczął, Polacy bardzo szybko uzyskali inicjatywę. Choć w 5. minucie groźnie uderzał Christos Christodoulou, zmuszając do interwencji nogą Kamila Dworzeckiego, to obraz gry przypominał zasadniczo to, co działo się w Tychach dzień wcześniej. Biało-czerwoni prowadzili grę, ale strzały oddawali głównie z dystansu i nie sprawiały one Odysseasowi Odysseosowi większych problemów. Dopiero przyspieszenie od 14. minuty zmieniło wynik. Wgranie Michała Kubika na długi słupek zablokował Constantinos Christodoulou, a piłka poleciała prosto pod nogi Marcina Mikołajewicza, stojącego na 6. metrze. Najlepszy strzelec Pogoni 04 Szczecin nie omieszkał skorzystać z takiego prezentu. Po chwili indywidualna akcją popisał się Paweł Budniak i strzałem po ziemi między obrońcami zaskoczył cypryjskiego golkipera. Kilkadziesiąt sekund później po rzucie rożnym bombę w kierunku bramki posłał Dominik Śmiałkowski. Odysseos odbił piłkę prosto przed siebie, a do siatki wepchnął ją Michał Kubik. 3 gole w 2 minuty ustawiły mecz, a goście nie byli w stanie przedrzeć się pod bramkę Dworzeckiego.

Druga połowa zaczęła się dla Polaków wybornie. Po podaniu z kornera Mariusz Milewski atomowym uderzeniem podwyższył na 4:0, a Odysseos udowodnił, że daleko mu do klasy broniącego dzień wcześniej cypryjskiej bramki Tasosa Skampylisa. Ledwie minutę później koronkową kontrę z podaniami od Milewskiego i Tomasza Dury wykończył Artur Popławski i zaczęło pachnieć pogromem. Dwukrotnie wyborne sytuacje marnował Śmiałkowski, umiejętnościami technicznymi popisał się za to Popławski, dosłownie wkręcając w ziemię Christosa Christodoulou i obsługując podaniem na długi słupek popularnego "Milesa". Przy stanie 6:0 podwyższyć mogli jeszcze Budniak i Śmiałkowski, ale wynik po stronie biało-czerwonych utrzymał się już do końca. Nie utrzymała się za to koncentracja, dzięki czemu Cypryjczycy dwukrotnie po kontratakach w krótkim odstępie czasu pokonywali Dworzeckiego.

Dobrze, że drugi sparing z Cyprem udało się już bez najmniejszych problemów wygrać. Tym lepiej, że nasi reprezentanci dokonali tego w bardzo przekonującym i efektownym stylu, bo bez tego (a pewnie i mimo to) zaczęłyby się komentarze o słabości polskiego futsalu. Na szczęście wbrew malkontentom nie jest jeszcze najgorzej. Za miesiąc polską kadrę czeka jednak znacznie trudniejszy egzamin. W tygodniu po Wielkanocy zespół dowodzony przez Andreę Bucciola zmierzy się z ćwierćfinalistą Mistrzostw Europy - Rumunią. Co najmniej jedno z tych spotkań ma się odbyć w Lublinie (drugie w Chełmie, bądź również w Lublinie).



Dodatkowe informacje