Stream z pierwszego dnia / Sfera TV

Estonia nie była chłopcem do bicia

Po pierwszych minutach mecz Polska - Estonia kibice przecierali oczy ze zdumienia, gdy na niespodziewane prowadzenie wyszli goście. Później wszystko wróciło do normy - biało-czerwoni ostatecznie zwyciężyli 6:1, w czym największa zasługa Pawła Budniaka - autora hat-tricka.
 

PolskaPolska - EstoniaEstonia
6:1

Bramki: Paweł Budniak 3 (8, 14, 18), Michał Wojciechowski (27), Mark Boskin (30 - samobójcza), Daniel Wojtyna (33) - Sergei Aleksandrov (8).
Żółta kartka: Sergei Aleksandrov (28).
Sędziowali: Tomasz Frąk i Grzegorz Hamowski (Polska).
Polska: Bartłomiej Nawrat, Kamil Dworzecki - Michał Kubik, Michał Wojciechowski, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz - Michał Marciniak, Dominik Solecki, Daniel Wojtyna, Marcin Kiełpiński, Maciej Mizgajski, Sebastian Wojciechowski, Daniel Krawczyk, Tomasz Kriezel.
Estonia: Mark Boskin (Madis Rajando) - Vladislav Tsurilkin, Sergei Kostin, Anton Smetanin, Stanislav Bostrov - Andrei Antonov, Kristjan Paapsi, Pavel Rubel, Sergei Aleksandrov, Maksim Aleksejev, Indrek Rist, Mait Anton, Robert Veskimae.
 
Estonia nigdy nie wygrała do tej pory międzypaństwowego meczu, tymczasem niedzielne spotkanie rozpoczęła tak, jakby wcale nie była futsalowym kopciuszkiem. W pierwszych minutach pojedynek był niespodziewanie bardzo wyrównany, wręcz to goście mieli więcej z gry, niepokojąc stojącego między słupkami Bartłomieja Nawrata głównie z kontrataków. Biało-czerwoni natomiast swoje akcje kończyli na ogół uderzeniami z dystansu, nie sprawiającymi większych problemów Markowi Boskinowi. Gdy w 8. minucie po naprawdę znakomicie rozegranej akcji (nie po kontrze!) wynik otworzył Sergei Aleksandrov, wydawało się, że rzeczywiście nad halą w Tychach (Polacy jeszcze nigdy w niej nie wygrali) wisi jakieś fatum. Na szczęście w szoku nie byli nasi reprezentanci. Już po chwili słupek obił Marcin Mikołajewicz. Kilka sekund później wyrównał Paweł Budniak po tym, gdy piłka trochę przypadkowo trafiła mu pod nogi w polu karnym, po odbiciu od dwóch Estończyków. Wynik remisowy utrzymał się przez 6 minut. Wówczas do siatki ponownie trafił "Magic", w swoim stylu schodząc z piłką do środka i uderzając z dystansu. Wydawało się, że Polacy na dobre odzyskali kontrolę nad spotkaniem, ale rywale wcale nie rezygnowali. W 17. minucie po poślizgnięciu się Michała Wojciechowskiego, kontry 2 na 1 nie zdołał na szczęście sfinalizować Maksim Aleksejev. Minutę później Budniak skompletował hat-tricka, posyłając efektowną bombę po zagraniu z kornera Michała Kubika. Później w słupek trafił jeszcze Daniel Krawczyk, lecz w zamieszaniu w polu karnym nikt nie zdołał dobić piłki do siatki.

Wynik 3:1 do przerwy mógł satysfakcjonować tylko bardzo okazjonalnych fanów futsalu. Dlatego po przerwie można się było spodziewać znacznie lepszej gry Polaków. I rzeczywiście nasi reprezentaci w drugiej połowie już zdecydowanie przeważali, a Estończycy jakby opadli z sił i stracili ochotę na tak odważną grę, jaką prezentowali w pierwszych dwudziestu minutach. Pierwszą dobrą okazję po wznowieniu gry zmarnował Marcin Mikołajewicz. Po kontrze Budniaka zrobił prawie wszystko dobrze, ładnie przełożył rywala i strzelił technicznie po krótkim rogu, niestety minimalnie niecelnie. 3 minuty później piłka po soczystym uderzeniu Michała Marciniaka po rzucie rożnym odbiła się jeszcze od Krawczyka, a następnie od poprzeczki. Ale w 27. minucie gospodarze wreszcie podwyższyli rezultat, gdy długie podanie od Bartłomieja Nawrata (!), wykorzystał Michał Wojciechowski, przy biernej postawie Vladislava Tsurilkina. Po kolejnych trzech minutach było już 5:1. Tym razem szczęście nareszcie uśmiechnęło się do Krawczyka. Już po raz trzeci (wliczając wspomniany strzał Marciniaka i rykoszet) piłka po jego zagraniu odbiła się od obramowania bramki, ale tym razem trafiła następnie w interweniującego Boskina i wtoczyła się do siatki. Kolejne 3 minuty dały kolejnego gola, tym razem autorstwa debiutanta - Daniela Wojtyny, który dostał cudowne podanie przez pół boiska od Budniaka. Do końca spotkania wynik się nie zmienił, choć chrapkę na to miały oba zespoły. Estończycy mogli trafić po próbach Andreia Antonova, które zatrzymał Kamil Dworzecki, Boskin obronił natomiast groźne strzały Michała Wojciechowskiego oraz Tomasza Kriezela.

Malkontenci grania ze "słabymi" reprezentacjami nie mieli więc racji. Takie mecze są potrzebne, bo na eliminacyjnym turnieju w Krośnie faktycznie z Włochami z pewnością gry prowadzić nie będziemy, ale z pozostałymi rywalami jest to całkiem realne. Same kontry nie wystarczą. A widać, że w ataku pozycyjnym można jeszcze coś poprawić, same strzały z dystansu, to może być za mało.

- Nie zagraliśmy wybitnego meczu - powiedział w Sfera TV po spotkaniu Paweł Budniak. - Wynik cieszy, ale takiej gry nie chcemy zaprezentować w Krośnie - zadeklarował autor hat-tricka. - Brakuje nam takiej mądrości w grze, która sama daje wynik - komentował z kolei Andrea Bucciol.

W drugim spotkaniu rozegranym w niedzielę w Tychach (pierwszym chronologicznie) Mołdawia zremisowała z Macedonią 3:3, choć do przerwy prowadziła 2:0, a w drugiej połowie 3:1. Wszystkie bramki faworyzowani Macedończycy strzelili grając w przewadze, bo wynik musieli "gonić" już od pierwszych minut. Na początku spotkania kontrę Mołdawian wykorzystał bowiem Cristian Obada, w pierwszej połowie do siatki trafił też jeszcze Serhei Tacot, wykorzystując przedłużony rzut karny po faulu na czerwoną kartkę Darko Rangotova. Koledzy Nicolae Neagu dzielnie trzymali się w obronie do 33. minuty. Na trafienie Zorana Leveskiego zdołali jeszcze odpowiedzieć, ale na kolejne dwa gole podopiecznych Vasila Skenderovskiego już nie. Macedończycy sami do siebie mogą mieć pretensje, bo cały mecz przeważali, ale nie potrafili tej przewagi wykorzystać.

W poniedziałek druga runda spotkań. Macedonia zagra z Estonią, a Polacy zmierzą się o 19:15 z ekipą Mołdawii. Transmisja na żywo oczywiście w Sfera TV.
 

MołdawiaMołdawia - MacedoniaMacedonia
3:3

Bramki: Cristian Obada (3), Serhei Tacot (17), Andrei Negar (33) - Zoran Leveski (33), Aleksandar Gligorov (34), Martin Todorovski (38).
Żółte kartki: Darko Rangotov (Macedonia).
Czerwona kartka: Darko Rangotov (39, Macedonia).
Sędziowali: Sebastian Stawicki i Damian Jaruchiewicz (Polska).
Mołdawia: Oleg Chitoroaghi (Alexei Capsamun) - Alexei Muntean, Cristian Obada, Serghei Tacot, Andrian Lascu - Andrei Negara, Constantin Durdujel, Oleg Gojan, Oleg Hilotti (Alexandzu Timbalist, Mihail Robu, Serghei Muntean).
Macedonia: Ilcho Udovaliev, Miroslav Todorovski (Antonio Petrovski) - Zoran Leveski, Aleksandar Gligorov, Adrijan Micevski, Darko Rangotov - Gjokica Djo Arsovski, Ivan Krstevski, Igor Leovski, Ferid Agushi, Martin Todorovski (Oliver Jovanovski).
 

Terminarz Turnieju Czterech Narodów w Tychach (4-7.01.2015)

Klasyfikacja Turnieju

  M Pkty Bramki
1. Polska Polska 1 3 6-1
2. Mołdawia Mołdawia 1 1 3-3
2. Macedonia Macedonia 1 1 3-3
4. Estonia Estonia 1 0 1-6